kwiecień - maj - czerwiec 2016

DrukujEmail


                     "Nasza barka"     

Kwartalnik "Domów Modlitwy św. Jana Pawła II"

   kwiecień - maj - czerwiec  2016

Witamy wszystkich, którzy wchodząc na naszą stronę, dotarli do "Naszej Barki".


Pozdrawiamy szczególnie tych, którzy dołączyli do "Domów Modlitwy św. JPII"  i są już zarejestrowani w naszej "Statystyce" jako dowód  "współpracy" z św. Janem Pawłem II. Rozpoczynając nasze wspólne duchowe dialogi, prośmy Ducha Świętego o potrzebne łaski.

Duchu Święty, oświecaj nasze serca i umysły, abyśmy mogli rozeznać, co jest dobre, a co złe w naszej wędrówce ziemskiej do nieba. Kieruj naszymi myślami i uczuciami, aby wydały one owoc stokrotny, tak potrzebny w utrwalaniu modlitwy w naszych rodzinach.

Duchu Święty dotykaj i uzdrawiaj wszystkich nas złączonych w” DM bł. JPII”. Pragniemy stać się  nowymi ogrodami wiary i miłości, aby wynagradzać Dwom Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi, za lekceważenie Ich Miłości i przykazań Bożych. Porusz nasze sumienia, wolę i chęć do  modlitwy, usuń zło, a zasadź dobro.

Otwórz nasze oczy na Twoje znaki obecnych czasów, oprzyj nas na Sobie jako na Kamieniu Węgielnym Kościoła i ogarnij swym gorącym Ogniem swych łask, abyśmy się stali świadkami nadziei dla zagubionego świata. Przyjdź Duchu Święty przyjdź! Wołamy do Ciebie z mocą!  Przyjdź Duchu Święty przyjdź!


Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niech go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu Niebieskich Zastępów, szatana i inne duchy złe które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen. papież Leon XIII

--------------------

Od redakcji!

Pozdrawiamy
wszystkich czytelników naszego kwartalnika. Bóg sprawia, że "Nasza barka" płynie dalej, i możemy się dzielić spostrzeżeniami dla wzajemnego umocnienia w wierze.


Człowiek- największy i najcudowniejszy owoc Boga zostawia swego Stwórcę, gardzi  Jego Słowem i opieką. Dzisiaj wyraźnie widać, że świątynie pustoszeją, bo frekwencja na mszach  świętych coraz mniejsza.  W jednej ze szkół podstawowych w Łodzi, z kl. III- ciej, do Kościoła na niedzielną Mszę Św.uczęszcza systematycznie tylko 4-ro dzieci. Biskup jednej z diecezji na Ziemiach Zachodnich stwierdza, że frekwencja u  niego wynosi niewiele ponad 2O procent a niekiedy i mniej.
Smutne to jest, ale spełniają się słowa  Izajasza:

Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie,
patrzeć będziecie, a nie zobaczycie.
Bo stwardniało serce tego ludu,
ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli,
ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił.


Zapomnieliśmy, że JPII  głośno  wołał:

Każde pokolenie powinno zdawać sobie sprawę, iż wolność nie polega na tym, żeby robić, co nam się żywnie podoba, ale na prawie do robienia tego, co należy.


Redakcja "Naszej barki" zaprasza  do zakładania "Domów modlitwy św. JPII", poprzez które JPII pragnie szczególnie otoczyć swoją niebieską  opieką każdą rodzinę. Członkowie "Kolegium DM" zapewniają o codziennej modlitwie za  DM podczas codziennych Mszy św.  i  adoracji.



---------------------------

Dlaczego Matka Boża płacze?

„Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: “Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. J 15, 18-20


Masowy exodus chrześcijan trwa. Miliony chrześcijan ucieka z krajów arabskich przed prześladowaniami – informuje Fox News

Komisja Stanów Zjednoczonych ds. Międzynarodowej Wolności Religijnej stwierdziła niedawno: „ucieczka chrześcijan z tych regionów jest precedensowa i nasila się z roku na rok. Chrześcijanie mogą zniknąć całkowicie z Iraku, Afganistanu i Egiptu”.

W 2003 roku populacja chrześcijan w Iraku wynosiła, co najmniej jeden milion. Dzisiaj pozostało mniej niż 400 tys. – jest to wynik antychrześcijańskiej kampanii, która rozpoczęła się od amerykańskiej okupacji Iraku, kiedy niezliczone kościoły chrześcijańskie zostały zbombardowane i niezliczeni chrześcijanie zabici, w tym przez ukrzyżowanie i ścięcie głowy.

-Atak na kościół w stolicy Iraku Bagdadzie w 2010, gdzie odnotowano 60 wyznawców Chrystusa zabitych, to tylko wierzchołek góry lodowej trwający już dekadę!

W Syrii: całe regiony i miasta, w którym chrześcijanie żyli od wieków przed pojawieniem się islamu, zostały już wyludnione, gdyż chrześcijanie stają się celem porwań, grabieży oraz ścinania głów przez przez przeciwników Assada. W meczetach mówi się że wytępienie chrześcijan to „święty obowiązek„

W październiku 2012 roku w mieście Homes, niegdyś liczącym 80 tys. chrześcijan, dżihadyści zamordowali ostatniego chrześcijanina. Pewna nastoletnia Syryjka opowiadała: „Uciekliśmy z kraju, ponieważ oni próbowali nas zabić tylko dlatego, że byliśmy chrześcijanami… A Ci, którzy byli naszymi sąsiadami zwrócili się przeciwko nam.

-Z Egiptu uciekło 100 tys. chrześcijańskich Koptów ze względu na rozpoczęcia „Arabskiej Wiosny” Koptyjski Kościół Ortodoksyjny skarżył się również na „powtarzające się przypadki wysiedlania Koptów z ich domów, przy zastosowaniu przemocy i zastraszania.
Wysiedlenia miały miejsce w Ameriya eksmitowano stamtąd 62 rodziny chrześcijańskie, następnie w Dahszur, skąd wysiedlono 120 chrześcijańskich rodzin.

Reklama

Advertisement

"Jezus - wyjaśnił Franciszek - poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie wykupił nas z władzy świata, z władzy diabła, z władzy księcia tego świata".

- Zostaliśmy zbawieni, a ten książę świata, który nie chce naszego zbawienia, nienawidzi nas i powoduje prześladowanie, które trwa od pierwszych czasów Jezusa po dziś dzień - dodał.

- Tak liczne wspólnoty chrześcijańskie są prześladowane w świecie. W tych czasach bardziej niż na początku! - mówił papież.

Stwierdził, że z diabłem -"księciem nienawiści" nie można prowadzić dialogu. On - zaznaczył - "zaczyna od drobnych rzeczy, później przechodni do pochlebstw, i nimi nas zmiękcza, aż wpadniemy w pułapkę".



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Reklama

Advertisement

"Jezus - wyjaśnił Franciszek - poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie wykupił nas z władzy świata, z władzy diabła, z władzy księcia tego świata".

- Zostaliśmy zbawieni, a ten książę świata, który nie chce naszego zbawienia, nienawidzi nas i powoduje prześladowanie, które trwa od pierwszych czasów Jezusa po dziś dzień - dodał.

- Tak liczne wspólnoty chrześcijańskie są prześladowane w świecie. W tych czasach bardziej niż na początku! - mówił papież.

Stwierdził, że z diabłem -"księciem nienawiści" nie można prowadzić dialogu. On - zaznaczył - "zaczyna od drobnych rzeczy, później przechodni do pochlebstw, i nimi nas zmiękcza, aż wpadniemy w pułapkę".



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Reklama

Advertisement

"Jezus - wyjaśnił Franciszek - poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie wykupił nas z władzy świata, z władzy diabła, z władzy księcia tego świata".

- Zostaliśmy zbawieni, a ten książę świata, który nie chce naszego zbawienia, nienawidzi nas i powoduje prześladowanie, które trwa od pierwszych czasów Jezusa po dziś dzień - dodał.

- Tak liczne wspólnoty chrześcijańskie są prześladowane w świecie. W tych czasach bardziej niż na początku! - mówił papież.

Stwierdził, że z diabłem -"księciem nienawiści" nie można prowadzić dialogu. On - zaznaczył - "zaczyna od drobnych rzeczy, później przechodni do pochlebstw, i nimi nas zmiękcza, aż wpadniemy w pułapkę".



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
  • Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Papież Franciszek powiedział, że obecnie chrześcijanie są bardziej prześladowani niż w początkach chrześcijaństwa. Słowa te przytoczył watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w niedzielnym wydaniu.

Papież Franciszek /AFP
Papież Franciszek
/AFP

Franciszek w kazaniu podczas sobotniej mszy w Domu świętej Marty, gdzie mieszka, przytoczył słowa Jezusa do uczniów: "Nie przerażajcie się! Świat będzie was nienawidził".

Papież podkreślił, że źródłem tej nienawiści jest diabeł.



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
  • Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Papież Franciszek powiedział, że obecnie chrześcijanie są bardziej prześladowani niż w początkach chrześcijaństwa. Słowa te przytoczył watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w niedzielnym wydaniu.

Papież Franciszek /AFP
Papież Franciszek
/AFP

Franciszek w kazaniu podczas sobotniej mszy w Domu świętej Marty, gdzie mieszka, przytoczył słowa Jezusa do uczniów: "Nie przerażajcie się! Świat będzie was nienawidził".

Papież podkreślił, że źródłem tej nienawiści jest diabeł.



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
  • Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Papież Franciszek powiedział, że obecnie chrześcijanie są bardziej prześladowani niż w początkach chrześcijaństwa. Słowa te przytoczył watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w niedzielnym wydaniu.

Papież Franciszek /AFP
Papież Franciszek
/AFP

Franciszek w kazaniu podczas sobotniej mszy w Domu świętej Marty, gdzie mieszka, przytoczył słowa Jezusa do uczniów: "Nie przerażajcie się! Świat będzie was nienawidził".

Papież podkreślił, że źródłem tej nienawiści jest diabeł.



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
  • Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Papież Franciszek powiedział, że obecnie chrześcijanie są bardziej prześladowani niż w początkach chrześcijaństwa. Słowa te przytoczył watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w niedzielnym wydaniu.



Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Papież: Prześladowania chrześcijan większe dziś niż na początku

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-nowy-papiez/aktualnosci/news-papiez-przesladowania-chrzescijan-wieksze-dzis-niz-na-poczat,nId,963095?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Krwią pisana miłość przebaczająca


Poniżej zamieszczamy opis – częściowo autobiograficzny, młodej dziewczyny, 22-letniej, mahometanki, która przyjęła wiarę w Jezusa Chrystusa. Podstępnie zwabiona do domu rodzinnego (co jest nagminnie przez Mahometan stosowaną metodą), została przez własnych rodziców w wyszukany sposób okrutnie torturowana: dla wymuszenia wyparcia się wiary w Chrystusa, po czym została uprowadzenia celem przymuszenia jej do małżeństwa. Po swym nieoczekiwanym uwolnieniu z rąk porywaczy – objęła ich najpierw swą szczerą przebaczającą miłością w imię Chrystusa.

Opowiedziała sama.

