styczeń - luty - marzec 2018

DrukujEmail


styczeń -luty - marzec 2018

Drukuj



"Nasza barka"    

 
Kwartalnik "Domów Modlitwy św. Jana Pawła II"


I - II - III 2018


Witamy wszystkich, którzy wchodząc na naszą stronę, dotarli do "Naszej Barki".


Pozdrawiamy szczególnie tych, którzy dołączyli do "Domów Modlitwy św. JPII"  i są już zarejestrowani w naszej "Statystyce" jako dowód  "współpracy" ze św. Janem Pawłem II. Rozpoczynając nasze wspólne duchowe dialogi, prośmy Ducha Świętego o potrzebne łaski.
a
Duchu Święty, oświecaj nasze serca i umysły, abyśmy mogli rozeznać, co jest dobre, a co złe w naszej wędrówce ziemskiej do nieba. Kieruj naszymi myślami i uczuciami, aby wydały one owoc stokrotny, tak potrzebny w utrwalaniu modlitwy w naszych rodzinach.

Duchu Święty dotykaj i uzdrawiaj wszystkich nas złączonych w” DM św. JPII”. Pragniemy stać się  nowymi ogrodami wiary i miłości, aby wynagradzać Dwom Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi, za lekceważenie Ich Miłości i przykazań Bożych. Porusz nasze sumienia, wolę i chęć do  modlitwy, usuń zło, a zasadź dobro.

Otwórz nasze oczy na Twoje znaki obecnych czasów, oprzyj nas na Sobie jako na Kamieniu Węgielnym Kościoła i ogarnij swym gorącym Ogniem swych łask, abyśmy się stali świadkami nadziei dla zagubionego świata. Przyjdź Duchu Święty przyjdź! Wołamy do Ciebie z mocą!  Przyjdź Duchu Święty przyjdź!


Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niech go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu Niebieskich Zastępów, szatana i inne duchy złe które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen“. papież Leon XIII

---------------------

Od redakcji!

Umacniajmy się św. JPII!


Święty JPII  był wielkim mistykiem

Zakładajmy Domy Modlitwy św. JPII.


JPII z Domu Boga Ojca (Watykan, 2III 2011)

”Szukam  ludzi,   którzy by zakładali Domy

Modlitwy   mojego imienia,   przynajmniej

100 Domów na diecezję".


Nadzwyczajne motywacje do zakładania DM św. JPII

--------------------

Alarm   JP2 odnośnie losów  Kościoła i
świata

W 1981r. JPII w Fuldzie powiedział do Niemców:


Musimy przy­gotować się w niedługim czasie do przetrzymania wielkich rzeczy, które będą od nas wymagać gotowości, nawet utra­ty życia i oddania całego siebie Chrystusowi i dla Chrystusa...
Ile razy odno­wa Kościoła kąpała się we krwi? Tym razem też nie będzie inaczej. Musimy być silni i przygotowani, aby stawić czoło zbliżającym się próbom.

Alarm z Kibeho!!


Słowa JP2 wyprzedzają późniejsze słowa Maryi z zatwierdzonych przez Kościół objawień w Kibeho (Afryka 1981-1989). Są one wstrząsające i mobilizujące.

„Świat działa na własną zgubę, wkrótce wpadnie w otchłań, to znaczy pogrąży się w niezliczonych i nieustających nieszczęściach”.
„Jeśli nie okażecie skruchy i nie przemienicie waszych serc, wszyscy wpadniecie w otchłań”.


"Módlcie się bez przerwy za Kościół, ponieważ w najbliższym czasie czekają go poważne przykrości"
.


Alarm z Akita

Japonia ( 1975-1981 )  orędzia Matki Bożej dla Świata



alt


W Niedziele Wielkanocną, 22 kwietnia 1984 roku, biskup Ito opublikował list duszpasterski do wiernych swojej diecezji, orzekający nadnaturalność wydarzeń w Akicie. Tym samym ustanowił kult Matki Boskiej z Akity. Posłanie tam przekazane- powiedział, było takie samo, jak to przekazane przez Najświętszą Panienkę w Fatimie.


13 października przypadał w sobotę. Siostra Sasagawa nie wiedziała, że była to 56. rocznica ostatniego objawienia w Fatimie. Podczas porannej modlitwy wizjonerka ujrzała, jak z tabernakulum tryska nadprzyrodzone światło. W tej samej chwili figura Najświętszej Maryi Panny wydzieliła cudowny zapach, który wypełnił kaplicę. Kiedy siostra Agnes zaczęła odmawiać Różaniec, usłyszała słowa:

"Moja kochana córko, wsłuchaj się uważnie w to, co mam ci do powiedzenia. Powiesz to swemu przełożonemu.

Powiedziałam ci już, że jeżeli ludzie nie zaczną pokutować i nie poprawią się, Ojciec ześle na ludzkość straszliwą karę. Będzie to kara większa niż potop, nieporównywalna z niczym, co widział świat.

Ogień spadnie z nieba i unicestwi większą część ludzkości, dobrych na równi ze złymi, nie oszczędzając ani kapłanów, ani wiernych. Ci, co ocaleją, będą czuć się tak samotni, że będą zazdrościć umarłym.

Jedyną bronią, jaka wam pozostanie, to Różaniec i Znak pozostawiony przez mego Syna. Codziennie odmawiajcie Różańcowe modlitwy. Na Różańcu módlcie się za papieża, biskupów i kapłanów.
Działanie szatana przeniknie nawet Kościół, do tego stopnia, że będzie można zobaczyć kardynałów sprzeciwiających się innym kardynałom i biskupów występujących przeciwko innym biskupom.

Kapłani, którzy Mnie czczą, będą wyszydzani i prześladowani przez swych współbraci... świątynie i ołtarze będą plądrowane; Kościół będzie pełen tych, którzy pójdą na kompromis, a szatan będzie kusił wielu kapłanów i osoby konsekrowane, by opuścili służbę Panu.
Diabeł będzie występował szczególnie przeciwko duszom poświęconym Bogu. Powodem mego smutku jest myśl o zatraceniu tak wielu dusz.

Jeśli grzechy będą coraz liczniejsze i poważniejsze, nie będzie już dla nich przebaczenia.
Powiedz to odważnie swemu przełożonemu. On będzie wiedział, jak zachęcić was do modlitwy i podjęcia dzieł zadośćuczynienia".

--------------------



JPII chce ratować świat poprzez diecezje?


Podaje liczbę "100" jako warunek wyjściowy!!!

Podobną sytuację z liczbami, spotykamy w Starym Testamencie!!!

----------



Abraham i liczby "50,45,30,20, 10", jako warunek ocalenia

Sodomy i Gomory, podany
przez Pana.



Abraham, gdy dowiedział się, że Pan zamierza ukarać mieszkańców Sodomy i Gomory za ich bardzo ciężkie występki, wołał:

«Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają?

...Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich».

Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem.  Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?»

Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu».

Podbudowany miłosierdziem Pana, pytał potem jaka będzie decyzja Pana, gdy tych sprawiedliwych będzie tylko 40. 30. 20? Gdy i na te warunki zgodził się Pan, Abraham rzekł:
«O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?»

Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu».

Wtedy Pan, skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie.



----------------------

Apel do wszystkich diecezji Polski i świata:




Drodzy Państwo! Jeśli w Waszej diecezji nie ma Domów Modlitwy (św.) JPII, zróbcie wszystko, aby zrealizować wołanie JP2 . 

Z
ałóżcie przynajmniej 100 DM , które  będą omadlały diecezję. Na takie
"latarnie" , które nie będą trzymane pod korcem lub pod łóżkiem, czeka JPII.


Można mieć nadzieję, że podobnie jak do Abrahama, przez wstawiennictwo JPII, nasz Pan powie:



"Zachowam tą diecezję przez wzgląd na te «sto » DM


JPII"!!!

-------------

Dlaczego Matka Boża płacze?


Wizja słynnej niemieckiej mistyczki II poł. XIX w. Katarzyny

Emmerich


„ (…) Ujrzałam pałac o lśniących dachach. Na nim stał szatan na czatach. Widziałam, że spośród demonów związanych przez Chrystusa w czasie jego zstąpienia do piekieł, kilku się niedawno rozwiązało i wskrzesiło tę sektę (masonerii). Zobaczyłam, że inne zostaną uwolnione… (19.10.1823)

Ujrzałam straszne skutki działań wielkich propagatorów „światła” (Iluminaci) wszędzie tam, gdzie dochodzili oni do władzy i przejmowali wpływy albo dla obalenia kultu Bożego oraz wszelkich praktyk i pobożnych ćwiczeń, albo dla uczynienia z nich czegoś równie próżnego jak używane przez nich słowa: światło, miłość, duch. Usiłowali pod nimi ukryć przed sobą i innymi opłakaną pustkę swych przedsięwzięć, w których Bóg był niczym. (A. III 161) (…)

Zobaczyłam Kościół św. Piotra i ogromną ilość ludzi pracującą by go zburzyć. Ujrzałam też innych naprawiających go.

