październik - listopad - grudzień 2016

DrukujEmail

za barka" 

Kwartalnik "Domów Modlitwy św. Jana Pawła II"


X-XI-XII 2016


Witamy   wszystkich, którzy wchodząc na naszą stronę, dotarli do  "Naszej  Barki".



Pozdrawiamy      szczególnie tych, którzy dołączyli do "Domów Modlitwy św. JPII"  i   są    już zarejestrowani.  Rozpoczynając nasze wspólne duchowe dialogi,   prośmy Ducha  Świętego o potrzebne   łaski.




Duchu       Święty, oświecaj nasze serca i umysły, abyśmy mogli rozeznać, co    jest    dobre, a co złe w naszej wędrówce ziemskiej do nieba. Kieruj    naszymi    myślami i uczuciami, aby wydały one owoc stokrotny, tak    potrzebny w utrwalaniu    modlitwy w naszych rodzinach.


Duchu Święty dotykaj       i uzdrawiaj wszystkich nas złączonych w” DM św.  JPII”. Pragniemy     stać   się  nowymi ogrodami wiary i miłości, aby  wynagradzać Dwom      Najświętszym  Sercom Jezusa i Maryi, za lekceważenie Ich  Miłości i      przykazań Bożych.  Porusz nasze sumienia, wolę i chęć do   modlitwy,      usuń zło, a zasadź  dobro.


Otwórz       nasze oczy na Twoje znaki obecnych czasów, oprzyj nas na Sobie  jako    na   Kamieniu Węgielnym Kościoła i ogarnij swym gorącym Ogniem  swych    łask,   abyśmy się stali świadkami nadziei dla zagubionego  świata.    Przyjdź  Duchu  Święty przyjdź! Wołamy do Ciebie z mocą!   Przyjdź Duchu    Święty  przyjdź!



Święty  Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw    niegodziwości i  zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niech go Bóg    pogromić  raczy, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu Niebieskich   Zastępów,   szatana i inne duchy złe które na zgubę dusz ludzkich po tym   świecie   krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen“. papież Leon XIII



----------------------------------------------------


Od redakcji!

Umacniajmy się JPII



Poszczególne wieki miały "swoich" świętych. Z pewnością przełom wieku XX i wieku XXI-go, to czas św.  Jana Pawła II. Był On niemal w każdym zakątku świata, a wraz z Nim- Jezus CHRYSTUS,którego reprezentował. Misja, którą  spełniał była więc ogromnie bardzo ważna dla Kościoła.

Dzięki temu Chrystus przekazywał  przez Niego swoją naukę, przypominał Boże przykazania, umacniał, pocieszał chorych, nieszczęśliwych, rękami JPII błogosławił milionom ludzi. To dlatego możemy śmiało powiedzieć, że JPII, to  "święty całego świata". Potrzebny jest święty całego globu, który będzie się stawiał za wszystkimi ze wszystkich kontynentów.
Istnienie ludzkości jest bardzo zagrożone.

Z jednej strony wielkie zdobycze naukowe, bogactwo materialne   z drugiej strony wielkie zagrożenia ekologiczne, sejsmologiczne, moralne, kulturowe. Zagrożony jest pokój na świecie poprzez terroryzm, nowe konflikty polityczne, narodowościowe. Ziemia to jedna "beczka prochu", która w każdej chwili może wybuchnąć.  Czy można lekceważyć słowa Izajasza przepowiedziane 700 lat przed Chrystusem, odnoszące się np. do Damaszku, 4-milionowego miasta, położonego w najbardziej zapalnym rejonie świata?


"Oto Damaszek przestanie być miastem, a stanie się kupą

gruzów!!


Księga Izajasza  17:1.


Postawmy więc na JPII, jako orędownika za wszystkimi krajami i narodami,
za całym światem.
Zakładajmy Domy Modlitwy św. JPII.





JPII z Domu Boga Ojca (Watykan, 2III 2011)


”Szukam  ludzi,   którzy by zakładali Domy

Modlitwy   mojego imienia,   przynajmniej


100


Domów na diecezję".




------------------------




Nadzwyczajne motywacje do zakładania DM św. JPII



Alarm   JP2 odnośnie losów  Kościoła i świata



W 1981r. JPII w Fuldzie powiedział do Niemców:


Musimy przy­gotować się w niedługim czasie do przetrzymania wielkich rzeczy, które będą od nas wymagać gotowości, nawet utra­ty życia i oddania całego siebie Chrystusowi i dla Chrystusa...

Ile razy odno­wa Kościoła kąpała się we krwi? Tym razem też nie będzie inaczej. Musimy być silni i przygotowani, aby stawić czoło zbliżającym się próbom.



Alarm z Kibeho!!



Słowa JP2 wyprzedzają późniejsze słowa Maryi z zatwierdzonych przez Kościół objawień w Kibeho (Afryka 1981-1989). Są one wstrząsające i mobilizujące.



„Świat działa na  własną zgubę, wkrótce wpadnie w otchłań, to znaczy pogrąży się w niezliczonych i nieustających  nieszczęściach”.                                                                     
„Świat buntuje się przeciwko Bogu,  popełnia za dużo grzechów; nie ma miłości ani pokoju”.                                                                                      
„Jeśli nie okażecie skruchy i nie przemienicie waszych serc, wszyscy  wpadniecie w otchłań”.


"Módlcie się bez przerwy za Kościół, ponieważ w najbliższym czasie czekają go poważne przykrości"
.






Alarm z Akita


Japonia ( 1975-1981 )  orędzia Matki Bożej dla Świata









W Niedziele Wielkanocną, 22 kwietnia 1984 roku, biskup Ito opublikował  list duszpasterski do wiernych swojej diecezji, orzekający  nadnaturalność wydarzeń w Akicie. Tym samym ustanowił kult Matki Boskiej  z Akity. Posłanie tam przekazane- powiedział, było takie samo, jak to  przekazane przez Najświętszą Panienkę w Fatimie.




13  października przypadał w sobotę. Siostra Sasagawa nie wiedziała, że  była to 56. rocznica ostatniego objawienia w Fatimie. Podczas porannej  modlitwy wizjonerka ujrzała, jak z tabernakulum tryska nadprzyrodzone  światło. W tej samej chwili figura Najświętszej Maryi Panny wydzieliła  cudowny zapach, który wypełnił kaplicę. Kiedy siostra Agnes zaczęła  odmawiać Różaniec, usłyszała słowa:


"Moja kochana córko, wsłuchaj się uważnie w to, co mam ci do powiedzenia. Powiesz to swemu przełożonemu.



Powiedziałam  ci już, że jeżeli ludzie nie zaczną pokutować i nie poprawią się,  Ojciec ześle na ludzkość straszliwą karę. Będzie to kara większa niż  potop, nieporównywalna z niczym, co widział świat.



Ogień  spadnie z nieba i unicestwi większą część ludzkości, dobrych na równi  ze złymi, nie oszczędzając ani kapłanów, ani wiernych. Ci, co ocaleją,  będą czuć się tak samotni, że będą zazdrościć umarłym.



Jedyną  bronią, jaka wam pozostanie, to Różaniec i Znak pozostawiony przez mego  Syna. Codziennie odmawiajcie Różańcowe modlitwy. Na Różańcu módlcie się  za papieża, biskupów i kapłanów.
Działanie szatana przeniknie nawet  Kościół, do tego stopnia, że będzie można zobaczyć kardynałów  sprzeciwiających się innym kardynałom i biskupów występujących przeciwko  innym biskupom.



Kapłani,  którzy Mnie czczą, będą wyszydzani i prześladowani przez swych  współbraci... świątynie i ołtarze będą plądrowane; Kościół będzie pełen  tych, którzy pójdą na kompromis, a szatan będzie kusił wielu kapłanów i  osoby konsekrowane, by opuścili służbę Panu.
Diabeł będzie  występował szczególnie przeciwko duszom poświęconym Bogu. Powodem mego  smutku jest myśl o zatraceniu tak wielu dusz.



Jeśli grzechy będą coraz liczniejsze i poważniejsze, nie będzie już dla nich przebaczenia.
Powiedz to odważnie swemu przełożonemu. On będzie wiedział, jak zachęcić was do modlitwy i podjęcia dzieł zadośćuczynienia".



-------------------------------------------------------------------





JPII chce ratować świat poprzez diecezje?



Podaje liczbę "100" jako warunek wyjściowy!!!

Podobną sytuację z liczbami, spotykamy w Starym Testamencie!!!

------------------------




Abraham i liczby "50,45,30,20, 10", jako warunek ocalenia

Sodomy i Gomory, podany
przez Pana.