„Zaraz po znalezieniu się w domu pochwyciło mnie siłą paru członków rodziny. Związali mi ręce z tyłu, włożyli mi kawał materiału do ust, a drugim płótnem przewiązali moje usta. Na tym kawałku płótna wypisany był werset Koranu. Musiałam w taki sposób spędzić całą noc. Rodzice sądzili, że w ten sposób Allah przyprowadzi mnie ponownie do siebie.
– Nazajutrz usiłował mnie ojciec zmusić do złożenia islamskiego wyznania wiary, ale ja się na to nie godziłam. Wówczas zaciągnął on mnie całkiem blisko ognia w kuchni i przywiązał mnie tam za pomocą ostrej liny do krzesła. Lina poprzecinała mi ręce – krzyczałam z bólu. On jednak zamknął drzwi od kuchni, przyłożył do ognia i pozostawił mnie w tym gryzącym dymie samą. O mało nie utraciłam przytomności.
Ale i potem nie miałam zamiaru wyrzec się Jezusa, by wrócić do islamu. Wówczas ojciec rozgrzał w ogniu trzy kamienie aż do rozżarzenia i spalał mi nimi ręce. Nawet język też mi okaleczył jakimś rozżarzonym narzędziem. Mimo to trzymałam się wiernie Jezusa.
– Teraz zabrała się do mnie z kolei moja matka. Biła mnie, wyrywała mi włosy i drapała skórę swymi paznokciami. A ja myślałam w tym czasie o wersecie z Listu do Rzymian: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź” (Rz 8,35). To Słowo dodawało mi sił do przetrzymania.
– Gdy rodzicie doszli do wniosku, że wszystkie zadawane mi tortury mnie nie przekonują, przygotowali jeszcze jedno rozwiązanie: ogłosili przed całą rodziną, że mnie wydadzą za mąż za pewnego islamskiego nauczyciela. Wówczas przybyło paru mężczyzn, zawlekli mnie do samochodu i mnie uprowadzili”.

Gdy następnego dnia Habiba znowu nie powróciła na nadal trwające skupienie rekolekcyjne, porozumiało się parę osób spośród wiernych z policją i wybrali się na jej poszukiwanie. Po długich poszukiwaniach znaleźli samochód tych, którzy Habibę uprowadzili. Mianowicie ich samochód utknął w błocie z powodu złej pogody. Po trudnej utarczce z porywaczami wydali oni ostatecznie Habibę, którą przedtem zawlekli w krzaki. Odzienie miała porozrywane, skóra pełna otwartych ran, krwawiła na czole: ślady po całymi kłębkami wyrywanych włosach.
– To co potem nastąpiło, trzeba określić jako wydarzenie niemal Boskie – dla nas jako przykład i zachęta do naśladowania. Jej brat opisał tę scenę następująco:

„Z chwilą gdy Habiba została uwolniona, nie chciała pojechać zaraz z nami. Zamiast tego – objęła ona z miłością każdego z tych, którzy ją uprowadzili i odezwała się do nich w słowach, które poruszyły nasze serca:

"Byłam tak bardzo winna, ale teraz jestem zjednoczona z Bogiem, ponieważ Jezus umarł za mnie. On zapłacił za moją winę, której sama nigdy bym uiścić nie zdołała. Ale On nie tylko mi przebaczył, lecz wezwał mnie też do tego, żebym innym przebaczyła.

Przebaczam wam z serca wszystkie cielesne i duchowe cierpienia, jakieście mi zadali. Nie będę wam złorzeczyła, ale będę się za was modlić, żebyście i wy poznali Łaskę i Miłość, jakiej Jezus Chrystus pragnie wam udzielić’ …”.

Ksiądz Fouad Adel komentuje to wstrząsające wydarzenie w swojej książeczce „Krwią i terrorem pisana historia Islamu”. „Ta nasza młoda siostra w wierze nie znała ani połowy tego co my – o Jezusie, o Biblii i o Islamie. Mimo to znalazła w sobie Boską siłę, która o w nas przebywa, by z miłości do Jezusa przebaczyć z całego serca owym absolutnie okrutnym nieprzyjacielom”.


Z cyklu: siła w różańcu
Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala.”

Od chwili w której Jan Paweł II mocą kluczy Piotrowych nadał na prywatnej audiencji Różańcowi moc egzorcyzmu, od tej pory odmówiony cały Różaniec stanowi swego rodzaju tarczę przed atakami wielkich demonów. Człowiek regularnie odmawiający cały Różaniec (codziennie cztery części) zapewnia sobie skuteczną ochronę przed szkodliwym działaniem demonów.

św. Józef Sebastian Pelczar (1842 – 1924)

“Dworzanie noszą u boku miecz, aby bronić swej królowej. Podobnie dworzanie Maryi winni przypasać miecz, aby bronić czci swojej Królowej, a tym mieczem jest różaniec.[...]

Różaniec jest wędką, którą Maryja łowi grzeszników i z morza nieprawości wyciąga na brzeg miłosierdzia. Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala.”

Świadectwo różańcowe

Zrozumiałam wtedy, że mogę dać tylko przyjaźń

Dzisiaj powiem rodzicom, że wychodzę za mąż za Bogdana. Mój wybrany jest rozwiedziony. Żona po wielu latach małżeństwa porzuciła go (mieli ślub kościelny). Pochodzimy z rodzin wojskowych, z tego samego najpiękniejszego miasta – Lwowa. Łączy nas polska tradycja Kresów Wschodnich, umiłowanie stron rodzinnych i umiłowanie poezji i muzyki. Wpadam więc do domu, spotykam ojca i wołam: „Tato, wychodzę za mąż za Bogdana”. Mój ojciec patrzy uważnie na mnie swoimi mądrymi oczami i wolno, spokojnym głosem mówi: Jeżeli wyjdziesz za mąż za X (tu pada nazwisko), progu domu nie wolno ci będzie przekroczyć”.
Zaczynam się śmiać i mówię: „Tato, ty żartujesz?”. Ojciec odpowiada:
„Nie, córko, ja nie żartuję. Wychowałaś się w rodzinie katolickiej, a skoro podepczesz przykazania Boskie, nie będziesz już moją córką”.
Stoję osłupiała z wrażenia. Nie rozumiem mego ojca. Jestem przecież jego ukochaną córką. A tato kiwa głową i mówi:
„Jak ty jeszcze mało znasz życie. Sama wiedza to nie wszystko”
.
Wiem, że mój tato nigdy w życiu nie zmienił ani też nie cofnął podjętej przez siebie decyzji czy wypowiedzianego zdania. Pytam:      „A mama?”. Tato mówi:
„Każdy odpowiada za siebie. Spytaj się mamy”.
Idę do pokoju, powtarzam rozmowę z ojcem. Mama pyta: Dziecko, czy ty musisz wychodzić za mąż?”.
Odpowiadam: „Mamo, wcale nie muszę, ja chcę”. A moja mama mówi:
„Chociażby cię cały świat potępił, moje dziecko, ja się ciebie nie wyrzeknę. Będę cię nadal kochać i będę się modlić za ciebie”.
I dodaje:
„Widzisz, moje dziecko, jesteśmy już z ojcem starzy. Pragniemy, abyś kiedyś, gdy nas już nie będzie na świecie, przyjęła Komunię świętą w naszej intencji. Ale kiedy wyjdziesz za mąż za Bogdana, nie będziesz mogła. Mam prośbę: czy mogłabyś z tą decyzją zaczekać trzy miesiące?”. Śmieję się z takiej dziwnej prośby i mówię: „Oczywiście, mogę”.


Od tego dnia moja mama do późnych godzin nocnych modli się z różańcem w ręku. Bierze też do rąk swój gruby zeszyt, w którym ma przepisane z różnych modlitewników nowenny, koronki, modlitwy, i modli się z niego…

Dni szybko mijają. Na pochodzie pierwszomajowym mam dać odpowiedź Bogdanowi. Wszyscy przyjaciele pewni są, że wyrażę zgodę, oczekują na datę ślubu cywilnego, nawet ustalili, jakie otrzymamy prezenty, a trzeba przyznać, że są bardzo praktyczne i kosztowne. Tymczasem ja już nie jestem taka pewna swej decyzji jak dawniej. Ostatniego, a może przedostatniego dnia kwietnia decyduję się pójść do kaplicy Wieczystej Adoracji przy kościele pw. św. Józefa w Gdańsku. Klękam i wpatruję się w oblicze Matki Najświętszej.
„Co mam zrobić? Jaką podjąć decyzję? Matko Najświętsza, pomóż mi!”

Po jakimś czasie odwracam głowę i z uporem wpatruję się bez przerwy w Hostię świętą, aż do bólu w oczach. Wtedy pojawia się myśl ułożona w zdania:
„Jezu, Ty musisz za mnie podjąć decyzję. Ty wiesz, Jezu, że ja sama nie podejmę, ale zrobię to, co Ty mi powiesz”. I dalej klęczę, i w ciszy kaplicy wpatruję się w tę Hostię. Nie wiem, ile czasu upływa, kiedy ogarnia mnie jakieś dziwne ciepło, które dosięga serca, i już wiem, jaką dam odpowiedź: „Nie wyjdę za niego, bo jestem katoliczką. Mogę ofiarować tylko przyjaźń”.

Wiem, że to modlitwa różańcowa odmawiana codziennie i latami z wiarą i ufnością przez moich rodziców sprawiła, że poszłam do kaplicy Wieczystej Adoracji i tam, u stóp Matki Niepokalanej i Jej Syna, otrzymałam pomoc.

Musiało jednak upłynąć parę lat, aby Bogdan zrozumiał moją decyzję i wybaczył. Wtedy dopiero zostaliśmy prawdziwymi przyjaciółmi.

Barbara z Gdańska


(Fragm. świadectwa „Zrozumiałam wtedy, że mogę dać tylko przyjaźń” z książki „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec”, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2003)



Jan Paweł II

1)  Siewca Bożego Słowa
2) Człowiek  nadzwyczajny
3) Uzdrowiciel

4) Człowiek zwyczajny


Siewca Bożego Słowa

Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?" - pyta w Ewangelii młodzieniec, słuchacz słów Jezusa (Mt 19,16). "Zachowaj przykazania" (Mt 19,17) - i Chrystus przypomina Dekalog Starego Przymierza, który jest prawem Bożym i drogowskazem ludzkiej moralności w każdym czasie i miejscu. Moje tegoroczne pielgrzymowanie po Polsce jest tym razem związane z Dekalogiem.

Drodzy bracia i siostry! Od stuleci trwa Boży siew na naszej ziemi, przez pokolenia prawda ludzkiej i chrześcijańskiej moralności pada na glebę dusz. Jaka jest ta gleba? Co stało się z ziarnem Ewangelii na przestrzeni ostatnich pokoleń? Czy ziarno przykazań trafia na glebę urodzajną? Czy też jest to może gleba oporna, która nie przyjmuje słowa prawdy? Nie przyjmuje wymagań moralności, jakie stawia człowiekowi Bóg, a zarazem ludzkie sumienie, które - jeśli jest zdrowe - staje się samo Bożym głosem przemawiającym wewnątrz człowieka?

Czy podstawowe zasady moralności nie zostały "wyrwane" z naszej gleby przez Złego, który pod różnymi ukrywa się postaciami? Czy nie zostały "wydziobane" przez rozkrzyczane drapieżne ptactwo wielorakiej propagandy, publikacji, widowisk, programów, które igrają z naszą ludzką słabością?

Co stało się z przykazaniem: "Nie cudzołóż" w naszym polskim życiu? Czy małżonkom naprawdę zależy na tym, ażeby ich dzieci rodziły się z czystych rodziców? Czy nosimy w sobie poczucie, że ciało ludzkie jest wezwane do zmartwychwstania i że winniśmy troszczyć się o zachowanie jego godności?


Fragment homilii-         Łomża, 4 czerwca 1991




Człowiek  nadzwyczajny

Eugeniusz Mróz –kolega i sąsiad Karola Wojtyły

Prawdziwą ostoją, która ratowała honor klasy, był niezawodny Karol Wojtyła.

Lolek brylował wśród nas, był bezkonkurencyjny-gigant ducha, serca i umysłu. Wyraźnie się wybijał i przewidywaliśmy, że czeka go wielka przyszłość. Na każdą lekcję był znakomicie przygotowany. Przy swoich ogromnych zdolnościach i pilności nie musiał się wiele uczyć. Jednak nie było mowy, żeby się nie przygotował, żeby ściągał na klasówkach czy liczył na czyjąś pomoc. Myśmy korzystali z tak zwanych bryków, zw. streszczeniami. Mieliśmy bardzo surowego nauczyciela od łaciny -prof. Zygmunta Damasiewicza. Nazywaliśmy go Damazy. Na jego lekcji można było 3 razy dostać dwóje.