Linia podziału pomiędzy wykonującymi tę dwojaką pracę ciągnęła się przez cały świat. Dziwiła mnie równoczesność tego, co się dokonywało. Burzyciele odrywali wielkie kawały (budowli).

Byli to w szczególności zwolennicy sekt w wielkiej liczbie, a z nimi – odstępcy. Ludzie ci, wykonując swą niszczycielską pracę, wydawali się postępować według pewnych wskazań i jakiejś zasady. Nosili białe fartuchy, obszyte niebieską wstążką i przyozdobione kieszeniami z kielniami przyczepionymi do pasa. Mieli szaty wszelkiego rodzaju.

Byli pomiędzy nimi ludzie dostojni, wielcy i potężni w mundurach i z krzyżami, którzy jednak nie przykładali sami ręki do dzieła, lecz kielnią oznaczali na murach miejsca, które trzeba było zniszczyć. Z przerażeniem ujrzałam wśród nich także katolickich kapłanów. (…)

Widziałam Kościół ziemski, to znaczy społeczność wierzących na ziemi, owczarnię Chrystusa w jej stanie przejściowym na ziemi, pogrążoną w całkowitych ciemnościach i opuszczoną. (A. II. 352)

Wy, kapłani, wy się nie ruszacie! Śpicie, a owczarnia płonie ze wszystkich stron! Nic nie robicie! Och! Jakże płakać będziecie nad tym dniem! Gdybyście choć wypowiedzieli jedno ‘Ojcze nasz’. Widzę tak wielu zdrajców! Nie odczuwają cierpienia, kiedy się mówi: «Źle się dzieje.» W ich oczach wszystko idzie dobrze, byle tylko doznawali chwały tego świata”.

-----------------


Dlaczego Matka Boża płacze?

Kolumbia: Prokurator namawia do zabójstw


Kolumbijski prokurator generalny Edgardo Maya jest rozczarowany, że od czasu depenalizacji zabijania nienarodzonych przez Sąd Konstytucyjny w 2006 r., przeprowadzono w tym kraju „zaledwie 40 zabiegów aborcji”. Prokurator chce, aby było ich więcej.

Barack Obama: Ciąża jako „kara”...



Oświadczenie Baracka Obamy, że ciąża byłaby dla jego córek „karą”, wywołało oburzenie amerykańskich obrońców życia i stało się pretekstem do przypomnienia jego liberalnych poglądów na temat aborcji.

---------------

Objawienie św. Jana, Roz. 13,

A gdy usłyszycie wojny i wieści o wojnach nie trwóżcie się. Bo to się dziać musi: ale to jeszcze nie koniec.

 

 A wy miejcie się sami na pieczy. Bo was wydadzą do rad i w boźnicach was bić będą, a przed starosty i przed królmi dla mnie stawać będziecie, onym na świadectwo. Albowiem powstanie naród przeciwko narodowi, i królestwo przeciwko królestwu: i będą miejscami trzęsienia ziemi i głody. To jest początek boleści.


Eva Abdullah

17-letnia Eva Abdullah uwierzyła w Chrystusa trzy lata temu, choć wychowywała się w rodzinie muzułmańskiej. Po jej nawróceniu rodzice wyrzekli się jej. Islamiści z jej rodzinnego miasta Bagamoyo usiłowali przekonać ją do porzucenia wiary chrześcijańskiej. Gdy odmówiła, oskarżyli ją fałszywie o oddanie moczu na Koran.

W styczniu 2012 r. Eva została aresztowana i osadzona w więzieniu. 23 lipca 2012 r. odbył się jej proces i sędzia, najprawdopodobniej przekupiony przez islamskich bojówkarzy, którzy wysunęli przeciwko niej oskarżenie, skazał ją na dwa lata więzienia.


Bishoy Armia Boulous został skazany w Egipcie na 5 lat więzienia za nagłaśnianie przypadków niesprawiedliwego traktowania chrześcijan w tym kraju


Na północy Nigerii ciągle przybywa masowych grobów chrześcijan. Wyznawcy Chrystusa padają ofiarą bestialskich mordów ze strony islamistycznego ugrupowania Boko Haram oraz pasterzy z wyznającego islam ludu Fulbe.

Chrześcijanie, którzy uciekli przed terrorem Państwa Islamskiego do Kurdystanu, koczują w każdym możliwym miejscu.

Dlaczego Matka Boża płacze?

Stan Kościoła w jednym z państwa Unii Europejskiej
 

Kapłani na emeryturze chcieliby publicznie sprawować Msze Święte, ale odebrano im taką możliwość w większości przypadków. Młodsi kapłani zamiast odprawiać nabożnie Mszę Świętą i nabożeństwa, muszą biegać z zebrania na zebranie, które pochłaniają mnóstwo czasu, a na duszpasterstwo zostaje bardzo niewiele.
Większość  kapłanów opowiada się za wprowadzeniem memorandum, czyli zniesieniem celibatu, dopuszczeniem kobiet do święceń kapłańskich i wiele innych temu podobnych herezji.
Kapłani bardzo rzadko odprawiają obrzędy i Msze Święte pogrzebowe, a w większości przypadków pochówku zmarłych dokonuje asystentka pastoralna, albo główny ministrant.  Świeccy przejmują coraz więcej funkcji kapłańskich, jako asystenci pastoralni.
Bardzo niewielu ludzi korzysta z sakramentu pokuty, przystępując świętokradzko do Komunii Świętej, a oto cytat, do jakich skrajności i nadużyć dochodzi na porządku dziennym. Pewna szafarka świecka przyznała się, że nie była trzydzieści lat u Spowiedzi Świętej twierdząc, że nie ma jakichkolwiek grzechów i bez skrupułów nadal pełni tę funkcję w Kościele Świętym.

Kapłani niezwykle mocno zliberalizowali funkcję Spowiedzi Świętej, marginalizując jej znaczenie, czyniąc mało istotnym, nie ważnym detalem, tym samym doprowadzają do zabicia sumienia, wielu wiernych, którzy zatracają zagłuszone sumienie w poczuciu pozornej bezgrzeszności, niemal świętości. W........  na dobre powróci pogaństwo, albo  staną się krajem islamskim, co wskazuje napływ ludności tej orientacji, tego wyznania.

----------------------


Ratunek dla wiary i Kościoła


Ratunek tkwi w małych "trzódkach". Ich wzmożona modlitwa może nie tyle usunie zagrożenia, ile  może je zmniejszyć. Oto podstawowe lekarstwa:

1) Spowiedź comiesięczna, coniedzielna lub codzienna msza św.

2)Adoracje Najśw. Sakramentu

3) Różaniec, Koronka do Bożego Miłosierdzia Droga Krzyżowa...


4) Czytanie Pisma Świętego

5)Udział we wspólnotach i ruchach katolickich


--------------------



Medziugorie - wielkie współczesne wołanie

Maryi o


modlitwę


alt

W Medziugorie   Maryja niezmiennie  głosi wielką potrzebę  odmawiania różańca, jako podstawowego ratunku dla świata. Podobnie jak było w Fatimie i wielu innych miejscach.

Maryja

Dzisiaj księżom nie jest łatwo pozostać wiernymi. Pomóżcie im przez swoje modlitwy!

Księża nie potrzebują waszej krytyki, oni potrzebują waszych modlitw, waszej miłości. Proszę was, żebyście pomagali swoim księżom.

Różaniec nie ma być dekoracją mieszkania, choć wielu osobom służy tylko do tego. Mówcie wszystkim, aby go odmawiali. Odmawiajcie różaniec w gronie rodzinnym, proszę o to.


Rozejrzyjcie się wokół siebie. Spędzajcie więcej czasu na zbliżaniu się do Boga w kościele. Przyjdźcie do domu waszego Ojca. Spędzajcie więcej czasu w gronie rodziny, aby modlitwą wyjednać łaskę Bożą.

Nie  patrzcie z pogardą na żebraka, który żebrze o kawałek chleba! Nie odpychajcie go od waszego stołu, na którym panuje obfitość! Pomóżcie mu, a Bóg pomoże wam!...

Szatan ma na was wpływ w tych sprawach .Nie poddawajcie się! Módlcie się razem ze Mną! Nie zwódźcie samych siebie myśląc: ja jestem dobry, ale brat obok mnie nie jest dobry. To nie byłoby słuszne w odniesieniu do was samych.