Abraham, gdy dowiedział się, że Pan zamierza ukarać mieszkańców Sodomy i Gomory za ich bardzo  ciężkie występki, wołał:

«Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z  bezbożnymi? Może  w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy  także zniszczysz  to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych  pięćdziesięciu  sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?

...Pan  odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych,  przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich».

Rzekł znowu Abraham:  «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem  pyłem i prochem.   Gdyby  wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych  zabrakło pięciu, czy z  braku  tych pięciu zniszczysz całe miasto?»

Pan  rzekł: «Nie zniszczę,  jeśli  znajdę tam czterdziestu pięciu».

Podbudowany miłosierdziem Pana, pytał potem jaka będzie decyzja Pana,  gdy tych sprawiedliwych będzie tylko 40. 30. 20? Gdy i na te warunki  zgodził się Pan, Abraham rzekł:
«O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli  raz jeszcze zapytam: gdyby  znalazło się tam dziesięciu?»

Odpowiedział  Pan: «Nie zniszczę przez  wzgląd na tych dziesięciu».

Wtedy Pan,  skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie.



-------------------------------

Apel do  wszystkich diecezji Polski i

świata:



Drodzy Panstwo! Jeśli w Waszej  diecezji nie ma Domów Modlitwy (św.) JPII, zróbcie wszystko, aby  zrealizować wołanie JP2 . 

Z
ałóżcie przynajmniej 100 DM ,  które  będą omadlały diecezję. Na takie "latarnie" , które nie będą trzymane pod korcem lub pod łóżkiem, czeka JPII.

Można mieć  nadzieję, że podobnie jak do Abrahama, przez wstawiennictwo JPII, nasz Pan powie:




"Zachowam tą diecezję przez  wzgląd na te «sto » DM


JPII"!!!


--------------------------------

Dlaczego Matka Boża płacze?



Kościół, dzieło Syna Maryi- Jezusa jest atakowany ze wszystkich stron.


To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie. Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście, gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali o nich, że Ja wam to powiedziałem”.   J 16,1-4



-W północnej Nigerii, zamieszkanej w większości przez muzułmanów, gdzie nie ma niedzieli bez bombardowań jakiegoś kościoła, chrześcijanie uciekają tysiącami: Jeden region nawet został wyludniony z 95% jego ludności chrześcijańskiej!

-W Pakistanie, po tym jak pewne dziecko chrześcijańskie zostało fałszywie oskarżone o profanację Koranu, i muzułmanów opanował antychrześcijański szał, cała chrześcijańska wieś – mężczyźni, kobiety i dzieci – została zmuszona do ucieczki do pobliskiego lasu, gdzie wybudowali oni kościół, na stale osiedlając się tam.


- W Somalii, gdzie chrześcijaństwo jest całkowicie zakazane, muzułmanie nawracający się na chrześcijaństwo uciekają do sąsiednich krajów, w tym Kenii i Etiopii, będąc śledzonymi i zabijanymi przez wyznawców „religii pokoju” islamu.
Podczas ataku na kościół we wsi Waga Chakawa w stanie Adamawa islamiści najpierw zaatakowali modlący się tłum ładunkami wybuchowymi, a następnie ostrzelali ludzi z broni palnej. Z informacji świadków wynika, że co najmniej 22 osoby straciły życie, a podczas czterogodzinnego oblężenia świątyni członkowie Boko Haram wzięli zakładników, których los pozostaje nieznany. Napastnicy spalili też kilka domów.

Sytuacja w Kościele i jego zagrożenia.

Od wielu lat trwa przygotowanie masonerii do całkowitego zlikwidowania kościoła katolickiego. Masoneria Istnieje już prawie 300 lat, a w 2017r. będzie obchodziła dokładnie 300 lecie swojego istnienia. Przedtem ludzie ci należeli do tzw. Mędrców Syjonu, o których wiele pisał i mówił św. Maksymilian Kolbe. Mędrcy Syjonu wywodzą się z dawnego Sanhedrynu. Większość członków tego zgromadzenia była zwolennikami kościoła szatana.
Masoneria tuż po upadku jednego z pierwszych jej dzieł, jakim była rewolucja Francuska, podjęła postanowienie, skrytej walki ze Świętym Kościołem Katolickim. W tym celu przy pomocy demonów, ułożyli mistrzowski plan zniszczenia Kościoła od wewnątrz. Plan ten zakładał na początku, umieszczenie w strukturach kościelnych wielu swoich ludzi. Od co najmniej drugiej połowy dziewiętnastego wieku zaczęli posyłać do seminariów duchownych i do zakonów, swoich ukrytych agentów. Do dzisiaj stosują tę samą metodę z powodzeniem.


               
Zakaz odprawiania niedzielnej Mszy Świętej w wojsku  USA



Wszystko z powodu ograniczenia działalności państwa wynikającego z braku budżetu federalnego. Odprawienie Eucharystii może grozić aresztem i postępowaniem dyscyplinarnym.
Kapelani wojskowi, czy więzienni podobnie jak inni pracownicy budżetówki mają ograniczyć swoją działalność. Nie mogą także odprawić Mszy „nieodpłatnie” – nie mogą także spowiadać, czy chrzcić. Wojsko nie zgodziło się na tego typu rozwiązanie.
Część duchowych zamierza jednak obejść zakaz. Jednym sposobem na spełnienie obowiązku mszalnego jest wyjście razem z żołnierzami poza jednostkę i odprawienie jej w plenerze.
ToR/Radio Watykańskie/gosc.pl




Jan Paweł II



1)  Siewca Bożego Słowa



Jezus zaprasza nas, abyśmy «szukali» aktywnie «Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości» oraz uczynili to poszukiwanie naszą pod­stawową troską (por. Mt 6,33). Osoba ludzka jest więc wezwana, aby własnymi rękami, swym umysłem i sercem współpracować w nadejściu Królestwa Bożego na świat.


Dotyczy to w sposób specjalny tych, którzy są wezwani do apostolatu, i są jak mówi Św. Paweł, «współpracownikami dla Królestwa Bożego» (Kol 4,11), ale dotyczy również każdej osoby ludzkiej (...)


Wszyscy sprawiedliwi tej ziemi, również ci, którzy nie znają Chrystusa i Jego Kościoła, i którzy, dzięki działaniu łaski, szukają Boga sercem czystym i szczerym (por. Lumen gentium, 16), są wezwani do budowania Królestwa Bożego, współpracując z Panem, który jest pierwszym i najważniejszym Sprawcą ...".(Audiencja generalna 6 XII 2000 r.)






2) Człowiek  nadzwyczajny

Tajemnice Jana Pawła II



Można powiedzieć ze przez cały dzień nie przestawał się modlić. Nierzadko, któryś z sekretarzy, szukając Ojca Świętego, znajdował go w kaplicy: leżącego krzyżem, całkowicie pogrążonego w  swoich modlitwach lub śpiewającego półgłosem podczas codziennej adoracji…


Zatrzymywał się na rozważaniu przed różnymi ołtarzami, szczególnie przed małym ołtarze z figurą Matki Boskiej Fatimskiej. Zawsze odmawiał cały różaniec, swoją umiłowaną modlitwę.


W każdy czwartek odprawiał Godzinę świętą, a w piątki Drogę Krzyżową, niezależnie od miejsca, w którym się znajdował…Dla niego Msza święta, odmawianie brewiarza, częsta adoracja Najświętszego Sakramentu, skupienie, pacierz, cotygodniowa spowiedź, praktyki religijne (do późnego wieku przestrzegał całkowitego postu), były podstawowymi elementami jego życia duchowego, to znaczy jego ustawicznego trwania w bliskości Boga.

Kard. St.  Dziwisz

-----

Socci  A. Tajemnice Jana Pawła



3) Uzdrowiciel


Wstaw się za mną, bo cierpię


W marcu 2005 roku zachorowałam na zapalenie korzonków nerwowych kręgosłupa krzyżowo- lędźwiowego. Podobne dolegliwości występowały u mnie 14 lat temu i leczyłam się 2,5 miesiąca. Tym razem dolegliwości utrzymywały się już 2 tygodnie- było to czasie choroby Jana Pawła II, więc starałam się swoje cierpienie ofiarować za Niego. W dniu śmierci Papieża bóle kręgosłupa i nóg przybrały na sile, nie mogłam spać ani chodzić. Gdy Jan Paweł II odszedł do Pana, ból był bardzo silny i nie ustępował.