Prawdziwą ostoją, która ratowała honor klasy, był niezawodny Karol Wojtyła. Można powiedzieć, że nauka była jego pasją. My uczyliśmy się często z przymusu, dla uzyskania jakiejś noty. Niektóre przedmioty lubiliśmy. Ja na przykład pasjonowałem się greką, filozofią, historia, geografią. Tych przedmiotów uczyłem się z zamiłowaniem. Natomiast czułem niechęć do podmiotów ścisłych. Każdy z nas miał jakieś przedmioty wybrane i te, które go nudziły.

Zaś Karol pasjonował się wszystkimi przedmiotami- humanistycznymi, ścisłymi, przyrodniczymi. Karol nie traktował nauki jako odrabianie zadań. On chciał zdobyć jak najwięcej wiedzy, by zbliżyć się do prawdy. Samodzielnie czytał lektury, sam je wyszukiwał. W siódmej klasie czytał w oryginale Goethego i Schillera.

Znał na pamięć Owidiusza, Wergiliusza, Mickiewicza i Norwida.

Inną jego pasją był sport. Ale miał do tego inny stosunek niż my. Myśmy grali w piłkę do upadłego. On nie, grał tyle, ile uznał za stosowne. Grał, by się odprężyć i znaleźć jakąś odskocznie dla pracy umysłowej.

Źródło Niedziela N-la 25/2001


Uzdrowiciel

Wierzę, że za Twoją przyczyną moje dziecko żyje.

Nic nie zapowiadało, że latem roku 2005 przeżyjemy wraz z całą rodziną coś, co radykalnie odmieni nasze życie… Jest 26. Tydzień ciąży. Od kilku dni odczuwam słabe ruchy dziecka, towarzyszy temu dziwny niepokój, który narasta z każdym dniem. Dostaję skierowanie do szpitala. Badania wykazują, że- prócz małej ilości wód płodowych- u dziecka wystąpiła niedowaga. Dziecko przestało rosnąć, a jego rozwój zatrzymał się na 22. Tygodniu. Waga dziecka wynosi  467 g, szansę  na przeżycie w tym momencie wynoszą „0’’. Lekarz informuje nas, abyśmy nie robili sobie zbyt dużych nadziei na uratowanie dziecka..

Od tego momentu modlę się do Ojca Świętego Jana Pawła II, prosząc Go o uratowanie naszego dziecka. Każdego dnia kładę na brzuchu obrazek z Jego wizerunkiem.

Jest  28 tydzień ciąży. Dziecko nie posiada nerek ani pęcherza , uniemożliwia mu to życie poza organizmem matki; rozwarstwione łożysko jest zrośnięte z macicą, co uniemożliwia poród. Lekarz proponuje natychmiastowe zakończenie ciąży poprzez cesarskie cięcie. Ostateczną decyzję pozostawia mnie i mężowi.

Przez krótką chwilę płaczę, zdając sobie sprawę z tego, że moje dziecko za kilka chwil nie będzie żyło. Proszę Matkę Bożą o siłę, aby przyjąć wszystko to,  co jest mi przeznaczone. Aby tak jak Ona  pod krzyżem, patrząc na śmierć własnego dziecka, cierpieć ogromną boleść w milczeniu.

„ Jezu, Ty dajesz krzyż i cierpienie tym, których kochasz”.

Wznoszę oczy na Chrystusa rozpiętego na krzyżu. Nie buntuję się. Nie mam pretensji. Pytam Go tylko, dlaczego właśnie mnie tak wyróżnił i pozwolił współuczestniczyć w swoim cierpieniu. Chrystus jest mi teraz tak bliski, że namacalnie czuję pod palcami chropowatość drzewa Jego krzyża.

Czuję, że idę razem z Nim… Przed podjęciem decyzji o zakończeniu ciąży proszę o wizytę duszpasterza szpitalnego.Tymczasem ostatnie wyniki badań dodają do diagnozy, że dziecko ma rozdęte jelita oraz megadaria, przerośnięte serce, gdzie komory nie współpracują z przedsionkami.

Z ust zakonnika padają słowa, że jeżeli wyrażę zgodę na operację, będzie to równoznaczne z dokonaniem aborcji. Ciężko mi opisać uczucia, jakie w tym momencie targają moją duszę: ogromna boleść trudny do wyrażenia ból, aż odczuwalny fizycznie, spowodowany świadomością, że dziecko, które noszę pod sercem, umiłowane, wytęsknione, wymodlone, za kilka minut przestanie żyć... Nadal czuję jego  delikatne ruchy, nadal bije jego serce. Ksiądz przypomina mi historię Joanny Molli. Znam doskonale tę sylwetkę, modliłam się do niej, ale nie mam tyle siły, co  ona, aby powiedzieć: „nie”.

Przyszła pielęgniarka. Muszę podjąć decyzję, co zrobić z ciałem dziecka. Podpisałam dokumenty, proszę o chrzest, ponieważ wiem, że dziecko, które nosze pod sercem to dziewczynka, podaję imiona:Gloria, Maria.  Maryjo! Przecież wybrałam te imiona na Twoją chwałę, a teraz co?  Będą widniały na białym nagrobku. Jaka to chwała Maryi? Idę na salę operacyjną. Wokół mnie kilkunastoosobowa ekipa. Prawa ręka przypięta przez anestoziologa, lewą po raz ostatni kładę  na brzuchu, chcę pożegnać się z moim dzieckiem. Anestozjolog zakłada mi maskę, czuję mocny ból szczeki, zasypiam.

Przebudzenie. Czuję potworny ból  Krzycha. Przede mną długa noc. Potworna noc, bo mimo środków znieczulających i nasennych, nie śpię. Nasłuchuję dźwięków wydobywających się z wózeczków, w których siostry rozwożą dzieci do karmienia do sali, a jedzie na drugi koniec korytarza, to ja jestem pewna, że to moje dziecko jedzie do prosektorium...Zasypiam. Otwieram oczy. Jest jasno.

N a ścianie naprzeciwko wisi kalendarz, na nim zdjęcie Ojca Świętego Jana Pawła II w tym samym geście wzniesionych rąk, co na obrazku, który kładłam na brzuchu.

Po chwili do mojej sali wchodzi pediatra, która w nocy opiekowała się moim dzieckiem. Siada na łóżku. Prosi, abym nie rozbudzała w sobie nadziei, ale żyć.

Ojcze Święty, to nie jest przypadek, że Ty tu jesteś- myślę, patrząc na zdjęcie w kalendarzu. Wierzę, że za Twoją przyczyną moje dziecko żyje. Gloria!

Po raz pierwszy dotykam cię dzisiaj!Jesteś taka delikatna i krucha. Trzymałam twoje delikatne paluszki, maleńką rączkę, głaszczę cię po główce. Masz 38 dni,, ważysz już 1250g, podczas wizyty nie spałaś, mrugałaś tymi czarnymi oczkami i robiłaś takie miny, jakbyś mnie słyszała i rozpoznawała. Kocham cię!.

Leżałaś dziś u mnie na piersiach. Większej radości nikt nie mógł mi sprawić.

Pomimo tego, iż ważysz dopiero 1890 g, pozwolono Ci dzisiaj opuścić inkubator. Po 62 dniach tam spędzonych możesz spać w łóżeczku. Ale to jeszcze nic. Druga niespodzianka sprawiła mi jeszcze więcej radości.    Pozwolono mi nakarmić Cię piersią…

Gloria wychodzi z kliniki!!!
Pierwszy rok życia Glorii Marii. Byliśmy w godzinie narodzin na Mszy Świętej w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Minął rok ”Cudu życia”. To skromne świadectwo jest wyrazem naszej wdzięczności dla wszystkich, którzy w ciężkich chwilach wspierali nas i dzięki którym żyje Gloria Maria.

---------------------------------


Człowiek zwyczajny

Nie ma chrztu bez wody

15 maja 1977 roku, po wielu trudnościach i po długoletnich oczekiwaniach na pozwolenie budowy kościoła, odbył się wreszcie długo oczekiwana konsekracja świątyni w Nowej Hucie-Bieńczycach. Na uroczystościach w mieście, gdzie według założeń władz komunistycznych nie miało być miejsca dla Boga, przybyło kilkadziesiąt tysięcy osób.
Stali oni cierpliwie kilka godzin mino nieustannie padającego ulewnego deszczu. Kardynał Karol Wojtyła dodawał im ducha słowami: "Konsekracja to jakby chrzest, a gdzie jest chrzest, tam musi być i woda".


Papież to nie mistrz olimpijski

Pracownicy Watykanu nie mogli pogodzić się z tym, że nowy papież nie chce korzystać z lektyki papieskiej, zwanej sedia gestatoria. "Bez sedia gestatoria Ojciec Święty nie będzie widziany, może więc jakiś podest?" - nie dawali za wygraną "watykańczycy".
"Na podest nie wejdę, nie jestem mistrzem olimpijskim!" - oznajmił stanowczo Jan Paweł II.




Jeździć po kardynalsku

Pewnego razu zapytano Karola Wojtyłę, czy uchodzi, aby kardynał jeździł na nartach. Wojtyła uśmiechnął się i odparł: -
Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach!
-----------------------



Z cyklu: Misja  s. Faustyny Kowalskiej

Koronka  do Bożego miłosierdzia- leczy wszelkie choroby duszy i ciała.
Jezus do św. Faustyny

Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko odmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego. Pragnę, aby poznał świat cały miłosierdzie moje; niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają mojemu miłosierdziu.

W trzeciej godzinie błagaj mojego miłosierdzia, szczególnie dla grzeszników, i choć przez krótki moment zagłębiaj się w mojej męce, szczególnie w moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego. Pozwolę ci wniknąć w mój śmiertelny smutek; w tej godzinie nie odmówię duszy niczego, która mnie prosi przez mękę moją...

Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego.


Palą mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O, jaki mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą.


Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze.

św.Faustyna: „O mój Boże, jak mi żal ludzi, którzy nie wierzą w życie wieczne, jak się modlę za nich, aby i ich promień miłosierdzia ogarnął, i przytulił ich Bóg do łona ojcowskiego” (Dz. 780).

świadectwo

"Miejcie wiarę w Boga!"

Dokładnie 7 miesięcy temu moja córka miała niezwykle skomplikowaną operację nowotworu. W trakcie trwania operacji odbywała się Msza w przyszpitalnej kaplicy, w której wisiał obraz Jezusa Miłosiernego. Wtedy usłyszałem głos Jezusa, że wszystko będzie dobrze. Na drugi dzień córcia nie miała nawet gorączki i do dzisiaj nie ma żadnych powikłań. "Miejcie wiarę w Boga!"
Krzysztof, 2011-08-30


Pragnęłabym wołać na świat cały:
kochajcie Boga, bo dobry jest i wielkiego miłosierdzia
(Dz. 1372).



świadectwo


Zawsze o cokolwiek Pana bym poprosił,to zawsze mnie wysłucha

Jeśli spytano by mnie,czy wierzę,to odpowiem,że nie,gdyż jestem pewien,że Bóg po prostu jest. Zawsze o cokolwiek Pana bym poprosił,to zawsze mnie wysłucha.Złożyłem intencję w nieustającej koronce do Miłosierdzia Bożego w intencji córki i jej męża,gdyż dzieliła ich praca.On pracował w Anglii,a córka z dzieckiem w Polsce.Po upływie trzech dni od przyjęcia intencji otrzymałem wiadomość,że zięć dostał pracę w kraju.Zresztą w każdej trudnej sprawie proszę Pana o pomoc i nigdy mi jeszcze nie odmówił.
Waldemar, 2011-12-17


świadectwo

„Cudowne Przebudzenie”.