Kocham was, bo jestem waszą Matką i dla tego was  uprzedzam. Istnieją  tajemnice, moje dzieci. Ludzie nie wiedzą ,na czym one polegają. Kiedy się dowiedzą będzie już za późno.


Our Lady of Medjugorje quotes

======


„Moje dzieci, bez modlitwy nie możecie żyć i mówić, że jesteście moimi. Modlitwa jest radością. Modlitwa jest tym, czego pragnie ludzkie serce. Dlatego przybliżcie się, dzieci, do mojego Niepokalanego Serca, a odkryjecie Boga.”
Mirjana during an apparition

"Drogie dzieci,zbieracie się wokół mnie, szukacie waszej drogi, szukacie, szukacie waszej prawdy, ale zapominacie o rzeczy najważniejszej:zapominacie modlić się właściwie. Wasze wargi wymawiają niezliczone słowa, ale wasz duch niczego nie doświadcza. "

-------------------------

Krótkie świadectwa ludzi o wielkiej mocy Medjugorje. Teksty zebrane z archiwalnych wydań Echa Medjugorje .


                    „W imię Jezusa wstań i idź”


Pani Duncan Hearther przez 5 lat pozostawała unieruchomiona na wózku, przymocowana paskami opasującymi piersi i górne partie ciała. Był to skutek wypadku drogowego, z którego wyszła sparaliżowana. W październiku 1990 r. przybyła z pielgrzymką szkocką, w której uczestniczył również służący jej pomocą ojciec Peter Roocky z pochodzenia Irlandczyk.

Gdy ksiądz pomodlił się nad kobietą na wózku, wstała i zaczęła chodzić.

25 marca tego oku pani Duncan wróciła do Medziugorja, by podziękować Panu za doznaną ogromną łaskę. Towarzyszyła jej telewizja szkocka, by nakręcić film dokumentalny. Jak wykazywały zdjęcia radiologiczne potwierdzały to diagnozy lekarzy — kobieta normalnie nie powinna móc chodzić, a nawet zakładając, że któregoś dnia stałoby się to możliwe, najmniejszy ruch miał sprawiać jej wielki ból. Tym razem pani Duncan przywiozła ze sobą oświadczenia lekarza, które stwierdzało: nie ma powodu, by wątpić w uzdrowienie, które pozwoliło p. Duncan chodzić.


   Słynny śpiewak operowy i jego tajemnica


Krunosłav Cigoj zgłosił się wraz z żoną do biura parafialnego 2 kwietnia późnym popołudniem. Okazało się. że była to jego piąta podróż do Medziugorja. Wcześniej przyjeżdżał zawsze sam, nie ujawniając się. Po raz pierwszy przybył ciężko chory — oddychał z wielkim trudem. Odpowiadał:

„Przybyłem tu sam, zupełnie pusty, nic pragnąłem niczego, poza tym, żeby znaleźć się tu w Medziugorju. Poszedłem na Podbrdo. Byłem przygotowań) na wszystko. W Boga wierzę, ale na swój sposób. Kiedy zszedłem z Góry Objawień, poszedłem do restauracji zamówiłem posiłek.

W czasie czekania na ten posiłek — doznałem przedziwnego wrażenia: poczułem w całym ciele, jakby mrowienie, coś w rodzaju prądu, coś nie dającego się opisać. Można powiedzieć — wielka radość.

Po tym wszystkim znów mogłem normalnie oddychać, czułem, jakbym się od czegoś uwolnił. Wróciłem do domu, sam. Teraz czuję się dobrze, jestem zdrowy. Lekarze z Zagrzebia, Paryża i Ameryki dawali mi zaledwie trzy miesiące życia. Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia również dlatego, że dało mi ono wiele. O ile dotąd przyjeżdżałem do Medziugorja prywatnie, następnym razem wystąpię publicznie śpiewając na cześć Matki Najświętszej. ( Z Chorwackiego tłum. s. Marg. Makarović — Udine)


-----------------------

Jan Paweł II


alt1)  Siewca Bożego Słowa

-Kapłan jest człowiekiem żyjącym sa­mot­nie po to, aby in­ni nie by­li samotni.

-Rodzi­na Bo­giem sil­na, sta­je się siłą człowieka i całego narodu.

-Służyć Chrys­tu­sowi to wolność.

-Bądźcie na tym świecie no­siciela­mi wiary i nadziei chrześci­jańskiej, żyjąc miłością na co dzień. Bądźcie wier­ny­mi świad­ka­mi Chrys­tu­sa zmar­twychwstałego, nie co­faj­cie się nig­dy przed przeszko­dami, które piętrzą się na ścieżkach Wasze­go życia. Liczę na Was.


2) Człowiek  nadzwyczajny

Tajemnice Jana Pawła II

Andreas Englisch redaktor-pisarz


Im więcej czasu spędzałem w pobliżu Karola Wojtyły, tym częściej zadawałem sobie pytanie, czy rzeczywiście w otoczeniu tego człowieka dzieje sie coś wyjątkowego, coś nadprzyrodzonego, czy też mam do czynienia z wytworem własnej wyobraźni....Czy człowiek za życia może dokonywać cudów?

Kiedy więc pojawiały się relacje ludzi, którzy twierdzili, że Karol Wojtyła w jakiś niewytłumaczalny sposób uzdrowił ich z nieuleczalnych chorób, kiedy pojawiali się świadkowie tych wydarzeń, szedłem ich tropem i gromadziłem fakty.

Któregoś jednak dnia wziął mnie na stronę ówczesny rzecznik Watykanu Joagufn Navarro-Vals, spojrzał głęboko w oczy i powiedział:-On tego nie chce. -Czego? zapytałem.

On nie chce, żebyś badał te przypadki. On nie chce i koniec.Jeżeli zdarza się cud , to za sprawą Boga, a jeżeli ma to miejsce w jego otoczeniu, musi pozostać tajemnicą...-Zachowaj to więc, proszę dla siebie, dopóki on żyje, bo nie chce, żeby ktoś uważał go za jakieś wyjątkowe zjawisko.Mówi, że jest zwyczajnym śmiertelnikiem.

Sylwia
J
ezus powiedział: szukajcie a znajdziecie. Ja zaczęłam Go szukać i pomału odnajduję, trudno mi bylo pojąć istotę Boga, a przez to, że nie potrafiłam Go pojąć nie miałam prawdziwej wiary.Wszystko zaczęło się przez Ojca ŚwiętegoJana Pawła.

W dniu śmierci Papieża może więcej świata odczuło namacalnie jego stratę i po tym wielu ludzi zaczęło się zastanawiać, ziemia jakby się zatrzymała.Papież był ogromnym darem od Boga, bo właśnie w nim mogliśmy zobaczyć Boga i świętość.

On pokazał, że świętość nie jest nudna, ale piękna, myślę, że dla współczesnego człowieka właśnie ktoś taki był niezbędny.Pamiętam blask, który bił od Papieża, kiedy przejeżdżał ulicami Krakowa, byłam wtedy dzieckiem, ale to ze mną zostanie na zawsze; jest to jedno z piękniejszych przeżyć.Tak się zaczęło, od tej Skały moje poszukiwanie.Stwierdziłam,że jeżeli on mówi, że Bóg naprawdę jest, to ja mu wierzę.


3) Uzdrowiciel

Kardynał Francesco Marchisano (85 l.) odzyskał głos po tym, jak Ojciec Święty dotknął jego szyi

Papież potrafił nie tylko wymodlić cofnięcie nowotworu. Był też w stanie przywrócić komuś głos. Włoski kardynał Francesco Marchisano (85 l.) kilka lat przed śmiercią Ojca Świętego przeszedł nieudaną operację tętnicy szyjnej. Duchowny zaczął mówić tak cicho, że nie sposób było się z nim porozumieć. Miał jednak szczęście - był bliskim współpracownikiem Jana Pawła II. Pewnego dnia Papież podszedł do niego, dotknął jego szyi i powiedział: - Nie martw się, Pan na nowo da ci głos. Wkrótce kardynał w pełni odzyskał zdolność mówienia.


4) Człowiek zwyczajny

Józef Mucha, który przez 16 lat był kierowcą kard. Karola Wojtyły. Mieszkał w Wierzchosławicach pod Tarnowem

Młody Józef nie bał się wyzwań, jakie niosło życie i przeniósł się do Krakowa. Dzięki znajomościom swojego wuja został kierowcą w Tygodniku Powszechnym, gazecie wydawanej wówczas przez kurię krakowską. Tam jeździł tylko 15 miesięcy, ponieważ kardynał Stefan Sapieha poprosił go, aby został jego prywatnym kierowcą. Podjęcie tej pracy było dla niego przeżyciem niemal traumatycznym.