Ok. 23.20 pomyślałam, że wezwę karetkę pogotowia, to może podadzą mi zastrzyk przeciwbólowy bo już nie mogłam sobie poradzić. Zaczęłam prosić Boga za przyczyną już zmarłego Jana Pawła II. Mówiłam dosłownie te słowa: „Kochany Ojcze Święty, jesteś już u Pana, to wstaw się za mną, bo tak cierpię, wcześniej ofiarowałam za Ciebie te cierpienia”.

Po paru minutach poczułam, że noga mi znieruchomiała, a następnie poczułam w niej ciepło. Krótko potem wszystko ustało. Poczułam się zdrowa ,płakałam ze szczęścia , dziękowałam  Bogu… Jestem lekarzem, więc mam świadomość swojej choroby, ale dolegliwości nie powróciły do tej pory.

Socci  A. Tajemnice Jana Pawła


4) Człowiek zwyczajny

Dom rodzinny fundamentem wiary

Ojcem Jana Pawła II był  Karol Wojtyła, kapitan armii austriacko-węgierskiej. W 1905r. poślubił Emilię Kaczorowską. Zamieszkali w Wadowicach. Z okna ich mieszkania widać było zegar słoneczny na ścianie kościoła z napisem: „Czas ucieka - wieczność czeka”.
Mały Karol wzrastał w atmosferze głębokiej wiary swoich rodziców. Szczególny wpływ wywarł  na niego przykład modlitwy i samodyscypliny ojca. Widział, jak żarliwie się modlił i jak umiał od siebie wymagać.


Po latach, już jako Jan Paweł II, pisał: „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca…Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą dla dojrzewania młodego człowieka… Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu stawiać sobie wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków…


Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mojego ojca na kolanach, tak jak widywałem go zawsze w kościele parafialnym.”


---------



Medziugorie - wielkie współczesne wołanie Maryi o

modlitwę



W  Fatimie Maryja  niezmiennie  głosi wielką potrzebę  odmawiania różańca, jako  podstawowego ratunku dla świata. Ta samą troska o zbawienie świata  płynie współcześnie z Medziugoria.



Iwanka:  Różaniec jest najsłodszą modlitwą na świecie.

Matka Boża powitała mnie słowami: „NIECH BĘDZIE POCHWALONY Jezus Chrystus”, a ja odpowiedziałam- teraz i na wieki.. Pozostała ze mną przez godzinę.  Nigdy nie widziałam Jej piękniejszej. Była taka delikatna i taka  piękna…miała przepiękną suknię, która lśniła złotem i srebrem.


Wraz z  nią były też tam dwa aniołki ubrane w takie same szaty jak Ona. Nie mogę  znaleźć słów  na opisanie całego piękna. To trzeba przeżyć. Zapytała   mnie "co bym chciała w tym momencie". Chciałam  zobaczyć moją ziemską  matkę, która zmarła dwa miesiące przed rozpoczęciem objawień w 1981r.



Uśmiechnęła się do mnie i ukazała się moja mama ubrana w szarą  suknię. Uśmiechnęła się. Matka Boża powiedziała mi, żebym wstała. Moja  mama  objęła  mnie, pocałowała i powiedziała; ”Moja córeczko jestem  dumna z ciebie.! Ponownie mnie ucałowała i odeszła. W czerwcu 1987r,  Iwanka opowiada: „Widziałam obraz nieba i czyśćca jedynie jak na  fotografii. Widziałam moją matkę 5 razy.



Nie chcę nikogo zmuszać , aby wierzył w to, o czym daję  świadectwo…Główne przesłania dotyczą; pokoju,  nawrócenia, modlitwy i  postu. Aby podążać prawidłową drogą, konieczne są modlitwa i post. A ja  mówię wam, że:


Różaniec jest najsłodszą modlitwą na świecie.


Matka Boża prosi nas także , aby rodziny wspólnie czytały i rozważały  Biblię. Musimy mniej myśleć o tym życiu, a bardziej kierować się ku  przyszłemu. Matka Boża prosi o pomoc….


Dziękuję wam za to wszystko,  co czynicie według moich intencji. Proszę  was,  pomagajcie Mi…”


---------------

Maryja:


«Szatan istnieje. On usiłuje tylko niszczyć. Co do was, módlcie się i wytrwajcie w modlitwie. Nikt nie może nic przeciwko wam.» (14.02.82)

«Módlcie się, aby rozbroić szatana i aby zapewnić sobie szczęście.» (24.01.85)



«Módlcie się żarliwie i stale.» (6.09.81)
«Proszę was jedynie o żarliwą modlitwę. Modlitwa powinna stanowić część waszego codziennego życia. Wytrwajcie w wierze i modlitwie.» (8.09.81)
«Najważniejszą sprawą jest modlitwa.» (30.09.81)



«Módlcie się sercem, a nie z przyzwyczajenia. Niektórzy przybywają tu (do Medziugorja) nie pragnąc postępu w modlitwie. Upominam was więc jak matka: proście, aby modlitwa dominowała w waszym sercu w każdej chwili». (2.05.85)


«Zapraszam was na nowo do modlitwy sercem. Drogie dzieci, niech modlitwa stanie się waszym chlebem codziennym, szczególnie teraz, kiedy praca w polu pochłania was do tego stopnia, że nie potraficie się modlić z głębi serca.


Módlcie się, a pokonacie wszelkie zmęczenie. Modlitwa będzie dla was radością i wypoczynkiem.» (30.05.85)


--------


Świadectwa
Ksiądz protestancki  Jimmi Nicol z Nowego Jorku:


Coś się we mnie zmieniło


Przyjechałem do Medziugorja.  Modliłem się do Maryi Dziewicy.  Kiedy wróciłem do Nowego Jorku,  poczułem natychmiast, że coś się zmieniło na lepsze, postanowiłem więc  wrócić do Medziugorja podziękować Matce Bożej i gdy tylko tutaj się  znalazłem, odniosłem wrażenie, że coś się we mnie zmieniło. Poczułem, ze  Matka Boża powołuje mnie do Kościoła katolickiego, chce , bym został  księdzem katolickim.


Lekarka  z Turynu  Franka

Syn  nawrócił się


Oboje z mężem byli  niewierzącymi. Dla nich nie było żadnego Boga.Przejeżdżając  główną  droga zobaczyli znak drogowy Medugorje. Wiec zupełnie przypadkowo  pojechali tam. Zobaczyli kościół i weszli do niego. W tym momencie  otrzymali łaskę nawrócenia, wyspowiadali się. Mieli dwoje dzieci. Jedno z  nich było uzależnione od narkotyków.



Już od 3lat nie mieli od niego  żadnych wiadomości. Gdy byli 2-gi raz  w Medziugorie… widzącej Marii  zostawili na kartce imię  ich zaginionego syna. Od tego momentu zmieniło  się ich życie.Porzucili:ubrania, przyjemności, wszystko. Zaczęli się  modlić, żyć Mszą św.  Rok później, gdy  wychodzili na spotkanie grupy  modlitewnej, usłyszeli dzwonek u drzwi.


Pierwszą ich myślą było  niezadowolenie, że lepiej by było, aby ta osoba przyszła później.  Po  otworzeniu drzwi okazało się, że to był ich syn .Powiedział, że nie brał  narkotyków od 8XII , czyli od święta Matki Bożej. "Syn  nawrócił się  widząc nasze nowe życie".    Franka

"Różaniec jest kotwicą, którą Maryja chwyta kuszonych i trzyma przy sobie, by ich nie uniosła fala.”


------------------------------------



Św. Józef-święty trzeciego tysiąclecia



Z  ewangelii bardzo mało wiemy o św. Józefie. Nie pozostawił żadnych pism,  dzieł sztuki. Nie pisali o nim klasycy literatury, czy historycy. Nie  pozostało absolutnie nic z tego, co on wykonał, żaden sprzęt, żaden  przedmiot, żadna budowla. Pozostało natomiast coś lepszego: z warsztatu  tego rzemieślnika wyszedł Ten, który zbudował wszechświat, Ten, który  dzień po dniu kształtuje nowy świat, Jezus Chrystus.

Marta  Robin, francuska mistyczka, przekazała, że św. Józef będzie świętym  trzeciego tysiąclecia; na nowo będzie odkryty przez lud Boży i będzie  miał wobec niego specjalną misję do spełnienia.

Do budowania Domów Modlitwy bł.JP2  zaproszony jest więc św. Józef z całą mocą.

W litanii zawarte są nasze wołania, a wśród nich, to bardzo aktualne w tych czasach:

„Św. Józefie, postrachu duchów piekielnych, módl się

za nami”.



Oblubieniec Maryi

Ciebie, święty Józefie, sławią pokolenia,
bo Twe imię chwalebne na ziemi i w niebie.