Jako studentka filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, specjalność teatrologia, otrzymałam stypendium od rządu amerykańskiego umożliwiające mi dalsze studia w USA w Towson University. Teatr był moją pasją, dlatego cieszyłam się tym stypendium, które dawało mi możliwość poszerzenia wiedzy, nowych doświadczeń z tej dziedziny i nawiązania nowych kontaktów ze studentami tej uczelni. Marzyłam o tym, by amerykańskie musicale wystawiać także w Polsce.

Przed odlotem do Stanów Zjednoczonych w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach uczestniczyłam w nagrywaniu teledysku z piosenką przygotowywaną z okazji – jak się okazało – ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Krakowa Z tego świętego miejsca wzięłam do USA podarowane przez siostrę z Łagiewnik obrazki Pana Jezusa Miłosiernego z tekstem koronki do Miłosierdzia Bożego i obrazki św. Siostry Faustyny, by je rozdać studentom w USA.

Pochłonięta zajęciami na uczelni, nie zaniedbywałam życia religijnego. W każdą niedzielę, a nawet częściej uczestniczyłam w Eucharystii w katolickim kościele akademickim, brałam również czynny udział w spotkaniach z chrześcijańską młodzieżą. Cieszyłam się życiem i dobrymi postępami w nauce na uczelni.

Po pierwszym semestrze studiów, 5 lutego 2003 roku, wraz z kolegą i koleżankami jechaliśmy samochodem, i gdy zjeżdżaliśmy na parking doszło do bardzo poważnego wypadku, gdyż najechał na nas, a właściwie na mnie, duży samochód. Doznałam bardzo ciężkich obrażeń głowy. Helikopterem przewieziono mnie na intensywną terapię i stwierdzono, że mój stan jest bardzo ciężki, nie rozpoczęto nawet operacji, tylko poinformowano o tym moją mamę. Dopiero po przylocie mojej mamy do USA przeprowadzono pierwszą bardzo długą operację, podczas której usunięto mi część mózgu odpowiadającą za mowę oraz połowę czaszki. Znajdowałam się wówczas w całkowitej śpiączce, a życie moje podtrzymywał respirator.

Moja mama przed przylotem do USA bardzo długo modliła się przed cudownym obrazem Pana Jezusa Miłosiernego w Łagiewnikach i przy relikwiach św. Siostry Faustyny. Moja babcia, która ma już 90 lat, cały czas modliła się na różańcu i odmawiała Koronkę do Miłosierdzia Bożego, którą Pan Jezus podyktował Siostrze Faustynie. Modlili się też za mnie moi przyjaciele w Krakowie i Częstochowie, a także koleżanki i koledzy w Stanach Zjednoczonych.

W śpiączce byłam 4 tygodnie. Lekarze nie dawali żadnej nadziei na wybudzenie z niej. Mimo takiej diagnozy moja mama i przyjaciele nie ustawali w modlitwie. Mama nad moją głową umieściła obraz Jezusa Miłosiernego i św. Siostry Faustyny, którą błagała o wstawiennictwo, by Bóg ocalił moje życie. Po miesiącu śpiączki, któregoś dnia wieczorem, gdy jak zwykle na modlitwie czuwała przy mnie mama i oddała mnie w dłonie Jezusa wszechmogącego, nagle się obudziłam. Pielęgniarka amerykańska, która się mną opiekowała była zaszokowana, ale jednocześnie szczęśliwa. Natychmiast przybiegli lekarze, którzy nie mogli wprost uwierzyć w to, co się stało. Dla wszystkich, którzy wiedzieli o moim tragicznym wypadku i towarzyszyli mi poprzez modlitwę, był to znak cudownego przebudzenia.

Otrzymałam od Pana Boga nie tylko dar samoistnego wybudzenia ze śpiączki, ale także dar mowy i to w dwóch językach, mimo braku tej części mózgu, który odpowiada za mowę. Mogłam powiedzieć: Jezu, dziękuję Ci z całego serca! Mogłam też już w szpitalu być tłumaczem dla mojej mamy. Potem przeszłam jeszcze 7 kolejnych operacji, w czasie których zrekonstruowano moją czaszkę i wszczepiono mi plastikowy implant w miejsce brakujących kości czaszki.

Po każdej operacji mogłam swobodnie mówić, czytać i pisać. Doświadczyłam wielkiej miłości Boga, czuję się bardzo przez Niego kochana. Zresztą nie tylko ja jestem kochana. Bóg czuwa i przebywa w każdym z nas. Jeśli przeprosimy Go za nasze grzechy, On da nam dużo łaski i swojej mocy. Daje nam nieporównanie więcej niż nam się wydaje. Być bez Jezusa, to nie być – napisałam w swoim wierszu. M.S.



Z cyklu:Życie o.Pio

Każdego ranka o godzinie 4-tej zawsze setki a czasem nawet tysiące

wiernych czekały już na otwarcie drzwi kościoła.

O.Pio (Francesco Forgione) przyszedł na świat w miasteczku Pietrolcinie, w południowych Włoszech, w miesiącu rozkwitania kwiatów, 25 maja 1887 r. Był piątym spośród ośmiorga dzieci Peppy i Grazio Forgione. Jego mama Peppa wyznała, że był niepodobny do innych chłopców: ,,nigdy nie był niegrzeczny, czy źle się zachowywał''. Od wieku pięciu lat miewał wizje Nieba i był przedmiotem prześladowań przez szatana; w widzeniach rozmawiał z Panem Jezusem, Jego Matką, oraz ze swoim Aniołem Stróżem lecz — niestety — te doświadczenia Nieba przeplatane były obecnością piekła i szatana.

W 1903 r., wskutek umartwień i słabego zdrowia, bliski był śmierci. Lekarze stwierdzając wyczerpanie organizmu pewni byli, że wkrótce umrze. Słaby, lecz silny siłą ducha, przyjął wtedy franciszkański habit Kapucynów, rozpoczynając życie zakonne i nowicjat — a wraz z nim intensywne życie nauki, modlitwy, ubóstwa i pokuty. W 1909 r., na skutek choroby znalazł się znów w Pietrolcinie, przy boku matki. Rozpoczynał się wtedy jeszcze jeden intensywny etap jego niezwykłego życia, pełen mistycznych cierpień, niewidocznych stygmatów, i straszliwej walki z szatanami usiłującymi go zniszczyć. ,,Wszystko stało się tutaj'' mówił potem, cała jego przyszłość została tu przygotowana.

Jedenastego stycznia 1910 r. otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze Benevento. W roku 1916 znajdujemy księdza Pio w kościele w San Giovanni Rotondo, z jego zabytkową i mistyczną kalwarią Gargano, w miejscu które wkrótce miało się stać jego Jerozolimą, i gdzie wkrótce zaczął być znany wśród miejscowej ludności jako ,,świątobliwy ojczulek''. Tutaj stał się ,,ofiarą miłości'', na przebłaganie za grzechy, jako odkupieńcza ofiara i odnowiciel duchowy tłumów które licznie ściągały aby oddać cześć krwawiącym ranom na jego dłoniach i stopach.


Stygmaty


Stygmaty otrzymał 20 września 1918 r. gdy modlił się przed krzyżem umieszczonym na chórze starego kościółka, z rąk niezwykłej postaci podobnej do anioła. Rany stygmatów pozostały otwarte i krwawiące przez pięćdziesiąt lat. Był to jeden z powodów dla których przez lata ściągali do San Giovanni Rotondo lekarze, naukowcy, dziennikarze i zwyczajni ludzie, chcąc zobaczyć ,,świątobliwego braciszka''.
Zwykle budził się wczesnym rankiem (a właściwie jeszcze w nocy) aby przygotować się do Mszy Świętej.

Każdego ranka o godzinie 4-tej zawsze setki a czasem nawet tysiące wiernych czekały już na otwarcie drzwi kościoła. Po Mszy Świętej większość czasu poświęcał modlitwie i słuchaniu spowiedzi. Zmarł 23 września 1968 roku, po pięćdziesięciu latach od otrzymania stygmatów, zamykając upragnioną misję swego serca: prawdziwego krzyża i prawdziwego ukrzyżowania. W liście datowanym 22 października 1918 r, ojciec Pio tak opowiedział o swoim doświadczeniu krzyża:

Mam nadzieję, że Bóg słyszy moje jęki i odwróci tę rzecz ode mnie.''

,, ...Cóż mogę powiedzieć ci o moim ukrzyżowaniu? Mój Boże! Co za wstyd i co za upokorzenie odczuwam gdy próbuję opowiedzieć komuś co uczyniłeś mi, twemu nędznemu stworzeniu! Stało się to rankiem 20-go (września) — byłem na chórze, po odprawieniu Mszy Świętej, gdy niespodziewanie ogarnął mnie błogi spokój podobny do miłego snu. Wszystkie zmysły mojej duszy, wewnętrzne i zewnętrzne, znajdowały się w stanie niewypowiedzianego spokoju. Wewnątrz mnie i wokół panowała głęboka cisza, przejął mnie pokój i potem w mgnieniu oka odczułem nagle całkowite opuszczenie wraz z kompletnym oderwaniem się od wszystkiego.

Gdy to się działo zobaczyłem tajemniczą postać, podobną do tej którą już widziałem 5-tego sierpnia, jedyna różnica była w tym, że z Jego rąk, nóg, i z boku kapała krew. Ten widok przestraszył mnie: tego co czułem w tym momencie nie da się opisać. Myślałem, że umrę — i umarłbym — gdyby Pan nie interweniował i nie podtrzymał mego serca, które omalże nie rozsadziło mi piersi. Zjawisko zniknęło a ja zdałem sobie sprawę, że moje ręce, stopy, i bok były przebite i sączyły krew. Możesz wyobrazić sobie mękę jaką odczuwałem wówczas i jaką niemalże odczuwam każdego dnia. Rana serca nieprzerwanie krwawi, zwłaszcza od czwartku wieczór do soboty. Mój Boże, umieram z bólu, męki i wstydu jaki odczuwam w głębi duszy. Boję się, że wykrwawię się na śmierć! Mam nadzieję, że Bóg słyszy moje jęki i odwróci tę rzecz ode mnie.''

W ciągu lat wierni, pielgrzymując z każdej części świata, przybywali do księdza-stygmatyka aby otrzymać od niego wstawiennictwo u Boga. Przez pięćdziesiąt lat w modlitwie, pokorze, i w ofiarnym cierpieniu realizował posłanie miłości. Czynił to w swoich inicjatywach skierowanych w dwu kierunkach: pionowym — ku Bogu — poprzez ustanowienie ,,grup modlitewnych'' i poziomym — ku cierpiącej wspólnocie — poprzez budowę nowoczesnego szpitala ,,Domu ulgi w cierpieniu''.

We wrześniu 1968 r. tysiące pielgrzymów duchowych dzieci o. Pio zebrało się  w S. Giovanni Rotondo na IV Międzynarodowej Konferencji Grup Modlitewnych, by obchodzić pięćdziesiątą rocznice otrzymania stygmatów przez O. Pio. Nikt nie mógł przewidzieć, że o 2:30, 23 września 1968 r. ziemskie życia Ojca Pio z Pietrelcina dobiegło końca.

O.Pio    Nie martw się o jutro, myśl o tym żeby być dobrym już dziś.

-------------------------------

Skutki okultystycznych kursów

Mam 46 lat, jestem szczęśliwym mężem i ojcem trójki dorosłych już dzieci. Wywodzę się z rodziny, w której ojciec był prawie niewierzący, matka zaś próbowała nauczyć mnie jakichś podstaw religijnych. Zostałem ochrzczony i przyjąłem Pierwszą Komunię św. – i to było w zasadzie wszystko, na czym się przez długi czas opierałem. Potem przyszły lata młodzieńczego buntu, które oddaliły mnie od Kościoła. Moje życie stało się puste. Ponieważ byłem osobą poszukującą, starałem się Boga znaleźć – ale nie szukałem Go tam, gdzie powinienem.