Przecież on był zwykłym chłopakiem z wioski, a tu książę, kardynał, wielki Sapieha, którego znał cały świat! Na początku trochę się wahał, bał się, ale w końcu przystał na propozycję kardynała. Kiedy pierwszy raz miał wieźć Sapiehę to tak się zdenerwował, że nie znalazł jedynki, chociaż na skrzyni było normalne H. Z dwójki ruszył, ale kardynalski chevrolet był na tyle mocny, że pociągnął z dwójki. I od tego czasu zamieszkał na stałe w budynkach kurii krakowskiej. Po śmieci Sapiehy woził arcybiskupa Baziaka, a potem Karola Wojtyłę i jeszcze po nim kardynała Macharskiego. Szczyci się tym, że nie ma takiego drugiego kierowcy, który by trzech kardynałów woził!

Karola Wojtyłę znał od wczesnych lat pięćdziesiątych. Wspomina, że przychodził często do kurii w takim leciutkim płaszczu, a pod pachą nosił owinięty w beret brewiarz.

Lepiej poznał go dopiero po jego nominacji na biskupa pomocniczego, a później, kiedy został już jego osobistym kierowcą ich kontakty stały się czymś codziennym. Służyłem mu wiernie – mówi pan Józef – nieważne czy świątek, czy piątek, noc czy dzień, jak trzeba było jechać to się jechało. A woził go wszędzie, najczęściej po Krakowie i po diecezji, ale przez lata także do Lublina na KUL, na konferencje episkopatu. W 1966 roku przy uroczystościach milenijnych objechali całą Polskę wzdłuż i wszerz, ale woził go również na owiane już legendą letnie obozy kajakowe i na narty. Najpierw warszawą, później oplem admirałem, a potem zdarł jeszcze dwie wołgi.

Nigdy nie mieli wypadku czy kraksy. Byłem przekonany, że nic się nie stanie – wspomina pan Józef – ja wiedziałem, że wiozę człowieka świętego.

W czasie drogi rzadko rozmawiali. Kardynał Wojtyła cały czas spędzał na czytaniu i modlitwie. Czasem prosił, żeby się zatrzymać na chwilę. Pan Józef szedł na krótki spacer po lesie, a kardynałowi wystarczała ta chwila, żeby zapisać cztery, pięć stron.

Ponieważ często trzeba było jechać w nocy, albo wczesnym rankiem, pan Józef zamontował kardynałowi taki specjalny pulpit i lampkę do pracy w samochodzie. Dzięki tej lampce ich samochód był znany w całym Krakowie. Kiedy stali na światłach, albo przejeżdżali obok przystanków, ludzie pozdrawiali kardynała, cieszyli się, a on serdecznie ich błogosławił. Z czasem i w Warszawie tak samo było. Kiedy jeździli z nami przyjaciele kardynała, filozofowie, literaci to – mówi pan Józef – takie uczone dysputy prowadzili, że choćby mnie nie wiem jak UB do muru przyciskało, to za żadne skarby tego bym nie powtórzył, bo za mądre na moją głowę to było.

Po UB zostało mu złamane ucho. Ubek zirytowany kolejną odmową współpracy tak go uderzył, że wylądował na ścianie i wtedy to ucho mu pękło. Bliznę ma do dziś. Różnych sposobów się imali, żeby pana Józefa nakłonić do współpracy. Zarzucano mu kradzież benzyny albo opon, albo sugerowano rzekomą ucieczkę z miejsca wypadku. Ale miał niezawodną na nich metodę. Prowadził bardzo dokładne notatki, w których opisane były wszystkie trasy, jakie zrobił, daty, ilość zużytego paliwa i tak dalej. Mając taką podkładkę nie dał sobie nic wmówić.

UB bardzo często śledziło samochód kardynała. Z czasem do tego przywykli, a kardynał miał w zwyczaju odwracać się w kierunku agentów i serdecznie ich błogosławił. Ci, jakby zmieszani, rezygnowali z pościgu.

A pościgi się zdarzały. Raz kardynał jechał na wakacje w Bieszczady i niekoniecznie chciał, żeby UB wiedziało gdzie jedzie, więc pan Józef musiał ich zgubić. Udało mu się to w Krakowie, ale złapali ich znowu w Krośnie. Wtedy wcisnąłem gaz do dechy, powiedziałem do kardynała: „Ja im pokażę” – opowiada z wypiekami na twarzy pan Józef – i wjechałem pod prąd w jednokierunkową na remontowanym moście i musieli odpuścić. Dziś pan Józef żałuje tylko, że te zeszyty z podróży wyrzucił do śmieci, kiedy wyprowadzał się z Franciszkańskiej. Mogły być teraz bezcenne.


------------



Św. Józef-święty trzeciego tysiąclecia



Z ewangelii bardzo mało wiemy o św. Józefie. Nie pozostawił żadnych pism, dzieł sztuki. Nie pisali o nim klasycy literatury, czy historycy. Nie pozostało absolutnie nic z tego, co on wykonał, żaden sprzęt, żaden przedmiot, żadna budowla. Pozostało natomiast coś lepszego: z warsztatu tego rzemieślnika wyszedł Ten, który zbudował wszechświat, Ten, który dzień po dniu kształtuje nowy świat, Jezus Chrystus.

Marta Robin, francuska mistyczka, przekazała, że św. Józef będzie świętym trzeciego tysiąclecia; na nowo będzie odkryty przez lud Boży i będzie miał wobec niego specjalną misję do spełnienia.

Do budowania Domów Modlitwy bł.JP2  zaproszony jest więc św. Józef z całą mocą.

W litanii zawarte są nasze wołania, a wśród nich, to bardzo aktualne w tych czasach:

„Św. Józefie, postrachu duchów piekielnych, módl się za

nami”.


Na kłopoty... św. Józef
----------------

Wdzięczna mama

Prowadzę pielgrzymki do różnych miejsc. Jadąc do Lichenia zawsze wstępujemy, aby modlić się u św. Józefa w Kaliszu. W 2000 roku dałam na Mszę św. w intencji syna i jego rodziny oraz w intencji córki Marty, która ma czworo dzieci. Mieszkała ona czternaście lat w domu z rodzicami i rodzeństwem. Prosiłam św. Józefa o wstawiennictwo, aby mogła otrzymać jakieś mieszkanie.

Św. Józef wyprosił łaskę mieszkania dla córki. Niedługo dowiedzieliśmy się o mieszkaniu, którego właścicielka była w Stanach, a córka jej miała pełnomocnictwo i mogła to mieszkanie sprzedać. Właścicielka zadzwoniła do mojej córki i do nas, że możemy spłacić w ratach. Nawet bym sobie lepiej nie wymarzyła. Są szczęśliwi i my również. Gorąco dziękuję wstawiennictwu św. Józefa za otrzymaną łaskę.
13/ Znalazłam pracę

Maria z Legnicy

Chciałam złożyć świadectwo otrzymania łask przez wstawiennictwo św. Józefa. Dokładnie w miesiąc po zakończonej Nowennie do św. Józefa, w której polecałam prośbę o pomoc w znalezieniu pracy, po dość dziwnym zbiegu okoliczności, zapytano mnie czy mogłabym podjąć pracę jako księgowa, czyli zgodnie z wykształceniem i zamiłowaniem, co ciekawe w Caritas, o czym marzyłam od lat.
Stała się cała seria cudów. Blisko trzy lata byłam bez pracy, bez środków do życia. Nagle też obiecano mi pracę we Włoszech, przed czym bardzo się broniłam. Mam prawie 50 lat i nie chcę „za chlebem” na starość wyjeżdżać za granicę. Wszystko wskazuje na to, że pomimo moich braków św. Józef okazał się szczodry.
Na koniec chciałam powiedzieć bezrobotnym, że ten czas jest czasem danym przez Pana Boga, aby więcej czasu poświęcić na modlitwę oraz uczestniczyć każdego dnia we Mszy św. i zaufać wbrew wszystkiemu.
Nauczyłam się tego będąc blisko 7 lat bezrobotną. Gdy pokładałam ufność w ludziach nic z tego nie było, gdy zaufałam Panu Bogu stał się cud. Pan Bóg naprawdę nosił mnie na rękach i niczego mi nie brakowało, ale pamiętam aby za wszystko co mam i za to czego nie mam Panu Bogu dziękować.

-------------------------


Św. Faustyna

Jezus:

Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie.

Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy - czyn, drugi - słowo, trzeci - modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku mnie.

Córko moja, bądź zawsze dzieckiem wobec zastępców moich, bo inaczej nie będziesz korzystać z łask moich, które przez nich zsyłam na ciebie.