Tyś jest Mężem, którego wybrał Bóg przed wieki,

byś poślubił Dziewicę, Rodzicielkę Bożą.

Duch Cią Święty z Nią złączył przeczystą miłością,

upodobnił Cię do Niej bogactwem świętości.

Twą niewinność bez skazy niechaj wszyscy sławią,

boś się dla niej stał godny stróżem być Dziewicy.


Przeto w Twoją opiekę siebie oddajemy,

byś strzegł naszej czystości przez Boga wskazanej.

W jednąś duszę się załączył z Dziewicą bez skazy,

Z Niąś się cieszył Jej Synem i trwożył o Niego.

Jak miłością na ziemi byłeś z Nią związany,

tak i przy Niej masz chwałę w królestwie Jezusa.

Po Jezusie, Maryi, imię Twe najdroższe,

które w niebie, na ziemi wszyscy błogosławią.


--------------


Św. Józef w rodzinie Majaków z Liskowa

Opr. Henryk Bejda

„Jestem czcicielką św. Józefa. Od kilku już lat odmawiam litanię do świętego Józefa - znam ją na pamięć. Jeśli jestem w Kaliszu, to wstępuję do sanktuarium, choć na chwilę, aby się pokłonić Świętej Rodzinie” - tymi słowami rozpoczyna świadectwo zamieszczone w Księdze Cudów i Łask w Sanktuarium św. Józefa Zofia Majak z podkaliskiego Liskowa. W swoim życiu doświadczyła bardzo wielu łask, które wiąże ze wstawiennictwem Opiekuna Rodzin.

Zofia Majak jest mężatką. Ma dwoje dzieci. Córka Katarzyna studiuje medycynę, syn Rafał uczy się w szkole. Majakowie mieszkają na wsi i posiadają małe gospodarstwo rolne. Pracuje tylko mąż. Nie jest im łatwo, ale jakoś wiążą koniec z końcem. Życie Zofii Majak rozświetla głęboka wiara przekazana jej przez rodziców.

Postacią Opiekuna Pana Jezusa zainteresowała Zofię przebywająca w parafii służebniczka starowiejska Beatriksa. Ziarno padło na żyzny grunt. Kobieta nauczyła się litanii oraz modlitw do św. Józefa. Powierzyła mu całą swoją rodzinę. Szczególnie mocno związała się ze św. Józefem w 1986 r. podczas choroby córki, która leżała w szpitalu z zagrażającą jej życiu wadą serca.


W podjęciu trudnych decyzji o koniecznych operacjach pomógł im św. Józef, a zwłaszcza wstawiennictwo szczególnie polecanego przez siostry służebniczki starowiejskie bł. Edmunda Bojanowskiego. Prosząc o uzdrowienie dziecka - mimo swoich chorych nóg - powędrowała 30-kilometrową trasą w pieszej pielgrzymce z Liskowa do Kalisza - do św. Józefa. Córka wyzdrowiała. - Pan Jezus dotknął mnie wówczas łaską, doświadczyłam cudu, a moja wiara bardzo się pogłębiła - mówi Zofia Majak.

Bezgraniczne zaufanie pokładane przez kobietę w osobie św. Józefie spotykało się jednak z niezrozumieniem. Sceptykiem okazała się także… Anna, matka Zofii. Mimo, że była bardzo religijna, nie wierzyła, że św. Józef może znaleźć rozwiązanie dla problemów nękających ich rodzinę. - „Już ci tu św. Józef przyjdzie z pomocą” powiedziała, ganiąc mnie za modlitwę do świętego - relacjonuje Zofia Majak. - Było mi przykro i poczułam się bardzo dziwnie, zabolało mnie to. Przecież przez cały czas ewidentnie nam pomagał. Coś go natchnęło.

Wkrótce św. Józef przypomniał, że jest patronem dobrej śmierci. W kwietniu 1997 r. matka Zofii Majak ciężko zachorowała. Zabrano ją do szpitala w Kaliszu. "Tak się złożyło, że we wtorek nikt z rodziny nie mógł mamy odwiedzić" - opisuje kobieta, która w tym czasie sama miała poważne kłopoty ze zdrowiem.


W wspomniany wtorek poczuła się jednak nieco lepiej i bardzo chciała jechać do chorej matki. Na przeszkodzie stanęły jednak popołudniowe badania, na które była zapisana w pobliskim Ośrodku Zdrowia. "Wracając po południu z ośrodka wstąpiłam do siostry. W tym momencie nadjechał samochodem szwagier Stanisław i mówi, że wracał z dalekiej trasy i miał już nie wstępować do szpitala, ale koło sanktuarium św. Józefa coś go natchnęło, żeby wstąpić. Zawrócił i pojechał do szpitala.


Dowiedział się, że z mamą jest bardzo źle i musimy jechać, bo jest nieprzytomna. Kiedy to usłyszałam, to zrozumiałam, że właśnie św. Józef przyszedł mi z pomocą" - pisze Zofia Majak. Przez całą drogę do szpitala kobieta modliła się o to by zastać mamę jeszcze przy życiu. Miała wyrzuty sumienia, że nie odwiedziła jej rano. Z duszą na ramieniu weszła do szpitalnej sali. Stan Anny był ciężki, ale kobieta była jeszcze przytomna. "Mimo że mama była podłączona do tlenu, rozmawiałyśmy o wszystkim - byliśmy w szpitalu trzy godziny" - relacjonuje Zofia Majak. Od leżących w pokoju chorej pacjentek dowiedziała się, że matka bardzo czekała na jej przyjazd.


Według ich relacji Anna o godz. 12 w południe straciła przytomność, którą odzyskała całkowicie ok. 17.30, kiedy Majakowie dotarli do szpitala. Po trzech godzinach wizyty chora zaczęła być śpiąca - odwiedzająca ją rodzina wróciła więc do domu. Rano Zofia Majak dowiedziała się, że jej matka zmarła. "Chcę podziękować św. Józefowi za łaskę pożegnania mamy i za łaskę Jej spokojnej śmierci" - napisała w Księdze Cudów i Łask.

Św. Józef od lat pomaga Majakom w rozwiązywaniu mniej lub bardziej prozaicznych rodzinnych problemów. Tak było z wymarzoną łazienką i centralnym ogrzewaniem. Zawsze tego pragnęli. Realizacja ambitnych zamierzeń napotykała jednak na wiele przeszkód. "Wiązało się to z dobudowaniem werandy. Mój mąż pochodzi z miasta i nie zna się na sprawach budowlanych, a funduszy zawsze brakowało" - opowiada Zofia.


Pobożna kobieta poleciła tę sprawę św. Józefowi. "W dwa miesiące później szwagier przyszedł nam z pomocą i mimo wielu wyrzeczeń w sezonie 1998-99 mieliśmy już CO i łazienkę" - mówi. Znalazły się pieniądze, znalazł się wykonawca, który pokierował pracami. Podobnie było z... rowerem. "Kiedyś pomyślałam, że muszę sobie - jak się da - kupić rower. Za około dwa tygodnie znajomy zatrudnił męża przy wywozie śmieci, a przy okazji porządków wyrzucił też rower, który był w dobrym stanie. Teraz się cieszę, że mogę na nim jeździć" - opisuje.

Szczególnej interwencji kobieta przypisuje także to, że jej córka dostała się na studia. - Nie jeździła przecież na żadne kursy, a dostała się na studia medyczne za pierwszym razem - mówi. Teraz modli się za nią, by mogła je szczęśliwie ukończyć. Jakoś sobie z tym radzą także pod względem materialnym. - Kiedyś myślałam, jak my sobie poradzimy, jeśli nasza córka będzie chciała studiować. Szczęśliwi jesteśmy, że Bóg dopomógł - dodaje.



Na kłopoty... św. Józef

Opiekun Rodzin pomaga także w sprawach trudniejszych. "W styczniu 2000 r. skierowano mnie na operację. Powierzyłam siebie św. Józefowi - w nim więc, w jego pomocy upatrywałam ratunku dla siebie. Po operacji stwierdzono, że nowotwór, którego miałam był łagodny." Po nerwach związanych z podejrzeniem raka i po powrocie ze szpitala czekał ją kolejny cios. Zofia Majak dowiedziała się, że jej mąż został zwolniony z pracy.


Bardzo to przeżywali. Mąż usiłował odwołać się do sądu. Na próżno. Skuteczniejszy od sądu okazał się św. Józef i Opatrzność Boża, któremu powierzyli sprawę pracy i utrzymania rodziny. Schorowana kobieta powoli powraca dziś do zdrowia, a jej mąż znowu pracuje.