Zacząłem się mianowicie interesować ruchem New Age i całą związaną z nim ideologią. Czyli były to tomy newage’owskiej literatury, którą bardzo chętnie pochłaniałem. Było to w latach 70., kiedy tego typu publikacje zaczęły się dopiero pojawiać na rynku w Polsce. Ta literatura doprowadziła do wielkiego zamieszania w moim życiu duchowym. Bóg przestał być dla mnie Bogiem osobowym, a zaczął mi się jawić jako jakaś kosmiczna energia – wszystko we wszystkim. To z kolei doprowadziło mnie do tego, że łatwo przyjmowałem różne ideologie, nawet te pochodzące z innych religii.


W tym czasie na mojej drodze pojawiła się miłość, potem żona, następnie dzieci, no i różne problemy, które życie rodzi – czyli choroby dzieci, choroby żony, różne trudności... Człowiek stara się temu zaradzić, szukając różnych sposobów. Ja, niestety, poszedłem w stronę bioenergoterapii... Pojawił się wówczas w moim życiu pewien radiesteta, który stwierdził, że skoro moja rodzina ma jakieś problemy zdrowotne, to trzeba skorzystać z bioenergoterapii, ponieważ wg niego jest duża możliwość uzdrowienia w ten sposób całej rodziny. Dałem się namówić na taki bioenergoterapeutyczny zabieg, skorzystała też z niego moja żona i dzieci. Po tych seansach ów bioenergoterapeuta stwierdził, że mam bardzo silne predyspozycje, żeby się w tym kierunku rozwijać. To oczywiście bardzo mi się spodobało, no bo czemu nie, skoro mógłbym pomagać sobie i rodzinie, i jeszcze innym ludziom? Kierowały mną jak najbardziej pozytywne pobudki, nie chciałem nikomu szkodzić.

Od tego momentu zacząłem jeszcze bardziej zgłębiać ezoteryczną literaturę i poszedłem na okultystyczne kursy. Najpierw zrobiłem kurs reiki pierwszego stopnia, potem drugiego stopnia, jeszcze potem kurs masażu tybetańskiego; otarłem się też o szamanizm i różne pokrewne dziedziny. Bo to już potem tak idzie: jedno z drugim się łączy i człowiek, jeżeli się zetknął z jedną rzeczą, zaraz stara się szukać jeszcze czegoś więcej. Wówczas nie widziałem w tym, co robię, niczego złego; przez pewien czas nawet utrzymywałem się z bioenergoterapii. Wydawało mi się, że pomagam w jakiś sposób ludziom, że idę w dobrym kierunku, bo ludzie mieli jakieś pozytywne doznania podczas moich zabiegów. Ja sam potrafiłem na przykład rozpoznawać emocje i myśli ludzi, których dotykałem. Miałem też doznania typu wyjścia poza ciało i jakieś podróże astralne.

Różne dziwne rzeczy się wtedy działy w moim życiu; wszystko to bardzo mi się podobało i imponowało mi. Było to coś nowego, ciekawego, ponad naszą codzienną szarzyznę. Szukałem dalej... Wkrótce przyjąłem nawet tzw. schronienie buddyjskie – jest to taka inicjacja buddyjska, kiedy to obcinają kosmyk włosów, który potem jest odwożony do Indii i spalany tam przy ołtarzu wg specjalnego ceremoniału. Dostałem również buddyjskie imię. Wszystkie nowości pojawiające się na rynku ezoterycznym starałem się jak najszybciej przyswoić.

Na płaszczyźnie duchowej coraz bardziej oddalałem się od Kościoła, nigdy zresztą nie byłem osobą, która by jakoś szczególnie do Kościoła lgnęła (pójście na Mszę św. było dla mnie wówczas niepotrzebnym wydarzeniem). Mam jednak bardzo wierzącą żonę, która bardzo chciała, żebym uczestniczył we wszystkich nabożeństwach i żył życiem sakramentalnym, no i usilnie mnie do tego zachęcała. Broniłem się przed tym, gdyż coraz dotkliwiej odczuwałem jakiekolwiek wejście do kościoła. Na początku były to różne nieprzyjemne myśli, złe samopoczucie, a potem to nawet słyszałem wewnątrz świątyni stek wyzwisk. W końcu doszło do tego, że miałem nawet problem, żeby dotknąć wody święconej. Wszystko to jest naprawdę trudne dla takiego człowieka, jakim w tamtym okresie byłem. Czułem wówczas przejmującą pustkę, związaną z brakiem osobowego Boga, bo dla mnie w tym czasie – jak już wspomniałem – Bóg był energią. A wiadomo, że trudno rozmawiać z energią, trudno zwrócić się do energii...

Nasze życie rodzinne powoli zamierało, stopniowo traciłem kontakt z dziećmi. Także moja relacja z żoną była coraz gorsza. Niemalże doszło do rozwodu i utraty moich najbliższych. To jest kolejna sfera negatywnego wpływu bioenergoterapii...
I jeszcze jeden aspekt jej niszczącego oddziaływania – stan mojego zdrowia. Robiąc zabiegi osobom z poważnymi schorzeniami, typu nowotwory, przejmowałem jak gdyby ich dolegliwości. I to do tego stopnia, że aż traciłem przytomność z bólu; wywoziła mnie karetka, robiono mi serię badań, po których lekarze stwierdzali, że zupełnie nic mi nie jest. Okaz zdrowia...
Zacząłem mieć depresję w połączeniu z myślami samobójczymi. Bywały okresy, że praktycznie nieustannie miałem tego rodzaju myśli. Czułem bezsens swego życia, zupełnie nic nie miało dla mnie wartości… To stało się tak mocne, że na przykład jadąc samochodem, niemal cały czas miałem ochotę skręcić pod nadjeżdżającego tira czy w przydrożne drzewo. To naprawdę było bardzo silne – zupełnie tak, jakby mnie ktoś namawiał: Zrób!”, „Skręć!”, „Uderz!”… Bez przerwy taka nachalna, destruktywna myśl. Kiedy już naprawdę sobie z tym nie radziłem, przyszła myśl: „Panie Boże, ratuj!”. I Pan Bóg zareagował.

Widocznie wystarczy jedno westchnienie, żeby Pan Bóg odpowiedział na naszą prośbę. W tym momencie ułożył pewien cykl zdarzeń mnie dotyczących. Pierwszą rzeczą było działanie mojej żony. Potem się dowiedziałem, że żona moja od kilku lat modliła się w intencji mojego nawrócenia.
W tym akurat czasie były w naszej parafii rekolekcje. Miał je prowadzić pewien kapłan zakonnik i żona namawiała mnie, żebym poszedł. Ja mówię: „Wiesz co, nie będę chodził na takie rekolekcje, bo kolejny ksiądz będzie mówił o aborcji itp. rzeczach. Mnie to nie interesuje. Ja nikogo nie zabiłem i nie zabiję. To mnie kompletnie nie interesuje”. Ale ona mnie namawiała dalej. W końcu pomyślałem: „Zrobię to dla ciebie i pójdę”.

Podczas tamtych rekolekcji pierwszy raz w życiu usłyszałem słowo Boże głoszone z mocą. Ten zakonnik mówił z tak wielką mocą, z tak wielkim przekonaniem, że po prostu jego słowa były jak rylec, który ryje w sercu. On wierzył w to, co mówił, i żył tym. To był dla mnie punkt zwrotny. „Jednak coś w tym wszystkim jest” – pomyślałem. Takie było moje przeświadczenie: „Coś w tym wszystkim jest. Muszę dalej szukać”.
Potem była następna wyreżyserowana przez Boga akcja. Mianowicie moi znajomi poprosili mnie, żebym pojechał z nimi do Częstochowy na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. We Mszy tej miała posługiwać Wspólnota Przymierza Rodzin „Mamre”. Na początku moja rekcja na tę ich prośbę była niechętna: „Bez sensu, po co ja tam pojadę? Będę stał parę godzin w jakimś ciasnym albo zimnym kościele…”. Ale mój stan psychiczny był już wówczas tak zły, że w końcu powiedziałem: „Dobra, najwyżej stracę kilka godzin”.

Wziąłem całą rodzinę: żonę i trójkę dzieci, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Częstochowy.
Tam, na miejscu, zobaczyłem działanie Pana Boga z mocą. Tam też po raz pierwszy w życiu spotkałem osoby posługujące darami, np. prorockim. Jedna z tych osób skierowała do mnie następujące słowa: „Słuchaj, nie wiem, czy mogę ci to powiedzieć, bo to są bardzo trudne słowa”. Odpowiedziałem: „Mnie jest wszystko jedno, możesz mówić, co chcesz”. No i usłyszałem takie oto słowa: „Jeżeli się nie nawrócisz, to zginiesz ty i cała twoja rodzina”. Pomyślałem sobie: „Spoko. Ja mogę zginąć, jest mi wszystko jedno, ale rodzina i dzieci – nie. Muszę coś z tym zrobić”.

Pytam więc dalej, co mam robić. „Nawróć się! Idź do modlitwy! Idź i proś Pana Boga o przebaczenie!” – usłyszałem w odpowiedzi.

Poszedłem więc do modlitwy wstawienniczej. To też była dla mnie zupełna nowość. Powiedziałem, z czym przyszedłem: że to są jakieś zniewolenia, prawdopodobnie powstałe na skutek bioenergoterapii, i może wypadałoby się z tego uwolnić. Te osoby na to stwierdziły: „Nie, z takimi rzeczami trzeba pójść do kapłana. Proszę się ustawić do kolejki do księdza”. Tak zrobiłem. Kiedy jednak przychodziła moja kolej, kapłan przechodził do innej kolejki. I tak biegałem od kolejki do kolejki. Pan Bóg robił sobie ze mnie żarty... Mówię więc do tej osoby, z którą wcześniej rozmawiałem: „Nie mam możliwości dostać się. Spotkanie już się kończy. Jeżeli możesz, spróbuj pomodlić się nade mną”. Ona na to mówi: „Mam tutaj znajomego księdza i siostrę zakonną. Chodź, pomodlimy się razem”. Poszliśmy do tej zakonnicy. Siostra popatrzyła na mnie i mówi: „Nie, ty nie byłeś u spowiedzi. Idź i najpierw się wyspowiadaj, a potem możesz przystąpić do modlitwy wstawienniczej”.

Wróciłem z tego spotkania z myślą, że trzeba się ratować. Pytałem, co mam robić dalej. Poradzono mi, żebyśmy próbowali się modlić całą rodziną. To był dla mnie nowy etap życia, bo nigdy dotąd nie modliliśmy się razem. Nie modliliśmy się z dziećmi, nie modliliśmy się wspólnie, a po tej pierwszej Mszy św. w Częstochowie byliśmy w stanie usiąść razem wieczorem i pomodlić się. Było to naprawdę niezwykłe przeżycie – wspólna modlitwa z dorastającymi dziećmi i z żoną… Potem codzienna, wieczorna, wspólna modlitwa, która zaczęła nas jednoczyć. Zaczęły się budzić na nowo relacje pomiędzy nami. I to był kolejny etap mojego uwalniania i uzdrawiania.
Kolejna Msza św. w Częstochowie po miesiącu. Przyjeżdżamy całą rodziną i nie ma problemu – od razu podchodzimy do kolejki, w której jest ksiądz. Kiedy kapłan zaczął się nade mną modlić, nastąpiły pierwsze – że tak powiem – efekty specjalne. Ksiądz zapytał mnie wtedy, jak się czuję. Odpowiedziałem, że chce mi się z tego wszystkiego śmiać – i faktycznie zacząłem się śmiać, to było jakieś takie poza mną.