--------------------

        
Cytat z "Dzienniczka" nr 1628

św. Faustyna:

Podczas Mszy świętej ujrzałam Jezusa rozciągniętego na krzyżu - i powiedział mi:

 Uczennico Moja, miej wielką miłość do tych, którzy ci zadają cierpienie, czyń dobrze tym, którzy cię nienawidzą. - Odpowiedziałam:
 
O mój Mistrzu, przecież Ty widzisz, że nie mam uczucia miłości dla nich, i to mnie martwi. - Jezus mi odpowiedział:
 Uczucie nie zawsze jest w twej mocy; poznasz po tym, czy masz miłość, jeżeli po doznanych przykrościach i przeciwnościach nie tracisz spokoju, ale modlisz się za tych, od których doznałaś cierpienia, i życzysz im dobrze.

Świadectwo:

Z Jezusem z Łagiewnik w Krakowie spotykam się od dziecka, a mam już 42 lata. To On jest w każdym momencie mojego życia, to koronka i siostra Faustyna nigdy mnie nie opuszczają.W najtrudniejszych chwilach mojego życia, wtedy gdy wszystko zawodzi, gdy sytuacja wydaje się nie do rozwiązania, przychodzi On, mój ukochany Jezus.


Danuta
Jezu, Ty mnie nieustannie prowadzisz, żadne moje doświadczenie ani żadna radość nie były bez Ciebie, a tyle ich było przez 50 lat mojego życia. Dzisiaj znowu ukazałeś mi swoje Miłosierdzie, sam rozwiązałeś sprawę urzędową, która po ludzku od pół roku była nie do rozwiązania.

Wiem, że to Ty upomniałeś się o sprawiedliwość. Uwielbiam Ciebie, niech Cię uwielbia cały świat, dziękuję Ci za sąsiadów i urzędników, to przez nich Ty sam działasz, dziękuję Ci, Panie.

----------


Z  cyklu:Życie o.Pio

WSPOMNIENIA O OJCU PIO


Pierwszy zanotowany cud Ojca Pio wydarzył się w roku 1908.  Mieszkał w tym czasie w klasztorze Montefusco.  Jednego dnia Ojciec Pio zebrał w pobliskim lesie kasztany do torby i wysłał w prezencie do Pietrelcina do jego cioci Darii.  Kobieta otrzymała kasztany, zjadła je, a torbę zatrzymała na pamiątkę.  Kilka dni później szukała czegoś w szufladzie gdzie jej mąż zwykle trzymał proch do pistoletu.  Był wieczór więc oświetlała sobie pokój świeczką. Nagle szuflada zapaliła się od świeczki, a od niej ciocia Daria. Szybko złapała torbę którą przesłał jej Ojciec Pio i przyłożyła do twarzy.  Momentalnie, ból zniknął, a żadnych ran, blizn i poparzeń nie pozostało na jej twarzy.
-------------
Podczas drugiej wojny światowej, we Włoszech, racjonowano chleb.  W Ojca Pio klasztorze bywało dużo gości oraz biednych którzy żebrali o jedzenie.  Jednego dnia zakonnicy poszli do refektarza i zauważyli że w koszyku był tylko 1 kilogram chleba.  Bracia pomodlili się i siedli żeby się posilić.  Ojciec Pio wszedł do kościoła, a wychodząc po chwili, niósł kilka bochenków chleba w rękach.  Przełożony zapytał Ojca Pio: „Skąd wziąłeś te bochenki?”  Ojciec Pio odpowiedział: „Pielgrzym przy drzwiach mi je dał.” Wszyscy milczeli, ale każdy wiedział że tylko Ojciec Pio mógł spotkać takiego pielgrzyma.

Raz w klasztorze Ojca Pio, zakonnik zapomniał konsekrować wystarczająco Hostii na Komunię Świętą.  Z tego też powodu była ich mała ilość do rozdania.  Ale gdy po spowiedzi Ojciec Pio udzielał Komunii, dużo więcej Hostii pozostało niż było konsekrowanych.
-----------------
Duchowna córka Ojca Pio czytała jego list przy drodze.  Wiatr powiał i wyrwał jej list z rąk. List leciał i leciał w dół drogi, przez łąkę aż wreszcie opadł na kamieniu.  W ten sposób kobieta odzyskała list.  Dzień później, spotkała Ojca Pio który jej rzekł, „Musisz uważać na wiatr następnym razem.  Gdybym nie przytrzymał listu moją nogą, odleciałby daleko w dolinę.”

 Św. 0jciec  PIO:

"Bądź pokornego serca,uważaj na słowa, postępuj roztropnie. Zachowaj umiar w rozmowach,nie ustawaj w pobożnej lekturze,bądź uważna w tym co robisz,niewinna w tym ,co mówisz.


Nikomu nie bądź niemiła,wszystkim okazuj życzliwość,a przełożonym szacunek.


Zachowaj oczy od złego spojrzenia, a usta od zuchwałego słowa.

Żadnego nieskromnego zachowania,ni swawolnego gestu,żadnego  wyzywającego ruchy,ni zalotnego głosu. Twoje zachowanie  i wygląd mają być żywym odbiciem piękna twojej duszy. /Epist.III,88 n/

-------------

Niesamowite świadectwo  

W wyniku uderzenia pioruna znalazła się w śpiączce, była po tamtej stronie życia i wróciła.  Głosi światu, jakie grzechy popełniła, według rozeznania otrzymanego od Boga.

Dzisiaj o grzechach wynikających z I- go Przykazania Bożego




Trafiona przez piorun

Stałam u bram nieba i piekła -Świadectwo Glorii Polo-cz.1

Wstęp


Pani dr Gloria Polo jest Kolumbijką, dentystką. W 1995r. podczas burzy uderzył w nią piorun, i większość ciała łącznie z organami wewnętrznymi została nie  tylko poparzona lecz spalona.  „Umarła”, to znaczy była tak poważnie ranna, że przez kilka dni znajdowała się w śpiączce i przy życiu podtrzymywały ją tylko szpitalne urządzenia medyczne.

"Co do mnie, piorun przeszedł przez ramię i w straszliwy sposób spalił całe moje ciało, wewnątrz i na zewnątrz.  To moje odnowione ciało, które widzicie teraz przed sobą, zawdzięczam Bożemu Miłosierdziu – to wyraz Miłosierdzia naszego dobrego i kochającego nas ponad wszystko Boga. Całe moje ciało było wskutek tego silnego uderzenia pioruna zwęglone, moje piersi zniknęły, przede wszystkim po lewej stronie, gdzie wcześniej znajdowała się pierś, była teraz wielka dziura. Nie miałam już ciała; zarówno żebra, brzuch, podbrzusze, nogi i wątroba były całkowicie zwęglone".

Gdyby je wyłączono, natychmiast umarłaby. Opiekujący się nią lekarze spisali ją już całkowicie na straty i chcieli odłączyć aparaturę. Jedynie jej siostra, która również jest lekarzem, obstawała za tym, by urządzenia nadal pracowały. Podczas śpiączki Gloria Polo znajdowała się po drugiej stronie rzeczywistości, w zaświatach i mogła następnie powrócić do życia, by dać świadectwo tym, którzy nie potrafią uwierzyć. Przyniosła nam stamtąd ważne orędzie. Przeszła sąd nad swoim życiem według 10- ciu przykazań.

Słyszy głos:

„No dobrze, jeśli naprawdę jesteś katoliczką, z pewnością możesz Mi powiedzieć, jak brzmi Dziesięć Przykazań Bożych!”

Co za nieoczekiwane wyzwanie dla mnie. Mam się teraz ośmieszyć. Sama sobie zastawiłam tę pułapkę moim krzykiem i deklaracją. Cały świat ma teraz dowiedzieć się o mojej niesłowności i moim kłamliwym wyznaniu. Jaka straszna perspektywa dla mnie. Możecie to sobie wyobrazić? Wiedziałam, że było Dziesięć Przykazań. Nic więcej. Nic, zupełna ciemnota. Rany, jak ja się z tego wyplączę? Co mam teraz zrobić? Tylko się nie poddawaj, jakoś to będzie!

Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej…

Moja matka zawsze mówiła o pierwszym przykazaniu miłości. Nareszcie jej słowa mają jakąś wartość dla mnie. Jej ciągłe napomnienia i pouczenia nie były więc nadaremne. Wybiła zatem godzina, by udowodnić, jaką to jestem grzeczną i posłuszną córeczką. Moja mama ucieszy się z tego. Przekonajmy się, czy z tą szczątkową wiedzą dam sobie radę, nie ujawniając mojej pozostałej ignorancji.

Myślałam, że ze wszystkim sobie poradzę, tak jak to było w moim życiu. Miałam zawsze najlepsze wymówki i zawsze mogłam się ze wszystkiego wykaraskać. Zawsze tak się usprawiedliwiałam i broniłam, że po prostu nikt nie zauważał tego, czego nie wiedziałam i czego nie potrafiłam. Tak oto wyobrażam to sobie teraz i zaczynam po prostu mówić:

„Pierwsze przykazanie brzmi: Kochaj Boga ponad wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego!”