Więcej dziękczynienia!

Mimo dość trudnej sytuacji materialnej Majakowie nie narzekają. "Mąż martwi się, co będzie jutro, ale ja ufam w pomoc św. Józefa. Środki do życia znajdują się, dziękujemy Bogu za to, co mamy, a mamy wiele - mamy ciepło, dzieci uczą się dobrze, mamy co jeść i kładziemy się spokojnie spać. Stanowimy rodzinę miłującą się razem (...) - trzyma nas rodzinna więź" - kończy swoje pisemne świadectwo Zofia Majak.

- Wiem, że św. Józef jest szczególnym opiekunem rodzin. W modlitwach polecam mu całą rodzinę. Kiedy tylko mogę, uczęszczam na Msze święte i przyjmuję Eucharystię. Życie niesie ze sobą wiele pokus, musimy przezwyciężać wiele trudności, czasami jest nam ciężko, ale dziękuję Bogu i za to, bo pewnie to wszystko jest potrzebne.


Kiedy spotykam się z ludźmi, którzy narzekają, mówię im, że w naszym życiu jest za mało dziękczynienia. Nie dziękujemy Bogu za to, że mamy spokojny sen, że mamy co zjeść na śniadanie, że mamy chleb i spokój - nie ma powodzi, nie ma wojen, nie musimy nigdzie uciekać. Za to wszystko powinniśmy Panu Bogu bardzo dziękować - dodaje Zofia Majak.


----------------
Św. Faustyna

Jezus: Umacniaj się do walki.


Pragnę, abyś głębiej poznała moją miłość, jaką pała moje serce ku duszom, a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać moją mękę. Wzywaj mojego miłosierdzia dla grzeszników, pragnę ich zbawienia.


Kiedy odmówisz tę modlitwę za jakiego grzesznika z sercem skruszonym i wiarą, dam mu łaskę nawrócenia. Modlitewka ta jest następująca: O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla nas - ufam Tobie.


Te dwa promienie oznaczają krew i wodę- blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz... Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.


Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia.


Św. Faustyna Kowalska;

Ze  źródła miłosierdzia  Twego o Panie,  płynie wszelkie szczęście i życie,  a więc wszystkie stworzenia i twory,  wyśpiewujcie pieśń miłosierdzia w  zachwycie.

Pewnej chwili, kiedy  mnie prosiła pewna osoba o modlitwę. Kiedy się spotkałam z Panem,  powiedziałam Mu te słowa:- Jezu, ja kocham te dusze, które Ty miłujesz, a  Jezus mi odpowiedział te słowa:- A Ja udzielam szczególnych łask tym  duszom, za którymi  ty się wstawiasz do Mnie.

-------------------------

Z  cyklu:Życie o.Pio 


WSPOMNIENIA O OJCU PIO


Jedna z duchowych   córek Ojca Pio szła wiejską drogą do klasztoru,  gdzie czekał na nią Ojciec   Pio. Był to jeden z owych zimowych dni,  wybielonych przez śnieg, po którym   nawet ciężko było chodzić. Droga  była tak obficie pokryta śniegiem, że   kobieta była pewna, iż nie  dojdzie na czas do klasztoru, by spotkać się z   przełożonym. Pełna  wiary powierzyła swój niepokój Aniołowi Stróżowi Ojca Pio,   by ten  powiedział Ojcu, że spóźni się do klasztoru z powodu dużego śniegu.    Kiedy wreszcie dotarła do klasztoru z ogromną radością ujrzała,  wyczekującego   za oknem i uśmiechającego się do niej zakonnika.
-------------
Pewna kobieta opowiadała: W 1947 roku miałam 38 lat i chorowałam na raka jelita. Nowotwór został rozpoznany na prześwietleniu i lekarze zdecydowani byli na operację. Zanim poszłam do szpitala chciałam odwiedzić San Giovanni Rotondo by spotkać się z Ojcem Pio. Mój mąż, córka i jej przyjaciółka zabrali mnie do niego. Pragnęłam się wyspowiadać i porozmawiać z Ojcem Pio o swojej chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o moim problemie jednemu z zakonników.

Ten był tak poruszony, że obiecał przekazać wszystko Ojcu Pio. Wkrótce powiedziano mi abym udała się do korytarza, którym będzie przechodził Ojciec Pio. Przeszedł on przez tłum ludzi, ale jego uwaga skupiona była na mnie. Zapytał dlaczego jestem tak zdenerwowana i powiedział że chirurg, którego wybrałam postąpi słusznie w moim przypadku. Potem dodał mi otuchy i obiecał że będzie się modlić za mnie.

Byłam niezmiernie zaskoczona. Nie znał on mojego chirurga i nikt nie mówił mu z kim rozmawiać o mojej sprawie. Ojciec Pio zachowywał się jednak jakby dobrze znał zarówno mnie jak i mojego lekarza. Udałam się na operację spokojna i pełna nadziei. To właśnie lekarz był pierwszym, który wspomniał o cudzie. Wyciął mi wyrostek robaczkowy nie znajdując śladów nowotworu wyraźnie widocznego na wcześniejszych zdjęciach rentgenowskich.
Chirurg ten nie wierzył w Boga, ale od tego czasu powiesił krzyże w każdym pomieszczeniu szpitala. Dalsze badania nie wykazywały śladów raka. Po krótkiej rekonwalescencji powróciłam do San Giovanni Rotondo by znów zobaczyć Ojca Pio. Świątobliwy zakonnik przechodził właśnie do zachrystii, gdy nagle zatrzymał się i uśmiechnął do mnie mówiąc: „Któżby się spodziewał? Znów tu jesteś!” i podał mi rękę, którą ucałowałam z oddaniem.
------------------------------


Niesamowite świadectwo o istnieniu czyśćca




Trafiona przez piorun

Stałam u bram nieba i piekła -Świadectwo Glorii Polo-cz.1


Wstęp
Bóg  robi wszystko aby zbawić człowieka, zmusić  go do refleksji , do  wysiłku duchowego, do wysiłku fizycznego.  Poniższe świadectwo  dokumentuje, że życie na ziemi to wielka odpowiedzialność. Decyduje ono,  gdzie później się znajdziemy, albo w obszarze szczęścia, albo  potępienia.



Pani  dr Gloria Polo jest Kolumbijką, dentystką, która wskutek wypadku w  1995r. „umarła”, to znaczy była tak poważnie ranna, że przez kilka dni  znajdowała się w śpiączce i przy życiu podtrzymywały ją tylko szpitalne  urządzenia medyczne. Gdyby je wyłączono, natychmiast umarłaby.  Opiekujący się nią lekarze spisali ją już całkowicie na straty i chcieli  odłączyć aparaturę. Jedynie jej siostra, która również jest lekarzem,  obstawała za tym, by urządzenia nadal pracowały. Podczas  śpiączki Gloria Polo znajdowała się po drugiej stronie rzeczywistości, w  zaświatach i mogła następnie powrócić do życia, by dać świadectwo tym,  którzy nie potrafią uwierzyć. Przyniosła nam stamtąd ważne orędzie



Cz.2       Dusze Czyśćcowe



Powracam teraz do tego strasznego miejsca, w którym się znajdowałam, na skraju tej okropnej przepaści. Musicie wiedzieć, że byłam bezbożniczką, w praktyce ateistką. Nie wierzyłam już w istnienie diabła, a tym samym w istnienie Boga. Tutaj jednakże – w tych okolicznościach – zaczęłam krzyczeć: „O wy Biedne Dusze Czyśćcowe, proszę was, wyciągnijcie mnie stąd, wydostańcie mnie. Proszę, pomóżcie mi!”

Gdy tak krzyczałam, przepełnił mnie dotkliwy ból. Wówczas zauważyłam, jak miliony, wiele milionów ludzi płakało i szlochało. Ujrzałam nagle, że były tu niezliczone rzesze ludzi, młodych, przede wszystkim młodych osób, wszyscy pośród niewymownych cierpień. Pojęłam, że w tym strasznym miejscu, w tym bagnie pełnym nienawiści i cierpienia zgrzytali zębami, i wydawali z siebie takie ryki i wrzaski z bólu, że przyprawiało mnie to o dreszcze, czego nigdy nie zapomnę.

Macie pojęcie? To jest nieobecność Boga, to są grzechy, to ich konsekwencje. Czy rozumiecie czym jest grzech? To całkowite przeciwstawienie się Bogu, który jest nieskończoną miłością. Grzech jest czymś tak przerażającym, że ma takie straszne skutki. A my żartujemy sobie z tego. Żartujemy z grzechu, piekła i demonów.

Jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, co robimy. Od tamtego przeżycia upłynęły lata, ale zawsze gdy o tym myślę, płaczę z powodu cierpień tych wielu ludzi (Pani Polo wybucha płaczem). To byli samobójcy, którzy w momencie rozpaczy odebrali sobie życie a teraz byli pośród tych mąk i katuszy; otoczeni przez te okropne stwory, okrążeni przez demony, które ich męczyły.


Najgorsze w tej całej torturze była nieobecność Boga, jego kompletna nieobecność, bo tam nie czuje się Boga. Zrozumiałam, że ci, którzy odbierają sobie życie, muszą tam tak długo pozostać, tyle lat, ile musieliby żyć na ziemi. Samobójstwem naruszyli porządek Boga, dlatego demony miały do nich dostęp.



Dusze Czyśćcowe zazwyczaj są chronione od wszelkiego wpływu zła, są już świętymi Boga i nie mają już nic wspólnego z demonami. Mój Boże, tak wielu biednych ludzi, szczególnie młodych, tak wielu, wielu, płaczących, cierpiących niewymownie. Gdyby wiedzieli, co ich czeka po samobójstwie, z pewnością pogodziliby się z karą więzienia, niż z czymś takim.


Wiecie jakie dodatkowe cierpienia muszą znosić? Muszą przyglądać się, jak ich rodzice czy najbliżsi, którzy jeszcze żyją, cierpią z ich powodu, znoszą hańbę, wpędzają się w kompleksy winy:



Gdybym go wychował surowiej, gdybym go ukarał, albo: gdybym mu powiedział, gdybym zrobił to czy tamto i na odwrót. Te wyrzuty sumienia są przytłaczające i bolesne, stanowią piekło na ziemi.



Konieczność przyglądania się temu cierpieniu ich najbliższych sprawia im największy ból. Jest to dla nich największa męka, z której cieszą się demony i pokazują im wszystkie te sceny: Popatrz, jak twoja matka płacze. Popatrz jak twój ojciec płacze, jak są zrozpaczeni, przepełnieni strachem, jak się obwiniają, jak dyskutują i nawzajem się oskarżają. Popatrz na cierpienia, jakie im zadałeś. Spójrz, jak teraz buntują się przeciw Bogu. Spójrz na swoją rodzinę – wszystko to twoja wina!



Te biedne dusze potrzebują przede wszystkim tego, aby ci, którzy pozostali na ziemi, zaczęli lepsze życie, zmienili swoje życie, spełniali dzieła miłości, odwiedzali chorych, aby zamawiali Msze święte za zmarłych oraz sami w nich uczestniczyli.



Dusze te miałyby z tego wiele dobrego i czerpałyby pociechę. Dusze, które są w Czyśćcu nic nie mogą już dla siebie zrobić. Nic, zupełnie nic. Ale Bóg może uczynić coś poprzez niezmierzone łaski Ofiary Mszy Świętej. Powinniśmy im tym sposobem pomóc i zamawiać za nie Msze św., sami w nich uczestniczyć i ofiarowywać nasz udział jako dar Ojcu w Niebie przez Najświętszą Maryję Pannę.



Przepełniona strachem, zrozumiałam teraz, że dusze te nie mogły mi pomóc. W obliczu tego strachu i paniki ponownie zaczęłam wołać: „Kto się pomylił? To musi być jakiś błąd! Spójrzcie, jestem święta, wszyscy nazywali mnie w moim życiu świętą. Nigdy nie kradłam i nigdy nie zabiłam. Nikomu nie zadałam cierpień. Zanim zbankrutowałam, za darmo leczyłam zęby i często nie żądałam pieniędzy, gdy nie mogli mi zapłacić. Robiłam paczki dla biednych… Co ja tu robię?”



Domagałam się moich ‘praw’! Ja, która przecież byłam taka dobra, która powinnam trafić prościutko do nieba. „Co tu robię? Chodziłam w każdą niedzielę na Mszę świętą, mimo że podawałam się za ateistkę i nie zważałam na to, co mówił ksiądz. Nigdy nie opuściłam Mszy świętej. Jeśli w całym moim życiu nie było mnie na niej pięć razy, to wszystko, nie więcej. Co ja tutaj zatem robię? Uwolnijcie mnie stąd! Wyciągnijcie mnie stąd!”



Eutanazja

Krzyczałam i wrzeszczałam, pokryta tymi ohydnymi stworzeniami, które się mnie uczepiły:„Jestem wyznania rzymsko-katolickiego, jestem praktykującą katoliczką, proszę, uwolnijcie mnie stąd!”

Ponownie z całej siły zaczęłam krzyczeć: „Wydostańcie mnie stąd!  To musi być jakaś pomyłka. Kto jest za nią odpowiedzialny? Wyciągnijcie  mnie stąd!”


Wtedy, gdy tak krzyczałam, moje ciało znajdowało się na ziemi w  śpiączce. Byłam podłączona do wielu aparatów. Byłam w agonii. Umierałam.  Moje płuca nie pracowały, nerki już nie funkcjonowały, „żyłam” jeszcze,  gdyż byłam podłączona do urządzeń, i ponieważ moja siostra, która także  jest lekarzem, nalegała, aby nie odłączano mnie od nich. Powiedziała do  opiekujących się mną lekarzy i pielęgniarek, którzy chcieli ją namówić  do zakończenia intensywnej terapii i wyłączenia aparatury: „Nie  jesteście Bogiem!”


Lekarze bowiem uważali, że nie opłaca się kontynuować  intensywnej terapii. Rozmawiali już z moimi bliskimi i przygotowywali  ich na to, że umrę. Mówili, że powinni pozwolić mi umrzeć w spokoju,  ponieważ leżałam w agonii. Moja siostra jednakże nie ustępowała.  Widzicie tu ten kontrast? W moim życiu zawsze broniłam eutanazji, tak  zwane prawo do „godnej śmierci”. Moja siostra tylko dlatego mogła przy  mnie być, ponieważ sama była lekarzem.


Przez cały czas trwała przy mnie.  I wyobraźcie sobie: w momencie, gdy moja dusza była po drugiej stronie i  widziałam rodziców, i krzyczałam z całych sił do nich, moja siostra  usłyszała całkiem wyraźnie, jak wołałam do moich, naszych, rodziców,  ciesząc się z tego, że przybyli, aby mnie wydostać…



Moja siostra jednakże źle zinterpretowała to wołanie. Prawie  umarła ze strachu, kiedy usłyszała moje krzyki – naprawdę usłyszała je  wyraźnie przy moim łóżku. Dla niej oznaczały one, że ostatecznie odejdę z  tego świata. Krzyknęła: „Moja siostra umarła! Przegrała walkę. Mój  ojciec i moja matka zabrali ją. Odejdźcie stąd, tato, mamo, idźcie  sobie! Nie bierzcie jej ze sobą. Ma przecież jeszcze dzieci, które są  małe. Nie zabierajcie jej nam. Nie zabierajcie mojej siostry Glorii.  Zostawcie ją!”



Lekarze musieli ją stamtąd zabrać, gdyż sądzili, że jest w szoku. I  nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ przeżyła wiele: śmierć mojego  siostrzeńca, którego potem musiała zabrać z krematorium, śmierć swojej  siostry, lub jej krytyczną sytuację; nie umarła, ale nie przeżyje  dzisiejszego dnia, jak mniemali lekarze. Obciążona była tymi troskami i  obawami już od 3 dni i do tego wszystkiego nie mogła jeszcze spać. Nic  dziwnego, że jej koledzy sądzili, że postradała zmysły.



Egzamin

I na nowo zaczęłam krzyczeć: „Czy nie rozumiecie? Wyciągnijcie  mnie stąd, jestem przecież katoliczką! To wszystko musi być jakimś  nieporozumieniem, pomyłką! Któż się tam pomylił? Proszę, wyciągnijcie  mnie stąd!”



I gdy tak rozpaczliwie krzyczę, nagle słyszę głos, tak słodki i  miły, niebiański głos. Słysząc go moja cała dusza drży z radosnego  podniecenia. Wypełnia się głębokim pokojem i niewyobrażanym uczuciem  miłości, a wszystkie te ciemne postaci przerażone błyskawicznie  odstępują, nie mogą bowiem przeciwstawić się owej miłości.


Tego pokoju  też nie mogą znieść. Upadły na ziemię, leżały tak, jak gdyby też  adorowały Pana. To zdarzenie wywarło na mnie wielkie wrażenie. Ów  niesamowity pokój powraca do mnie i słyszę, jak czarujący głos mówi: „No  dobrze, jeśli naprawdę jesteś katoliczką, z pewnością możesz Mi  powiedzieć, jak brzmi Dziesięć Przykazań Bożych!”