Na to ksiądz mówi: „Modlimy się dalej!”. I proszę sobie wyobrazić, że następuje kolejna faza modlitwy, a ja zaczynam szczerzyć zęby jak pies i warczeć! Człowiek jednocześnie obserwuje to, co się z nim dzieje, a nie jest w stanie nad tym zapanować. To był po prostu szok! Mówię sobie: „Co się ze mną dzieje?! Już chyba całkiem zwariowałem!”. Ksiądz się dalej modli... Ja stoję, coś się we mnie trzęsie, warczy, a ja obserwuję siebie jakby z zewnątrz. Po pewnym czasie modlitwy ksiądz zaczyna mówić słowa, że na imię Jezusa musi się ugiąć każde kolano istoty niebieskiej, ziemskiej i podziemnej. W tym samym momencie zostaję rzucony na kolana. To nie było tak, że się przewróciłem czy się potknąłem – zostałem pchnięty z tak wielką siłą, że wylądowałem na klęczniku jak taki maleńki pyłek pchnięty niesamowitym podmuchem. Padłem na klęcznik, ale przy tym mocnym uderzeniu miałem wrażenie, jakbym wpadł w poduszki. Czułem opiekę jakiejś wielkiej istoty, która mnie kocha. Kapłan modlił się dalej. Odczułem ulgę i wtedy to nastąpił kolejny zwrotny punkt w moim życiu – wyrzekłem się wszystkich sił demonicznych, z którymi wcześniej wszedłem w kontakt. Zacząłem patrzeć na swoje życie z innej perspektywy.

I kolejny etap – rozpoczęła się walka duchowa. Bo z jednej strony miałem cały czas pokusy, żeby wrócić do tego, co robiłem wcześniej, a z drugiej – wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Potrzebne było przewartościowanie całego swego życia. Musiałem na przykład spalić ok. 50 kg literatury okultystycznej, powyrzucać wszystkie wahadełka, różdżki, wszystkie tego typu przedmioty, których używałem w pracy. Musiałem też zmienić środowisko. Miałem znajomych bioenergoterapeutów, którzy niestety skończyli w różny sposób. Część z nich poumierała na choroby, z których uzdrawiali innych. Bardzo wiele osób z tych, które znałem, skończyło tragicznie. Te, które żyją, mają różne problemy i też tak jak ja kiedyś są zaślepione i nie potrafią dostrzec, w czym uczestniczą.
Kolejną istotną rzeczą, jaka miała miejsce w moim życiu, były rekolekcje ewangelizacyjne Wspólnoty Rodzin Przymierza „Mamre”. Tam uczyłem się od początku życia chrześcijańskiego, zasad i prawd wiary. Jednocześnie byłem uwalniany przez księdza w serii modlitw przy udziale wspólnoty. Jednak gdy już miało dojść do kulminacyjnej modlitwy o uwolnienie, nie byłem w stanie wyjść o własnych siłach z pokoju.

Siedziałem w pokoju i gdyby nie żona, która mnie praktycznie wywlokła stamtąd, to w ogóle bym chyba nie wyszedł. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której człowiek wstaje, chce iść do drzwi, a nogi mu się same odwracają w drugą stronę i idzie w przeciwnym kierunku! W takich momentach demon ujawnia się tak, że człowiek nie panuje nad własnymi reakcjami, nad własnym ciałem, nad tym, co robi. Modlitwa trwała ok. 1,5 godziny i połączona była z niesamowitymi efektami: w pewnym momencie drzwi i okna w kaplicy zaczęły trzaskać, a psy na podwórku się rozwyły. To była scena żywcem wyjęta z horroru! Po tamtej modlitwie czułem się jak po olbrzymim, ekstremalnym wysiłku sportowym; byłem cały obolały, ale szczęśliwy, bo w końcu poczułem, że coś złego ze mnie wyszło. Czułem po prostu pokój, ulgę i wielką radość, że nareszcie jestem wolny i że panuję nad swoim ciałem.

Do tego właśnie doprowadziła mnie bioenergoterapia. Nie chciałbym tu powiedzieć, że bioenergoterapeuci są złymi ludźmi – oni po prostu ulegają złej ideologii. Człowiek, chcąc zrobić coś dobrego przez tego rodzaju działalność, wikła się sam i szkodzi innym ludziom, bo wkracza w sferę, której Pan Bóg nam nie udostępnił.

Na koniec pragnę powiedzieć, że Pan Jezus jest niesłychanie miłosierny i dobry. W moim życiu pozmieniał tak wiele, że nie da się tego wszystkiego opowiedzieć; między innymi oprócz uwolnienia mnie od skutków bioenergoterapii uzdrowił mnie z licznych chorób, przede wszystkim z depresji. Chwała Panu!
W tej chwili żyję życiem sakramentalnym i moja obecność w Kościele jest dla mnie rzeczywistością dającą mi siłę do dalszego działania.
Krzysztof

----------------------------

Swiadectwo: Michael Other-Amerykanin


Ostatnia pielgrzymka do Medjugorja zmieniła moje życie

“Na początku pielgrzymki Gospa objawiła mi, że mam modlić się o pokój w swej duszy. Uświadomiłem sobie, że nawet jeśli w przeszłości modliłem się, wierzyłem i doświadczałem wielu cudów, to mimo to nie było we mnie pokoju. Trudno było mi modlić się z miłością i żyć tym, co mówiłem. Tak więc podczas reszty pielgrzymki odłożyłem na bok każdą ze swych intencji i modliłem się tylko o pokój w duszy. W konsekwencji stwierdziłem, że modlitwa stała się łatwiejsza. Nie musiałem zmuszać się, żeby myśleć o słowach, które wypowiadałem.

Wewnętrzny pokój, jaki otrzymałem w odpowiedzi na moją modlitwę, rzeczywiście uzdolnił mnie do modlitwy sercem! Gdy wróciłem do domu, próbowałem zachować to, czego nauczyłem się w Medjugorju. Jednakże wszystkie codzienne zmartwienia powracały w czasie modlitwy.  Walka o spokój wewnętrzny. Stałem się bardzo roztargniony modląc się o sprawy inne niż pokój, jak na przykład “co mam zrobić, jeśli chodzi o to czy o tamto” itd...

Podczas kilku następnych tygodni moja modlitwa stawała się jeszcze cięższa. Znowu próbowałem zmusić się do modlitwy sercem. Straciłem wewnętrzny pokój.   Doświadczyliśmy ogromnego wylania Ducha Świętego.

Dwa miesiące po powrocie z Medjugorja, Ania, moja żona, otrzymała sakrament Bierzmowania. Podczas ceremonii oboje
gorąco modliliśmy się, żeby Duch Święty przyszedł do nas przez ten sakrament i doświadczyliśmy ogromnego wylania
Ducha Świętego. Łaski, jakie otrzymałem, w szczególny sposób otworzyły moje serce Jezusowi i podczas Mszy św. On bardzo wyraźnie do mnie przemówił. Odczułem Jego obecność tak, jakby mi patrzył prosto w twarz, chcąc przyciągnąć moją uwagę i nie
pozwalając mi na moją pełną zamieszania modlitwę. Powiedział:


“Michael, twoim zadaniem jest modlitwa o pokój w twoim sercu. Ja się zajmę wszystkimi sprawami, o które się martwisz, lecz ty jesteś wezwany tylko do modlitwy o pokój w twoim sercu. Ponieważ, jeśli tak uczynisz, staniesz się narzędziem, przez które będę przynosił światu pokój.
Począwszy od tej chwili wzywam cię, żebyś się modlił tylko o pokój w swoim sercu, w taki sposób,w jaki nauczyła cię moja Matka w Medjugorju. Ja zapewnię ci wszystko inne.”

Do tej pory zachowywałem to niewiarygodne doświadczenie dla siebie.
Nazajutrz odmawiałem różaniec z rodzicami i moja mama zaczęła mówić, jak czasami jesteśmy wzywani do modlitwy o szczególne sprawy. Opowiedziała, jak Jezus pouczył Matkę Nadine Brown, żeby nie modliła się za swoją rodzinę,lecz żeby zamiast tego modliła się w innych intencjach.

Matka Nadine powiedziała, że mniej więcej po roku posłusznej modlitwy tak, jak pouczył ją Jezus, uświadomiła sobie, że jej rodzina otrzymuje niewiarygodne błogosławieństwa, ponieważ zrezygnowała z własnych intencji, a modliła się o to, o co prosił Jezus.
Słysząc to, w pełni zrozumiałem powagę tego, co powiedział do mnie Jezus. Moje życie modlitwy zmieniło się niewiarygodnie. Stwierdzam, że chociaż wiele rzeczy próbuje pozbawić mnie pokoju, mogę go odzyskać i zachować w swym sercu, modląc się o pokój i tylko o pokój. Na wszystkim innym, co jest dla mnie ważne i co ciążyło na moim życiu modlitwy, spoczywa niewiarygodnie błogosławieństwo, gdy modlę się tylko o pokój w swym sercu.

Bóg pokazał mi, jak ważne jest, żeby mieć w sercu pokój.
Podczas pobytu w Medjugoriu ten pokój, który otrzymałem, ogarnął nie tylko moje życie modlitwy. Zaakceptowałem siebie takim, jakim jestem, nawet do tego stopnia, żemogłem żartować i łatwo nawiązywać kontakt z innymi, ukazując przy tym moją prawdziwą osobowość. Pod koniec podróży myślałem nawet, że dla swojej grupy stałem się przyczyną rozproszenia, ponieważ na zewnątrz byłem tak radosny i wesoły.

Lecz gdy wróciliśmy do domu, pewna osoba z naszej grupy wyjaśniła mi, jak cierpiała od kilku lat. Gdy znalazła się w jakiejś grupie, traciła pewność siebie i nie mogła wymówić słowa. Jej cierpienie oddziaływało na wszystkie dziedziny jej życia. Wyjaśniła, że Bóg uczynił coś bardzo głębokiego w jej wnętrzu na Górze Kriżevac, a potem przez resztę podróży została uwolniona od swego ciężaru.
Wyjaśniła, że tylko przez to, że przebywała i żartowała przy mnie i kilku innych, Bóg zaczął ją otwierać i uzdrawiać. Rzeczywiście podziękowała mi za to, że byłem narzędziem łaski, przez które Bóg mógł ją uzdrowić! To mnie zdumiało, przez głowę by mi to nie przeszło, nawet myślałem, że jestem powodem rozproszenia! Ona powróciła z podróży wyleczona ze swych zahamowań i do dziś jest całkiem inną osobą.
Bóg pokazał mi, jak ważne jest, żeby mieć w sercu pokój.” (www.medjugorje.ws/pl/articles/testimony-micha)    

-------------------------

Aniołowie w życiu św. Tomasza, św. S. Faustyny i św. O. Pio

Św. Tomasz z Akwinu zajmował się duchami czystymi. W swoich pracach teologicznych i filozo­ficznych przedstawiał naturę aniołów. Został przez to nazwany „Doctor Angelicus” – „Doktorem Anielskim”. W swych traktatach pokazywał różnicę między światem aniołów, duchów czystych, a naturą człowieka. W tradycji dominikańskiej znajdujemy piękne opowiadanie o tym, jak to aniołowie rozda­wali chleb, kiedy to św. Dominik i jego najbliżsi nie mieli nic do jedzenia.