I słyszę odpowiedź: „Doskonale!” Zaraz po tym ten sam miły głos mówi: „A ty, kochałaś swoich bliźnich?”

Odpowiadam prędko: „Tak, tak, kochałam ich; tak, naprawdę ich kochałam. Tak, kochałam ich!”

Z drugiej strony dochodzi do mnie: „Nie!”
Krótkie, krystalicznie czyste ‘nie!’ Słuchajcie teraz, proszę, uważnie! Gdy usłyszałam to ‘nie’, trafił mnie jakby piorun, wtedy dopiero tak naprawdę poczułam uderzenie pioruna. To było jak szok, byłam jak sparaliżowana. A głos mówił dalej:

„Nie, nie kochałaś swego Boga ponad wszystko! A jeszcze mniej kochałaś swego bliźniego jak siebie samą! Ulepiłaś sobie własnego Boga. Utworzyłaś go sobie tak, jak ci akurat pasowało. Tylko momentami dawałaś swemu Bogu miejsce w życiu, gdy byłaś w największej potrzebie. Był twoim przyciskiem alarmowym!

Rzucałaś się na ziemię przed Nim, gdy byłaś jeszcze biedna, gdy twoja rodzina żyła w prostych warunkach, a ty koniecznie chciałaś mieć wykształcenie zawodowe i pozycję społeczną. Tak, wówczas modliłaś się każdego dnia i spędzałaś na tym wiele czasu. Wiele godzin błagałaś Pana, prosiłaś Go na kolanach.

Bezustannie prosiłaś o to, by uwolnił cię z nędzy, by umożliwił ci wykształcenie zawodowe i aby pozwolił ci być kimś poważanym w społeczeństwie. Kiedy byłaś w potrzebie, chciałaś po prostu pieniędzy.

‘Odmówię zaraz różaniec, Panie, ale nie zapomnij dać mi pieniędzy!’ – tak wyglądało wiele twoich modlitw! I to była twoja relacja z Bogiem! Tak obchodziłaś się ze swym Bogiem, i według własnych wyobrażeń przyznawałaś Mu miejsce w swoim życiu!”

To prawda, w taki sposób traktowałam Pana Boga w moim życiu. To smutna prawda, której nie mogę upiększyć ani jej zaprzeczyć. Mogę dodać jeszcze, że Bóg był dla mnie swego rodzaju bankomatem. Wrzucałam „różaniec” i musiała wtedy wysypać się pewna suma pieniędzy. Taka była moja relacja z Bogiem.

Pokazano mi to i zdałam sobie z tego sprawę. Gdy tylko Pan pozwolił mi otrzymać dobre wykształcenie zawodowe, gdy tylko sprawił, że znaczyłam coś w społeczeństwie, że byłam „kimś”, gdy tylko pozwolił na wzbogacenie się, tak że mogłam sobie na wiele pozwolić, nagle Bóg stał się nieważny dla mnie – stał się poboczną rzeczą w moim życiu.  Zaczęłam być zarozumiała – zarozumiałość to bardzo niebezpieczny odcinek na drodze życia! Moje ego stało się gigantyczne!

Nie byłam zdolna nawet do najmniejszego odruchu miłości, ani do wdzięczności wobec Pana! Być wdzięczną? Nigdy, przenigdy! Niby czemu! Przecież sama wszystko osiągnęłam! Stałam się ‘kimś’. Ja sama osiągnęłam wszystko to, o czym marzyłam. Byłam całkowicie ślepa, nie mogłam już przypomnieć sobie swoich próśb i błagań! Niemożliwością było dla mnie powiedzieć: „Panie, dziękuję za kolejny dzień, który mi darujesz! Dziękuję za moje zdrowie! Dziękuję Ci za życie i zdrowie moich dzieci.

Dziękuję Ci za to, że mamy dach nad głową; pomóż również biednym ludziom, którzy są bezdomni i nie wiedzą, czym się dziś pożywią! Daj im przynajmniej coś do jedzenia; nie pozostawiaj ich samych; wspomóż ich!”

Niczego z tego wszystkiego nie mogłam powiedzieć. Nie byłam do tego zdolna. Nie myślałam też o tym. Byłam wyłącznie skupiona na sobie. Moje ‘ja’ wystarczało mi.

I tak oto byłam najbardziej niewdzięczną istotą, jaką tylko można sobie wyobrazić.  Co więcej, ponieważ nie byłam zdolna do okazania wdzięczności, nawet gardziłam Bogiem i wystawiałam Go na pośmiewisko.

/Ezoteryka – Reinkarnacja/

Bardziej niż w Niego wierzyłam w Merkurego, Wenus i inne ciała niebieskie. Amulety były dla mnie ważniejsze niż Bóg. Byłam zaślepiona astrologią oraz czytaniem z gwiazd i rozpowiadałam wokół, jak to gwiazdy wpływają na moje życie i pozytywnie je kształtują. Astrologia to jedna z rys w naszym duchowym życiu, na które nie zwracamy uwagi. I gdy później zauważamy, jak jesteśmy zaplątani w te sztuczki, będące również demonicznego pochodzenia, wówczas jest już zwykle za późno, by się z tego wyrwać.

Zaczęłam wtedy ulegać modnym trendom ducha czasów. Wszystkie nauki – nawet jeśli były wytworem chorych umysłów – były dla mnie bardziej interesujące niż Radosna Nowina Pana. To wszystko było o wiele bardziej na czasie niż Pismo Święte i dwutysiącletnia nauka Kościoła Katolickiego. Toteż zaczęłam wierzyć, że się po prostu umiera i potem zaczyna się żyć na nowo. Reinkarnacja była dla mnie wygodną nauką, wypełniającą moje pozbawione wiary życie. Wdzięczność dla mojego Stworzyciela była czymś obcym. Po prostu nigdy o tym nie myślałam.

Łaska była słowem, które wykreśliłam z mojego słownika – była dla mnie obcym pojęciem, którego znaczenia kompletnie zapomniałam i już nie potrzebowałam dla mojego stylu życia. A już zupełnie nie byłam świadoma tego, że Pan zapłacił za mnie wysoką cenę, że i ja zostałam odkupiona ceną Jego Przenajdroższej Krwi. Wszystko to stało mi się jasne podczas egzaminu z Dziesięciu Przykazań – dzięki słowom i pytaniom tego niebiańskiego głosu. Teraz ujrzałam to wszystko całkiem wyraźnie. Ślepota została jakby zmyta.

Sprawdza mnie i chce wiedzieć, co wiem o Dziesięciu Przykazaniach. I pokazuje mi, że udawałam, że wmawiałam sobie, że czczę Boga; że kocham Pana. Uderza we mnie moimi własnymi słowami. Co to ma znaczyć? Mam być po prostu odesłana do diabła, do piekła?

Gdy pewnego razu przyszła do mego gabinetu miła kobieta, by okadzić moje pomieszczenia swoją mieszanką z ziół, spryskać esencjami na szczęście i odprawić rytuał odpędzania nieszczęść, powiedziałam do niej: „Nie wierzę w takie bzdury. Ale niech pani to zrobi, nigdy nie wiadomo. Jeśli nie zaszkodzi, to tylko wyjdzie na dobre!” I tak oto wypowiedziała magiczne zaklęcia i rozpyliła swoje eliksiry, by w ten sposób wypełnić pomieszczenia szczęściem i dobrym samopoczuciem. Pozwoliłam, aby ta prymitywna magia i te przeciwstawiające się mojej nauce zabobony więcej miały wpływu na moje życie, niż Pan i Jego Radosna Nowina.

W moim gabinecie ukryłam – w kącie, aby nikt nie widział, aby nie zauważyli moi pacjenci – mięsisty liść rośliny ‘aloe vera’, o której mi opowiedziano, że wypędza złą energię z pomieszczeń.

Pomyślcie, na jakie manowce zeszłam! Dowiedzieliście się, jaka pustka zamiast prawdziwej nauki wypełniła moje życie. Jest to hańbą i wstydzę się dziś tego. W rzeczywistości takie było moje ówczesne życie! A teraz kontynuuje analizę mojego życia na podstawie Dziesięciu przykazań Bożych. Przy tym wskazuje całkiem dokładnie na to, jak się zachowywałam wobec mojego bliźniego. Jakże często wołałam do Pana, że Go kocham, zanim się odwróciłam od Niego, mojego Boga. Zanim zaczęłam błądzić po drogach ateizmu i przyjmować fałszywe nauki, często mówiłam Panu: „Mój Panie i mój Boże, kocham Cię!”