Co za nieoczekiwane wyzwanie dla mnie. Mam się teraz ośmieszyć.  Sama sobie zastawiłam tę pułapkę moim krzykiem i deklaracją. Cały świat  ma teraz dowiedzieć się o mojej niesłowności i moim kłamliwym wyznaniu.  Jaka straszna perspektywa dla mnie. Możecie to sobie wyobrazić?  Wiedziałam, że było Dziesięć Przykazań. Nic więcej. Nic, zupełna  ciemnota. Rany, jak ja się z tego wyplączę? Co mam teraz zrobić? Tylko  się nie poddawaj, jakoś to będzie! (c.d.n.)


---------------------------


Z cyklu- zagrożenie  okultyzmem, narkotykami.


„Jak trwoga, to do Boga” – ŚWIADECTWO


Zamieszczamy bardzo cenne świadectwo, w którym i młodsi i starsi, rodzice i dzieci, znajdą wiele istotnych argumentów na to, co  w życiu jest ważne:

1) trwanie przy Bogu od młodych lat
2) szukanie ratunku w modlitwie – różańcu św. i koronce do Bożego Miłosierdzia
3)życie rodziców w związku sakramentalnym4) przyjmowanie Komunii św.
5) – podejmowanie postów oraz czytanie Pisma św., dobrych książek i czasopism katolickich. O tym wszystkim mówi niniejsze świadectwo rodzica.


Jestem sześćdziesięcioletnim mężczyzną, ojcem dwóch dorosłych córek. Wydarzenia, które opiszę, dotyczą młodszej z nich. Głęboko odcisnęły one piętno na moim życiu, a ponieważ mam przy tym pełną świadomość, że nie jestem przypadkiem odosobnionym, zdecydowałem się dać świadectwo, które być może będzie pomocne innym.



Kiedy się zorientowałem, że moja córka jest uzależniona od narkotyków, przeżyliśmy razem z żoną niemały wstrząs psychiczny, dlatego że z tej samej przyczyny kilkanaście lat wcześniej straciłem młodszego brata. Nigdy nie ukrywałem faktów dotyczących jego śmierci – wprost przeciwnie, wszystko, co było związane ze śmiercią mojego brata, było tematem wielu rodzinnych rozmów – ku przestrodze.


Wydawało mi się wtedy, że wcześniejsze bolesne doświadczenia związane z narkotykami nie będą już nigdy więcej dotykać mnie i mojej rodziny. Życie pokazało, jak bardzo się myliłem. Mieszkaliśmy wtedy w Warszawie i środowisko, w którym dorastała nasza młodsza córka, było w znacznym stopniu skażone problemem narkotyków – a raczej jego chorobą.



Szukaliśmy ratunku przede wszystkim w ośrodkach i kuracjach odwykowych, które dla naszej córki kończyły się zawsze tak samo – ucieczką z ośrodka i powrotem do narkotyków. Piekło było coraz większe – córka nie miała kompletnie żadnych hamulców i nie przebierała w środkach, aby zdobyć pieniądze na prochy – głównie przez kradzieże w najróżniejszych formach i miejscach.



Po długich staraniach udało nam się umieścić ją w specjalnym ośrodku siostry Elwiry we Włoszech (ośrodki takie działają już także w Polsce). Niestety, po niespełna trzech miesiącach córka zameldowała się w domu – wróciła bez pieniędzy i z kolejnym długiem do spłacenia. Dodatkowo próbowała nam wmówić, że jest wolna od nałogu, co było oczywistą nieprawdą. Piekło szybko wróciło...



Namówieni przez lekarza-terapeutę do zmiany środowiska, postanowiliśmy się przeprowadzić. Los nam sprzyjał, gdyż po śmierci rodziców został do dyspozycji domek letniskowy na wsi niedaleko Warszawy, który w tempie ekspresowym został zaadaptowany na mieszkanie całoroczne, po czym w środku zimy – w styczniu 2000 roku – zgodnie z zaleceniem zmieniliśmy środowisko.

Jeszcze przed zmianą adresu okazało się, że córka jest w stanie błogosławionym, z czym wiązaliśmy wielkie nadzieje, wiedząc od lekarzy, że może to dać korzystne wyniki w leczeniu narkomana. Jej chłopak miał być człowiekiem, który chciał jej pomóc w wyjściu z impasu. Jak się później okazało, zostaliśmy oszukani – on również był narkomanem i trzeba było szybko rozdzielić tę parę, aby nie dopuścić do tragicznych konsekwencji.
W maju urodziła się nasza wnuczka Natalia. Chyba nie tylko dla nas te narodziny były cudem i kolejnym dowodem Bożej Opatrzności – gdyż z takiego związku teoretycznie nie ma prawa narodzić się normalne, zdrowe dziecko.

Jak się później okazało, zmiana środowiska tylko częściowo pomogła; problemy wróciły jak bumerang. W krótkim czasie nasza córka podjęła dwie próby samobójcze. W obu wypadkach jakimś cudem lekarze zdążyli ją odratować.


Szukaliśmy ratunku gdzie tylko się dało. Zresztą już wcześniej – wiedzeni jakimś instynktem lub starą prawdą: „Jak trwoga, to do Boga” – szukaliśmy ratunku w modlitwie – różańcu św. i koronce do Bożego Miłosierdzia. Tak było też po drugiej próbie samobójczej córki, kiedy przywiozłem ją ze szpitala – po długich perswazjach prawie na siłę uklęknęliśmy razem do różańca.

To była najdłuższa modlitwa w moim życiu i trudno mi ją zapomnieć. Córka w czasie modlitwy tarzała się po podłodze i krzyczała niemal zwierzęcym głosem. Kiedy skończyliśmy modlitwę, zapytałem, co się z nią działo. Odpowiedziała, że przez cały czas trwania modlitwy owłosione łapy zakończone szponami próbowały ją udusić. Następnego dnia objawił się właściciel tych łap, który odtąd przychodził coraz częściej, nawet po kilka razy dziennie – o różnych porach i w różnych miejscach. Zawsze milczał – raz jeden tylko stwierdził: „i tak nic nie jesteś warta”.

Widzenia miała tylko córka, my widzieliśmy jedynie jej reakcje – zawsze przerażenie. Po dwóch tygodniach widzenia ustały, a specjalista od amnezji szybko wmówił córce, że nic takiego nie miało miejsca. Dla mnie wnioski z tych wydarzeń są oczywiste i można streścić je w następujących słowach: „Największym sukcesem szatana jest wmówienie ludziom, że on nie istnieje”.


W końcu „okrężnymi drogami” udało nam się dostać do właściwego kapłana. Po kilkugodzinnej rozmowie z nim oraz po odbytych rekolekcjach zostaliśmy „oświeceni”, w czym tkwiła przyczyna naszego nieszczęścia. Sięgając do źródeł, muszę powiedzieć, że od prawie 30 lat żyliśmy z żoną w związku niesakramentalnym, w związku z czym przez cały ten czas byliśmy pozbawieni możliwości przyjęcia Komunii św. Dopiero teraz zrozumiałem sens słów, które wypowiedział Pan Jezus do św. s. Faustyny: „Mówię do was poprzez nieszczęścia i choroby”.

Doświadczyliśmy na sobie fizycznych skutków grzechu. Ponownie otrzymałem dowody, kto stał za narkomanią mojej córki, gdy po każdej próbie spowiedzi i Komunii św. przewracała się „jak kłoda”. Nie mogłem jej zemdlonej samodzielnie wynieść z kościoła. Czasem pomagały mi w tym dwie osoby, które nie mogły zrozumieć, dlaczego ona – tak wyniszczona chorobą – jest taka ciężka.


Dopiero nasze spotkanie z Chrystusem w sakramencie pojednania i ślubowanie czystości rozpoczęło drogę do uzdrowienia córki oraz nawrócenia mojego i mojej żony.

Okres po rekolekcjach był chyba dla nas przełomowy. Piekło osiągnęło wówczas swe apogeum – nieustanne ucieczki córki z domu, nocne wizyty handlarzy narkotyków, w końcu skok z okna z wysokości 4,5 m na zamarzniętą powierzchnię... Żona tego dnia odmawiała właśnie koronkę do Bożego Miłosierdzia, kiedy nagle usłyszała prośbę o pomoc. Pobiegła do pokoju, a kiedy zobaczyła otwarte okno, uświadomiła sobie, co się wydarzyło. Córka została przewieziona do szpitala.