Błogosławiona siostra Faustyna tak była umiłowana przez Pana Boga, że anieli Pańscy przez całe  jej życie  w szczególny sposób opiekowali się nią. Ona widziała swoich Aniołów Stróżów w bardzo wielu wydarzeniach w swoim życiu.
Podaję kilka fragmentów z „Dzienniczka” sio­stry Faustyny o niezwykłych spotkaniach z aniołami:

„Wtem ujrzałam przy sobie jednego z siedmiu duchów, tak jak dawniej rozpromienionego, w po­staci świetlanej; stale go widziałam przy sobie, kiedy jechałam pociągiem. Widziałam, jak na każ­dym z mijanych kościołów stał anioł, jednak w bledszym świetle od ducha tego, który mi towarzyszył w podróży. A każdy z duchów, którzy strzegli świątyń, skłaniał się duchowi temu, który był przy mnie.” (wers 630)

„29 IX. W dzień św. Michała Archanioła wi­działam tego wodza przy sobie, który mi powiedział te słowa: Zlecił mi Pan, abym miał o tobie szczególne staranie. Wiedz, że jesteś nienawidzona przez zło, ale nie lękaj się. Któż jak Bóg! – I znikł. Jednak czuję jego obecność i pomoc.” (wers 706)

„–Jutro siostra Pana Jezusa mieć nie będzie, bo jest bardzo zmęczona, a później zobaczymy, jak to będzie… Zdając się całkowicie na Pana, starałam się zasnąć. Rano odprawiłam medytacje i przygotowałam się do Komunii św., choć nie miałam mieć Pana Jezusa. Kiedy pragnienie moje i miłość doszła do najwyższego stopnia, wtem ujrzałam przy łóżku Serafina, który mi podał Komunię św., wymawiając te słowa: Oto Pan aniołów. – Kiedy przyjęłam Pana, duch mój zatonął w miłości Bożej i w zdumieniu. Powtórzyło się to przez 13 dni…

Serafina otaczała wielka jasność, odbijało się przebóstwienie, miłość Boża. Był w złotej szacie, a na to  naciągnięta przezroczysta komża i przezroczysta stuła. Kielich był kryształowy, zarzucony przezroczystym welonem. Kiedy mi podał Pana, natychmiast znikł.” (wers 1676)
-------------
Fragment z listu (397) kierownika duchowego o. Augustyna do o. Pio:

„Anioł Pana Jezusa niech Ci zaniesie ten list, życząc Ci ode mnie wszelkiego dobra od Pana z okazji Twych imienin. Anioł Pana Jezusa niech Ci wyjaśni moje uczucia i całe me serce, które Cię kocha w Jezusie i dla Jezusa”.

Pod koniec życia ojca Pio, współbrat Alesio Parente miał obowiązek towarzyszyć ojcu Pio przy porannej Mszy św. Oto jak Alesio Parente opisuje tę pomoc w swojej książce pod tytułem „Przyślij mi swego Anioła Stróża”:

„Zdarzało się, że o. Parente nie mógł się obudzić o tak wczesnej porze, wtedy ktoś pukał do jego celi, ale pod drzwiami nigdy nikogo nie zauważył. Chwilę później biegł do celi ojca Pio, a ten uśmiechnięty, gotowy do wyjścia, tłumaczył mu: ‘Nie myśl, że będę ciągle posyłał po ciebie mojego Anioła Stróża. Kup sobie lepiej mocniejszy budzik”.

„Przeto nie doświadczysz złej przygody,
a utrapienie nie zbliży się do twojego namiotu.
Albowiem rozkazał swoim aniołom,
aby cię strzegli na wszystkich twoich drogach”

Psalm 91 (Wlg 90)
-------------------------

Niezwykłe tajemnice Mszy Św. cz. III 

Modlitwa "Ojcze nasz"

oraz

Eucharystia

CHARYZMAT CATALINY RIVAS    I STANOWISKO KOŚCIOŁA WOBEC JEJ PISM

O mieście Cochabamba [czyt.: Kociabamba] w Boliwii św. Jan Bosko powiedział: "W górach Ameryki Południowej, pomiędzy 15       a 20 równoleżnikiem, zostaną odkryte wielkie bogactwa, w postaci minerałów i surowców, jednak prawdziwe znaczenie będą miały nie te, ukryte w ziemi, lecz inne, cenniejsze od złota, których bogactwo rozciągnie się nie tylko na kontynent południowo-amerykański, lecz również na cały świat, tak że oczy wszystkich będą zwrócone na to miejsce".  Catalina Rivas jest mieszkanką tego właśnie boliwijskiego miasta. Ukończyła jedynie szkołę podstawową, dlatego kiedy zaczęła spisywać teksty o Męce Pana Jezusa, o Eucharystii, o Niebie wzbudziła wielkie zdumienie. Catalina przyznała, że słyszy głos Pana Jezusa i spisuje jedynie to, co od Niego słyszy.
W 1994 r. modląc się pod krzyżem, odczuła pragnienie całkowitego oddania się Jezusowi. Ujrzała wtedy wielkie światło, które przeszyło jej dłonie i stopy, pozostawiając krwawiące rany. Usłyszała głos: "Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem." Odtąd pojawiają się na jej ciele stygmaty (na czole, dłoniach i stopach, w boku), a Catalina przeżywa cierpienia agonii, łącząc się cierpieniem Jezusa na Krzyżu. Świadkiem tego zjawiska był w pierwszy piątek stycznia 1996 r. lekarz, doktor Ricardo Castanion, którego świadectwo przyczyniło się do uznania za prawdziwe doświadczeń Cataliny.
9 marca 1995 r. Catalina kupiła gipsową figurkę Pana Jezusa, z której oczu zaczęły wypływać krwawe łzy. Zjawisko zainteresowało uczonych, którzy na prośbę dziennikarzy pobrali próbki i przebadali je w USA i w Australii, stwierdzając w nich obecność ludzkiej krwi. Badania przeprowadzone przez władze kościelne potwierdziły autentyczność tego wydarzenia, a niezwykła figurka stoi dziś w kościele w Cochabamba.

•    Catalina Rivas zapisuje słowa skierowane do całego świata.Proponujemy powrócić do poprzednich odcinków a następnie analizować obecny poświęcony tajemnicy związanej z modlitwą Ojcze nasz oraz przyjęcia Eucharystii.


Kiedy mieliśmy odmawiać Ojcze Nasz, Pan przemówił po raz pierwszy w czasie celebracji:
Jezus:
"Poczekaj, chcę, żebyś się modliła z największą głębią do jakiej jesteś zdolna. W tej chwili przypomnij sobie osobę lub osoby, które wyrządziły ci wielką krzywdę w ciągu życia, tak żebyś je serdecznie uścisnęła i powiedziała im z serca: .

Jeśli osoba jest godna pokoju, otrzyma go i poczuje się lepiej. Jeśli osoba nie jest zdolna otworzyć się na ten pokój, wróci on do twojego serca. Nie chcę, żebyś otrzymywała lub ofiarowała pokój, gdy nie jesteś zdolna przebaczyć i pierwsza odczuć go w swoim sercu."

(...)"Uważaj na to, co robisz", kontynuował Pan. "Powtarzasz w Ojcze Nasz:. Jeśli jesteś zdolna przebaczyć, ale nie zapomnieć, jak niektórzy mówią, stawiasz warunki przebaczeniu Boga. Mówisz: Przebaczasz mi tylko tak jak ja jestem zdolna przebaczyć, ale nie więcej."


Catia:
Nie wiem, jak wytłumaczyć swój ból, jak bardzo możemy ranić Boga. I jak bardzo możemy ranić siebie samych przez tyle urazów, złych uczuć i niepochlebnych rzeczy, które rodzą się z naszych uprzedzeń i nadwrażliwości. Przebaczyłam; przebaczyłam z serca i poprosiłam o przebaczenie wszystkich ludzi, których zraniłam kiedykolwiek, aby odczuć pokój Boży.
Celebrans powiedział, "obdarz nas pokojem i jednością" ... a następnie: "pokój Pański niech będzie z wami wszystkimi."


Pokój od bliźnich i Jezusa

Nagle zobaczyłam, że pomiędzy niektórymi (nie wszystkimi) ludźmi, którzy się ściskali, pojawiło się bardzo intensywne jasne światło. Wiedziałam, że to był Jezus i prawie że rzuciłam się, by uścisnąć osobę obok mnie. Naprawdę mogłam odczuć uścisk Pana w tym świetle. To On mnie uścisnął udzielając mi swojego pokoju, ponieważ w tym momencie byłam zdolna przebaczyć i usunąć z serca cały żal do innych. Tego właśnie chce Jezus, by dzielić się tą chwila radości, biorąc nas w objęcia i życząc nam swojego pokoju. Nadeszła chwila Komunii kapłańskiej. Ponownie zobaczyłam wszystkich kapłanów obok Arcybiskupa. Kiedy on przyjął Komunię Świętą, Maryja powiedziała:

"To jest chwila na modlitwę za celebransa i kapłanów, którzy mu towarzyszą. Powtarzaj razem ze Mną: ...

Zrozumieć kapłanów i im pomagać

Catia:
Drodzy bracia i siostry, to jest moment, w którym powinniśmy modlić się za nich, bo oni są Kościołem tak jak i my, świeccy. Wiele razy my, świeccy, żądamy tak wiele od kapłanów, ale nie jesteśmy zdolni modlić się za nich, niezdolni zrozumieć, że oni są ludźmi, niezdolni zrozumieć i docenić samotności, która często towarzyszy kapłanowi. Powinniśmy zrozumieć, że kapłani są ludźmi tak jak my i że potrzebują być zrozumiani, otoczeni opieką. Potrzebują naszego uczucia i uwagi, ponieważ oddają swoje życie za każdego z nas jak Jezus, przez bycie konsekrowanymi dla Niego. Pan Bóg chce, żeby lud, który mu powierzył, modlił się i pomagał w uświęcaniu Pasterza. Pewnego dnia, gdy będziemy już po drugiej stronie, zrozumiemy cuda, które Pan zdziałał, dając nam kapłanów, którzy pomagają nam zbawiać nasze dusze.

Przyjecie Jezusa z czystym sercem

Ludzie zaczęli wychodzić z ławek do Komunii. Nadeszła wielka chwila spotkania. Pan powiedział do mnie: "Poczekaj chwilę; Chcę, żebyś coś zobaczyła..." Poruszona wewnętrznym impulsem podniosłam wzrok na osobę, która miała przyjąć Komunię Świętą na język z rąk kapłana. Spostrzegłam, że to była jedna z pań z naszej grupy, która poprzedniego wieczoru nie mogła pójść do spowiedzi, ale dziś rano uczyniła to przed Mszą Świętą. Kiedy kapłan położył Świętą Hostię na jej języku, błysk złocistego światła przeszedł przez tę osobę, najpierw przez plecy, następnie otaczając ją z tyłu, wokół ramion, a na końcu wokół głowy. Pan powiedział:


"Oto jak się cieszę obejmując duszę, która przychodzi z czystym sercem, by Mnie przyjąć."

Ton głosu Jezusa był tonem szczęśliwego człowieka. Byłam zdumiona widząc moją przyjaciółkę wracającą do ławki otoczoną światłem, w uścisku Pana. Pomyślałam o cudzie, który tracimy wiele razy, przyjmując Jezusa z małymi lub wielkimi winami, podczas gdy powinno być to święto. Wiele razy mówimy, że nie ma kapłanów, do których można pójść do spowiedzi w jakimś momencie. Ale problem nie jest w tym, by się móc spowiadać, ale w naszej łatwości ponownego wpadania w zło. Z drugiej strony w ten sam sposób, w jaki szukamy pięknego salonu, a mężczyźni fryzjera, gdy urządzamy przyjęcie, musimy także podjąć wysiłek poszukania kapłana, gdy potrzebujemy usunąć brud z nas samych. Nie możemy śmiało przyjmować Jezusa w momencie, gdy nasze serce pełne jest brzydkich rzeczy.

Kiedy poszłam przyjąć Komunię, Jezus powiedział do mnie:

"Ostatnia Wieczerza była momentem największej intymności z Moimi bliskimi. W czasie tej godziny miłości, ustanowiłem to, co mogło być uważane za akt szaleństwa w oczach ludzi, uczynienie Siebie więźniem Miłości. Ustanowiłem Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca wieków, ponieważ Moja Miłość nie mogła znieść, żebyście pozostali sierotami, wy, których ukochałem bardziej niż własne życie."