Tym językiem, którym tak chwaliłam i wychwalałam Pana, tym językiem i tymi samymi ustami krzywdziłam ludzi i przeklinałam ich.

Krytykowałam wszystko i wszystkich. Nic mi nie odpowiadało. Wskazywałam palcem na cały świat i obwiniałam. Tylko na siebie nie wskazywałam, siebie nie obwiniałam! Byłam przecież „świętą Glorią”, tą „dobrą”, „kochaną” i „piękną”. I jakże się pyszniłam, gdy mówiłam, że kocham Boga; jednocześnie byłam zazdrosna, nieznośna i ani trochę wdzięczna! Nigdy nie okazywałam moim rodzicom i rodzinie wdzięczności za wszystkie trudy, miłość, wyrzeczenia, które brali na siebie, by umożliwić mi dobre wykształcenie zawodowe, by widzieć, jak awansuję społecznie, by mnie wspierać.

Do tego dochodzi jeszcze to, że skoro tylko ukończyłam studia, skoro tylko wspięłam się po drabinie kariery, wówczas moi rodzice i rodzina nie byli już dla mnie ważni. Nawet ci, którzy wspierali mnie wszystkimi możliwymi środkami, stali się dla mnie kimś mało znaczącym. Tak, doszło nawet do tego, że wstydziłam się swojej matki. Wstydziłam się jej, ponieważ pochodziła z prostej rodziny i żyła w nędznych warunkach.


Po tych wynikach mojego egoistycznego stylu życia ukazano mi jeszcze podczas tego egzaminu z Dziesięciu Przykazań Bożych to, że nie spisałam się również jako żona.

Całkowicie nie tak, jak Bóg spodziewa się po chrześcijańskiej małżonce. Jaką byłam żoną? Jaka byłam? Cały dzień tylko narzekałam – już od momentu wstania z łóżka. Mój mąż witał mnie serdecznymi słowami: „Dzień dobry!” A ja na to: „To ma być dobry dzień? Wyjrzyj przez okno! Znowu pada!” Umiałam zawsze odparować i skrytykować; byłam w złym humorze. Nikt nie mógł mi dogodzić. Szukałam wszędzie dziury w całym i od razu zaczynałam się z tego powodu denerwować. Nie tylko wobec męża, ale także wobec dzieci zachowywałam się w ten sam nieznośny i niesprawiedliwy sposób.

Podczas tego egzaminu ukazano mi również, że nigdy nie okazywałam szczerego uczucia miłości czy prawdziwego współczucia dla moich bliźnich, moich braci i sióstr poza rodziną.

Pan powiedział mi: „Po prostu nigdy o nich nie myślałaś!”
Ujrzałam mnóstwo chorych i samotnych i zaczęłam lamentować: „O Panie, jakże są biedni, opuszczeni, ci chorzy ludzie. Nikt nie troszczy się o nich! Udziel mi tej łaski, bym poszła do nich i odwiedziła ich, pocieszyła i dotrzymała towarzystwa. Także te liczne dzieci, które nie mają już matki, te małe sieroty, o Panie, jakie cierpienia muszą znosić w swoim młodym wieku.”

Im więcej widziałam i im dalej postępował egzamin, tym wyraźniej widziałam przed sobą moje skamieniałe serce.

Musiałam stwierdzić, iż było dla mnie niczym potwór w moim wcześniejszym stylu bycia. Wszystko było tak jasne i jednoznaczne, że w żaden sposób nie mogłam wybrnąć z opresji, do czego zazwyczaj byłam przyzwyczajona. Mówiąc wprost, krótko i treściwie: Na tym egzaminie z Dziesięciu Przykazań Bożych całkowicie poległam.  Nie miałam szansy na zdanie go z tym moim minionym życiem.

To było niewyobrażalnie straszne! W moim minionym życiu żyłam w ogromnym chaosie. Nie było już żadnego porządku, jaki jest nadany stworzeniom. Co z tego, że nikogo nie zamordowałam? Podam Wam jeszcze jeden przykład: Bardzo często dawałam w darze wielu potrzebującym ludziom towary, artykuły spożywcze, ubrania i wiele innych rzeczy. Ale nigdy nie dawałam im tego z bezinteresownej miłości, lecz by mieć poważanie, by pokazać, jaka to ja jestem dobra, by wywrzeć na nich wrażenie, i by wśród ludzi stworzyć sobie dobry wizerunek. A ponieważ byłam bardzo bogata, chciałam pokazać ludziom, jaka to ja jestem dobra i wspaniałomyślna. Powinni strzępić sobie języki z powodu tej mojej wspaniałomyślności, zazdrościć mi i podziwiać. I ponieważ byłam taka bogata, moimi podarunkami i wspaniałomyślnością chciałam sterować ich potrzebami oraz nędzą i czerpać jeszcze z tego korzyści. I tak oto mówiłam:

„Spójrz, daję ci to i tamto (w zależności od tego, co mi się akurat nawinęło pod rękę albo co mi zbywało), ale za to proszę cię, bądź tak dobra i pójdź zamiast mnie na wywiadówkę do szkoły moich dzieci i zastąp mnie tam, ponieważ ja nie mam niestety czasu, by iść na to zebranie, gdzie zawsze sprawdzana jest obecność.”

W ten sposób wprawdzie rozdawałam wokół mnóstwo rzeczy, ale każdy dar związany był z pewnymi warunkami albo żądaniami. Owinęłam sobie ludzi wokół palca. Manipulowałam nimi i byli ode mnie zależni.

Ponadto podobało mi się niezmiernie, gdy widziałam, jak rzesza ludzi podążała za mną i opowiadała za moimi plecami, jaka to ja jestem wspaniałomyślna, dobra i święta.

Tak oto stworzyłam sobie w moim otoczeniu imponujący wizerunek. Nikt nie wiedział, że był kłamliwy i że nie odpowiadał rzeczywistości.

Podczas tego mojego egzaminu wszystko wyszło na jaw. Powiedziano mi:

„Jedynym Bogiem, którego czciłaś, były pieniądze. Tym swoim bożkiem sama się potępiłaś! Z powodu twojego boga pieniędzy i samych pieniędzy stoczyłaś do otchłani. I tak oto sama oddalałaś się coraz bardziej od Boga.”

Tak było, przez pewien czas mieliśmy dużo pieniędzy, później jednak zbankrutowaliśmy. Utonęliśmy w długach – mieliśmy niewiarygodnie wiele długów. Pieniądze całkowicie się nam skończyły, nie mieliśmy już nic. I gdy wypomniano mi te pieniądze, po prostu krzyknęłam: „O jakich pieniądzach mówisz? Na ziemi zostawiłam przecież masę problemów i długów”… Więcej nie mogłam już powiedzieć…cdn.

------------


Z cyklu- zagrożenie  okultyzmem, narkotykami.

„Jak trwoga, to do Boga” – ŚWIADECTWO

Zamieszczamy bardzo cenne świadectwo, w którym i młodsi i starsi, rodzice i dzieci, znajdą wiele istotnych argumentów na to, co  w życiu jest ważne:

1) trwanie przy Bogu od młodych lat

2) szukanie ratunku w modlitwie – różańcu św. i koronce do Bożego Miłosierdzia

3)życie rodziców w związku sakramentalnym

4) przyjmowanie Komunii św.

5) – podejmowanie postów oraz czytanie Pisma św., dobrych książek i czasopism katolickich. O tym wszystkim mówi niniejsze świadectwo rodzica.


                     Córka uzależniła się od narkotyków


Jestem sześćdziesięcioletnim mężczyzną, ojcem dwóch dorosłych córek. Wydarzenia, które opiszę, dotyczą młodszej z nich. Głęboko odcisnęły one piętno na moim życiu, a ponieważ mam przy tym pełną świadomość, że nie jestem przypadkiem odosobnionym, zdecydowałem się dać świadectwo, które być może będzie pomocne innym.

Kiedy się zorientowałem, że moja córka jest uzależniona od narkotyków, przeżyliśmy razem z żoną niemały wstrząs psychiczny, dlatego że z tej samej przyczyny kilkanaście lat wcześniej straciłem młodszego brata. Nigdy nie ukrywałem faktów dotyczących jego śmierci – wprost przeciwnie, wszystko, co było związane ze śmiercią mojego brata, było tematem wielu rodzinnych rozmów – ku przestrodze.

Wydawało mi się wtedy, że wcześniejsze bolesne doświadczenia związane z narkotykami nie będą już nigdy więcej dotykać mnie i mojej rodziny. Życie pokazało, jak bardzo się myliłem. Mieszkaliśmy wtedy w Warszawie i środowisko, w którym dorastała nasza młodsza córka, było w znacznym stopniu skażone problemem narkotyków – a raczej jego chorobą.