Badania wstępne wykazały u niej pęknięcie kręgosłupa i otwarte złamanie śródstopia. Ponieważ szpital, do którego ją przewieziono bezpośrednio po wypadku, nie mógł udzielić jej pomocy, została przewieziona do innego, gdzie konsylium lekarskie orzekło, że grozi jej wózek inwalidzki do końca życia.
Wróciła do domu prawie cała zagipsowana. Po kilku dniach ze łzami w oczach oznajmiła nam, że już nie czuje głodu narkotykowego. Ogromne zmiany, jakie zaszły w jej zachowaniu, świadczyły, że nie jest to jej kolejny wybieg i kłamstwo.

Dziś, po siedmiu latach od tamtych wydarzeń, mamy absolutną pewność, że uzdrowienie z nałogu narkotykowego i całkowite uzdrowienie kręgosłupa naszego dziecka nastąpiło w wyniku działania łaski. Córka jest obecnie szczęśliwą matką trojga dzieci, a jej choroba minęła – mam nadzieję, że bezpowrotnie.


Ponadto możemy dziękować Bogu, że po dwóch prawie latach białego małżeństwa otrzymaliśmy łaskę małżeństwa sakramentalnego, a nasza „niedzielna wiara” z łaski Bożej nabrała głębi. Staramy się ją pielęgnować poprzez uczestnictwo w Eucharystii, udział w comiesięcznych rekolekcjach ewangelizacyjnych, przez codzienną modlitwę – różaniec i koronkę do Bożego Miłosierdzia – podjęcie postów oraz czytanie Pisma św., dobrych książek i czasopism katolickich.

Teraz po tym wszystkim, co mnie i moich bliskich dotknęło, wiem, że każde bolesne doświadczenie, które nas spotyka, ma swój duchowy aspekt. Mam też pewność, że w naszym życiu nic się nie zdarza przypadkowo. Wszystkiego jednak nigdy nie zrozumiemy do końca. Jesteśmy świadkami czasów, w których walka o duszę osiąga swój szczytowy punkt.


Mam nadzieję, że to moje małe statystyczne nieszczęście zakończone happy endem pomoże innym zrozumieć przyczynę ich problemów i rozwiązać je tak samo pomyślnie.

-----------------------


Objawienia Świętego Michała Archanioła



„Michał jest oddechem ducha Zbawcy, który pod koniec świata pobije i zniszczy Antychrysta, tak jak na początku uczynił z Lucyferem”. Św. Tomasz z Akwinu- doktor anielski.

Jezus o aniołach. W czasie nauczania sam Jezus kilkakrotnie wspomina o aniołach. Potwierdza, że podobnie jak kobieta cieszy się ze znalezienia drahmy, tak "radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca" (Łk 15,10). Tłumaczy, że tak jak chwast zostanie usunięty w czasie żniwa, tak "Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzuca ich w piec rozpalony" (Mt 13,41)

------------------

W roku 1605 pod Kircholmem Karol Chodkiewicz wzywa pomocy Św. Michała  stając w obliczu miażdżącej przewagi liczebnej wojsk szwedzkich. Król  Szwedzki z 25 tysięczną armią liczył pewnie na łatwe zwycięstwo walcząc  jedynie z 3,5 tysięcznym wojskiem. Polskie wojsko rusza do walki po  40-sto godzinnym nabożeństwie, w którym Chodkiewicz obiecuje  wybudować kościół pod wezwaniem Św. Michała. Słynne zwycięstwo Karol  Chodkiewicz chce wynagrodzić Bogu i Jego Anielski Zastępom budując  kościół i 9 kaplic poświeconych 9-ciu chórom anielskim. Wzgórze na  którym powstała świątynia zwano odtąd Górą Świętego Michała.

------------


W 1624 roku, we wsi Blizne  (woj. Podkarpackie) Tatarzy napadali mieszkańców, grabiąc mienie i  uprowadzając w jasyr 60 wieśniaków. Proboszcz z mieszkańcami ją  przyzywać pomocy Św. Michała. Wracające z łupem wojsko tatarskie zostało  zaatakowane na pobliskim wzgórzu (450mnp) przez niezliczoną liczbę  wojska w białych szatach. Tatarzy pouciekali w popłochu pozostawiając  jeńców i zagrabione łupy. Do dziś na tym wzgórzu stoi kaplica wybudowana  ku czci Św. Michała.


---------------


Proroctwa odnośnie Polski


Św. Faustyna: 1732. Gdy się modliłam   za Polskę, usłyszałam te słowa:


"Polskę  szczególnie umiłowałem, a jeżeli   posłuszna będzie woli mojej,  wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej   wyjdzie iskra, która  przygotuje świat na ostateczne przyjście moje".



-------------


        Sługa Boża Rozalia Celakówna:


Jezus:
          

Jest  jednak ratunek dla Polski: Jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w  zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach  kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele.(…) Gdy się to stanie,  wówczas Polska będzie przedmurzem chrześcijaństwa, silną i potężną, o którą się rozbiją wszelkie ataki nieprzyjacielskie. (207)


 

Rozalia Celakówna:




"Gdy  Pan Jezus będzie Królem i Panem naszego narodu,

wówczas my staniemy się  bardzo silnymi, bo wszyscy będą


starali się wypełniać Wolę Pana Jezusa,  nawet innowiercy


będą prosić o przyjęcie ich na łono Kościoła katolickiego". (282)


---------------------


Z cyklu: Koniec czasów czy koniec świata?


Zbawiciel  odchodząc z tej  ziemi do nieba, po dokonaniu ofiary na krzyżu Golgoty  pozostawił  chrześcijanom nadzieję. Oto Jego słowa:



"A  gdy odejdę i przygotuję wam  miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was  do siebie, abyście i wy byli  tam, gdzie Ja jestem". Oto pewna,  autorytatywna, czysta i dokładna  obietnica. Zbawiciel wyraźnie mówi:  "POWRÓCĘ!".

Ponieważ nauka o  powtórnym przyjściu Pana  zajmuje na kartach Pisma Świętego więcej  miejsca, niż inne nauki,  dlaczego mielibyśmy wątpić w Jego powrót? Skoro  w samym tylko Nowym  Testamencie obietnica ta wspomniana jest ponad 300  razy, dlaczego  mielibyśmy nie wierzyć Jego słowom, Jego proroczym  przyrzeczeniom i  obietnicom?


Dlaczego nadzieja powrotu naszego  Zbawiciela nie jest "błogosławioną nadzieją",  która daje nam jasny  promień światła w czasie trosk, cierpień i  różnego rodzaju kłopotów,  jakie często są udziałem naszego życia?
Dlatego powinniśmy  codziennie, niemal w każdej chwili wyglądać Jego  nadejścia?


Powinniśmy  się także przygotowywać na nie. Apostoł Paweł  pisał, że gotowość na  spotkanie z przychodzącym Panem powinna objąć: "ducha, duszę i ciało" 1  Tesal. 5,23).
Bóg zsyła Maryję na ziemię w różne miejsca, aby nam w  tym pomóc.Każdy  przecież będzie miał swój koniec świata z chwilą  śmierci,która może  nastąpić dzisiaj, jutro, pojutrze lub w zapowiadanej w  ewangelii  apokalipsie.


Nie trudno zauważyć, że Maryja bardzo wyraźnie  przynagla  ludzkość, aby wsłuchała się w odgłos kroków nadchodzącego  Zbawiciela.


------------------------------------------------------------------
Akita, Japonia 12VI-13 X 1973 (objawienie zatwierdzone)


"
Wielu   ludzi na tym świecie zasmuca Pana Jezusa. Bóg Ojciec  przygotowuje   nałożenie wielkiej kary na całą ludzkość. Aby ugasić gniew  Ojca   Niebieskiego, pragnę wraz z Mym Synem dusz, które podjęłyby się    wynagrodzenia za grzeszników i za ludzi niewdzięcznych. Niech ofiarują    one za tych ludzi modlitwę, pokutę, szczere ubóstwo, swe cierpienia i    odważne akty ofiary".

Święta Siostra Faustyna - fragmenty z Dzienniczka



Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi.


Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym.

Nasze refleksje kończymy słowami poety:

O,   daj nam Panie, natchnienie do wiary, albowiem wiara jest trudną   twórczością, która wymaga czujności sumienia, ognia pokory i woli, bez   której nie ma modlitwy ani nie ma skruchy  i świadomości popełnionych   grzechów...

Musimy zostać artystami wiary i nieustannie tę wiarę zdobywać, i wciąż od nowa zdobywać jej głębię..
O, daj nam, Panie, natchnieni do wiary.

R. Brandstaetter, "Dzień gniewu", Warszawa 1962).





=================