Otrzymałam Hostię, która miała inny smak. Było to połączenie krwi i kadzidła, poczułam się całkowicie pochłonięta. Czułam tak wielką miłość, że łzy spływały mi po policzkach i nie mogłam ich powstrzymać. Kiedy wróciłam na swoje miejsce, gdy klęczałam, Pan powiedział:
"Posłuchaj..."
Chwilę później usłyszałam modlitwy pani, która siedziała przede mną i która właśnie przyjęła Komunię Świętą. To co mówiła nie otwierając ust brzmiało mniej więcej tak:


"Panie, pamiętaj, że jest koniec miesiąca i my nie mamy pieniędzy, by zapłacić za czynsz, opłaty za samochód i szkołę dzieci. Musisz coś zrobić, by mi pomóc... Proszę, spraw, by mój mąż nie pił tak dużo. Nie mogę już wytrzymać jego upijania się tak często i mój najmłodszy syn będzie powtarzał znowu rok, jeśli mu nie pomożesz. On ma egzaminy w tym tygodniu... I nie zapomnij o naszej sąsiadce, która musi się przenieść. Niech ona zrobi to zaraz. Nie mogę już dłużej jej znieść... etc. etc."


Następnie Arcybiskup powiedział: "Módlmy się," i całe zgromadzenie powstało na końcową modlitwę. Jezus powiedział ze smutkiem:

"Czy zwróciłaś uwagę na jej modlitwę? Ani przez chwilę nie powiedziała mi, że Mnie kocha. Ani przez chwilę nie podziękowała Mi za dar, którego jej w tym celu, aby ją podnieść do Mnie. Ani przez chwilę nie powiedziała: dziękuję Ci, Panie. To była litania próśb... i tak jest prawie ze wszystkimi, którzy Mnie przyjmują." (...) Umarłem z miłości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam na każdego z was i z miłości pozostaję z wami. Ale wy nie zdajecie sobie sprawy, że potrzebuję waszej miłości. Pamiętaj, że jestem Żebrakiem Miłości w tej wzniosłej dla duszy godzinie."


Catalina: Czy zdajecie sobie sprawę, że On, Miłość żebrze o naszą miłość i my Mu jej nie dajemy? Co więcej, unikamy tego spotkania z Miłością ponad inne miłości, z jedyną miłością, która daje się w nieustannej ofierze.


--------------------------------------


Św. Józef-

święty trzeciego tysiąclecia


Z ewangelii bardzo mało wiemy o św. Józefie. Nie pozostawił żadnych pism, dzieł sztuki. Nie pisali o nim klasycy literatury, czy historycy. Nie pozostało absolutnie nic z tego, co on wykonał, żaden sprzęt, żaden przedmiot, żadna budowla. Pozostało natomiast coś lepszego: z warsztatu tego rzemieślnika wyszedł Ten, który zbudował wszechświat, Ten, który dzień po dniu kształtuje nowy świat, Jezus Chrystus.

Marta Robin, francuska mistyczka, przekazała, że św. Józef będzie świętym trzeciego tysiąclecia;        na nowo będzie odkryty przez lud Boży i będzie miał wobec niego specjalną misję do spełnienia.
Do budowania Domów Modlitwy bł.JP2  zaproszony jest więc św. Józef z całą mocą. W litanii zawarte są nasze wołania, a wśród nich, to bardzo aktualne w tych czasach:
„Św. Józefie, postrachu duchów piekielnych, módl się za nami”.
----------------


Pozdrowienie świętego Józefa

Bądź pozdrowiony, święty Józefie, napełniony Bożymi łaskami, Pan z Tobą, błogosławiony jesteś między sługami Bożymi i błogosławiony mniemany Syn Twój, Jezus. Święty Józefie, Opiekunie Syna Bożego, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
--------------
Cudowne uzdrowienie za wstawiennictwem św. Józefa

IDŹ DO ŚWIĘTEGO JÓZEFA I MÓDL SIĘ ON CI POMOŻE.

Córka moja, Grażyna, urodzona w 1956 roku 20 lutego, mając osiem miesięcy zachorowała na obustronne zapalenie płuc. Zawiozłam ją do szpitala w Kaliszu gdzie po przebadaniu lekarz oświadczył mi, że jest beznadziejna sytuacja i że tylko "Cud" może jej pomóc. Byłam strasznie zrozpaczona, kiedy powiedział mi, że mam na drugi dzień przyjechać z becikiem po ciało, bo w przeciwnym razie będę ponosić duże koszty przewozu zmarłej córki. Dał mi tylko jedną nadzieję:
IDŹ DO ŚWIĘTEGO JÓZEFA I MÓDL SIĘ ON CI POMOŻE.

Poszłam do Św. Józefa - modliłam się ze łzami w oczach, zakupiłam mszę św. w intencji uzdrowienia córki i wróciłam do domu w Grochowach, bo tam wtedy mieszkałam z mężem, dwoma synami i drugą córką bliźniaczką tej chorej. Na drugi dzień poprosiłam matkę chrzestną chorej córki i obydwie z becikiem pojechałyśmy do szpitala. Lekarz spytał czy byłam u ŚWIĘTEGO JÓZEFA? Odowiedziałam mu, że tak odpowiedział:
"WIEM, bo córka pani żyje i będzie żyć - to jest Cud, bo ja nic nie mogłem o Ona o północy usiadła na łóżeczku ze złożonymi rączkami i co jakiś czas łapała się za włoski na głowie - to była jej modlitwa dziękczynna."

Córka wyzdrowiała i żyje ma czworo dzieci mieszka w Koninie. Obecnie jest poważnie chora, o czym nikomu nie chce opowiadać, nawet mnie. Wiem, że Święty Józef nie musi się nikogo pytać i pomoże jej, proszę go o to tak, jak kiedyś, prawie 50 lat temu. Ja mam 78 lat i jestem blisko końca tej drogi, ale ona ma jeszcze czas. Święty Józefie wysłuchaj mej prośby, którą zanoszę do Ciebie. Janina, matka

----------------------


Modlitwa prowadząca do pokonania szatana!! 


Potężna Niebios Królowo
Pewna pobożna osoba, którą Najśw. Maria Panna darzyła swymi łaskami miała w roku 1853 widzenie i ujrzała szatanów rozproszonych po całej ziemi i czyniących na niej niewypowiedziane spustoszenia. Równocześnie wzniosła serce i myśli do Najśw. Maryi. Panny i usłyszała od Niej, że czas najwyższy wzywać Królową Aniołów, by posłała na ziemię Zastępy Niebieskie. "Matko Moja - zawołała owa osoba - Ty, która jesteś tak dobrą, czyżbyś nie mogła uczynić tego bez naszej prośby? Nie - odrzekła Najśw. Panna - bowiem warunkiem postanowionym przez Samego Boga dla otrzymania łask jest modlitwa. Naucz mnie zatem, Matko Moja, jak mamy Cię prosić? zawołała owa pobożna dusza i w tej samej chwili zdało się jej jakoby Najśw. Panna nauczyła ją modlitwy "Potężna Niebios Królowo". Ta modlitwa rozszerzyła się bardzo prędko, uzyskała aprobatę wielu biskupów i arcybiskupów a Ojciec Św. Pius X reskryptem z 8.07.1908 r. nadał 300 dni odpustu dla tych, którzy ją pobożnie odmówią.
EGZORCYZM

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów,
Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę,
 

by zetrzeć głowę szatana - prosimy Cię pokornie:
rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów,
 

stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła.
Święci Aniołowie i Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.

Źródło: Dogmat świętych obcowanie zaniedbywanym i niewykorzystywanym skarbcem Kościoła. Teksty wybrane z objawień prywatnych Księdza Prałata Ottavio Michelini (zm. 15.10.1979) z książki "Confidenze di Gesu a un Sacedote"
-----------------

KORONKA O ZWYCIĘSTWO NAD SZATANEM

W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

	Boże Ojcze Wszechmogący, Wszechmądry i Wszechpotężny, Stwórco Nieba i
Ziemi, Ty, Który w cudowny i nieomylny sposób władasz całym Wszechświatem
spraw, aby każdy człowiek wypełniał Twoją Najświętszą Wolę i według niej
żył. Przywróć odwiecznie ustalony porządek, który dałeś stworzeniu. Połóż
kres wszelkim poczynaniom szatana, który doprowadzić chce do zniszczenia
całej ludzkości i świata; który usilnie stara się zniszczyć każdego
człowieka stworzonego przez Ciebie na Twój obraz i podobieństwo. Obroń
nas, Ojcze Niebieski przed wszelkimi jego nienawistnymi poczynaniami,
uchroń świat przed zagładą, wszelkimi rodzajami klęsk i wojnami. Wejrzyj
na Jezusa Chrystusa, Syna Twego, który niewinnie życie za nas oddał na
Krzyżu, aby nas odkupić Krwią swoją. Prosimy Cię o to za przyczyną
Niepokalanej Dziewicy Maryi, Świętego Michała Archanioła, Aniołów
i Świętych. Błagamy Cię przeto Ojcze Niebieski o ratunek i uwolnienie nas
z sideł szatana, które ten bezustannie na nas zastawia. Wejrzyj, Ojcze
Niebieski, na naszą słabość i nieudolność. Dlatego pokornie błagamy:
Przyjdź z pomocą udręczonemu ludowi swemu, połóż kres panowaniu szatana.
Święty Michale Archaniele, stań jeszcze raz na czele swego Niebieskiego
Wojska i z Twym okrzykiem "Któż jak Bóg" - przyjdź nam z pomocą w tej
nierównej walce dobra ze złem, aby pokój znów zapanował nad światem. Amen.

Na dużych paciorkach 1x

	Wszechmogący i Miłosierny Boże, któryś dla obrony ludu chrześcijańskiego
ustanowił przedziwną pomoc w Błogosławionej Dziewicy Maryi, spraw
łaskawie, abyśmy możną Jej opieką wsparci, mogli walczyć za życia a przy
śmierci osiągnąć zwycięstwo nad nieprzyjacielem dusz naszych. Przez Pana
naszego Jezusa Chrystusa z Duchem Świętym
w Twojej Chwale Wszechmogący i Miłosierny Boże Ojcze. Amen.

Na małych paciorkach 10x

	Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, Która otrzymałaś od Boga
posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie,
rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a
zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i
Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas w drodze do szczęśliwej
wieczności. Amen.
Matko Boża Współodkupicielko świata módl się za nami.

Na zakończenie dziesiątki 1x

	Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości
i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył,
pokornie o to prosimy, a Ty wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne
duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą
strąć do piekła. Amen
Święty Michale Archaniele, który wraz z Aniołami zwyciężyłeś szatana w
niebie, dopomóż zwyciężyć go na ziemi! Amen.

-----------------
.Księga Psalmów (Ps 100)
Dziękczynienie

Wykrzykujcie na cześć Pana, wszystkie ziemie; służcie Panu z weselem!
Wśród okrzyków radości stawajcie przed Nim! Wiedzcie, że Pan jest Bogiem:

On sam nas stworzył, my Jego własnością, jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska.
Wstępujcie w Jego bramy wśród dziękczynienia, wśród hymnów w Jego przedsionki;

Chwalcie Go i błogosławcie Jego imię!  Albowiem dobry jest Pan,
łaskawość Jego trwa na wieki,  a wierność Jego przez pokolenia.

 ------------------
Podziękowanie Królowi


Dzięki, o Panie, składamy dzięki,

o,Wszechmogący nasz Królu w niebie!

Za to, że dałeś nam wiarę

Za to, że dałeś nam miłość

Za to, że dałeś nam Siebie

Dzięki, o Panie, składamy dzięki,

o,Wszechmogący nasz Królu w niebie!
=================