Różne środki ratunku

Szukaliśmy ratunku przede wszystkim w ośrodkach i kuracjach odwykowych, które dla naszej córki kończyły się zawsze tak samo – ucieczką z ośrodka i powrotem do narkotyków. Piekło było coraz większe – córka nie miała kompletnie żadnych hamulców i nie przebierała w środkach, aby zdobyć pieniądze na prochy – głównie przez kradzieże w najróżniejszych formach i miejscach.

Po długich staraniach udało nam się umieścić ją w specjalnym ośrodku siostry Elwiry we Włoszech (ośrodki takie działają już także w Polsce). Niestety, po niespełna trzech miesiącach córka zameldowała się w domu – wróciła bez pieniędzy i z kolejnym długiem do spłacenia. Dodatkowo próbowała nam wmówić, że jest wolna od nałogu, co było oczywistą nieprawdą.

Piekło szybko wróciło...

Namówieni przez lekarza-terapeutę do zmiany środowiska, postanowiliśmy się przeprowadzić. Los nam sprzyjał, gdyż po śmierci rodziców został do dyspozycji domek letniskowy na wsi niedaleko Warszawy, który w tempie ekspresowym został zaadaptowany na mieszkanie całoroczne, po czym w środku zimy – w styczniu 2000 roku – zgodnie z zaleceniem zmieniliśmy środowisko.

Jeszcze przed zmianą adresu okazało się, że córka jest w stanie błogosławionym, z czym wiązaliśmy wielkie nadzieje, wiedząc od lekarzy, że może to dać korzystne wyniki w leczeniu narkomana. Jej chłopak miał być człowiekiem, który chciał jej pomóc w wyjściu z impasu. Jak się później okazało, zostaliśmy oszukani – on również był narkomanem i trzeba było szybko rozdzielić tę parę, aby nie dopuścić do tragicznych konsekwencji.

W maju urodziła się nasza wnuczka Natalia. Chyba nie tylko dla nas te narodziny były cudem i kolejnym dowodem Bożej Opatrzności – gdyż z takiego związku teoretycznie nie ma prawa narodzić się normalne, zdrowe dziecko.

Jak się później okazało, zmiana środowiska tylko częściowo pomogła; problemy wróciły jak bumerang. W krótkim czasie nasza córka podjęła dwie próby samobójcze.
W obu wypadkach jakimś cudem lekarze zdążyli ją odratować.

„Jak trwoga, to do Boga”

Szukaliśmy ratunku gdzie tylko się dało. Zresztą już wcześniej – wiedzeni jakimś instynktem lub starą prawdą: „Jak trwoga, to do Boga” – szukaliśmy ratunku w modlitwie – różańcu św. i koronce do Bożego Miłosierdzia. Tak było też po drugiej próbie samobójczej córki, kiedy przywiozłem ją ze szpitala – po długich perswazjach prawie na siłę uklęknęliśmy razem do różańca.

To była najdłuższa modlitwa w moim życiu i trudno mi ją zapomnieć. Córka w czasie modlitwy tarzała się po podłodze i krzyczała niemal zwierzęcym głosem.

Kiedy skończyliśmy modlitwę, zapytałem, co się z nią działo. Odpowiedziała, że przez cały czas trwania modlitwy owłosione łapy zakończone szponami próbowały ją udusić. Następnego dnia objawił się właściciel tych łap, który odtąd przychodził coraz częściej, nawet po kilka razy dziennie – o różnych porach i w różnych miejscach. Zawsze milczał – raz jeden tylko stwierdził: „i tak nic nie jesteś warta”.

Widzenia miała tylko córka, my widzieliśmy jedynie jej reakcje – zawsze przerażenie. Po dwóch tygodniach widzenia ustały, a specjalista od amnezji szybko wmówił córce, że nic takiego nie miało miejsca. Dla mnie wnioski z tych wydarzeń są oczywiste i można streścić je w następujących słowach: „Największym sukcesem szatana jest wmówienie ludziom, że on nie istnieje”.

W końcu „okrężnymi drogami” udało nam się dostać do właściwego kapłana.

Po kilkugodzinnej rozmowie z nim oraz po odbytych rekolekcjach zostaliśmy „oświeceni”, w czym tkwiła przyczyna naszego nieszczęścia.


Sięgając do źródeł, muszę powiedzieć, że od prawie 30 lat żyliśmy z żoną w związku niesakramentalnym, w związku z czym przez cały ten czas byliśmy pozbawieni możliwości przyjęcia Komunii św. Dopiero teraz zrozumiałem sens słów, które wypowiedział Pan Jezus do św. s. Faustyny: „Mówię do was poprzez nieszczęścia i choroby”.

Doświadczyliśmy na sobie fizycznych skutków grzechu. Ponownie otrzymałem dowody, kto stał za narkomanią mojej córki, gdy po każdej próbie spowiedzi i Komunii św. przewracała się „jak kłoda”. Nie mogłem jej zemdlonej samodzielnie wynieść z kościoła. Czasem pomagały mi w tym dwie osoby, które nie mogły zrozumieć, dlaczego ona – tak wyniszczona chorobą – jest taka ciężka.

Dopiero nasze spotkanie z Chrystusem w sakramencie pojednania i ślubowanie czystości rozpoczęło drogę do uzdrowienia córki oraz nawrócenia mojego i mojej żony.

Okres po rekolekcjach był chyba dla nas przełomowy. Piekło osiągnęło wówczas swe apogeum – nieustanne ucieczki córki z domu, nocne wizyty handlarzy narkotyków, w końcu skok z okna z wysokości 4,5 m na zamarzniętą powierzchnię... Żona tego dnia odmawiała właśnie koronkę do Bożego Miłosierdzia, kiedy nagle usłyszała prośbę o pomoc. Pobiegła do pokoju, a kiedy zobaczyła otwarte okno, uświadomiła sobie, co się wydarzyło. Córka została przewieziona do szpitala.

Badania wstępne wykazały u niej pęknięcie kręgosłupa i otwarte złamanie śródstopia. Ponieważ szpital, do którego ją przewieziono bezpośrednio po wypadku, nie mógł udzielić jej pomocy, została przewieziona do innego, gdzie konsylium lekarskie orzekło, że grozi jej wózek inwalidzki do końca życia.

Wróciła do domu prawie cała zagipsowana. Po kilku dniach ze łzami w oczach oznajmiła nam, że już nie czuje głodu narkotykowego. Ogromne zmiany, jakie zaszły w jej zachowaniu, świadczyły, że nie jest to jej kolejny wybieg i kłamstwo.

Dziś, po siedmiu latach od tamtych wydarzeń, mamy absolutną pewność, że uzdrowienie z nałogu narkotykowego i całkowite uzdrowienie kręgosłupa naszego dziecka nastąpiło w wyniku działania łaski. Córka jest obecnie szczęśliwą matką trojga dzieci, a jej choroba minęła – mam nadzieję, że bezpowrotnie.

Ponadto możemy dziękować Bogu, że po dwóch prawie latach białego małżeństwa otrzymaliśmy łaskę małżeństwa sakramentalnego, a nasza „niedzielna wiara” z łaski Bożej nabrała głębi.

Staramy się ją pielęgnować poprzez uczestnictwo w Eucharystii, udział w comiesięcznych rekolekcjach ewangelizacyjnych, przez codzienną modlitwę – różaniec i koronkę do Bożego Miłosierdzia – podjęcie postów oraz czytanie Pisma św., dobrych książek i czasopism katolickich.

Teraz po tym wszystkim, co mnie i moich bliskich dotknęło, wiem, że każde bolesne doświadczenie, które nas spotyka, ma swój duchowy aspekt. Mam też pewność, że w naszym życiu nic się nie zdarza przypadkowo. Wszystkiego jednak nigdy nie zrozumiemy do końca. Jesteśmy świadkami czasów, w których walka o duszę osiąga swój szczytowy punkt.

Mam nadzieję, że to moje małe statystyczne nieszczęście zakończone happy endem pomoże innym zrozumieć przyczynę ich problemów i rozwiązać je tak samo pomyślnie,

-----------------------



Objawienia Świętego Michała Archanioła



Pismo Święte w Księdze Tobiasza (Tb 12, 15) i w Apokalipsie (Ap 1, 4) mówi, że wśród niezliczonej liczby aniołów wyróżnia się siedmiu, którzy „wchodzą przed majes­tat Pański". Aniołowie ci znajdują się jak najbliżej tronu Boga i nie są używani, mówiąc ogólnie, do posług zewnętrznych. Imiona tych aniołów nie są znane. Pismo Święte podaje tylko, że należy do nich Archanioł Rafał (Tb 12, 15). Ojcowie Kościoła i teologo­wie przypuszczają, że do tych siedmiu Książąt niebieskich należy zaliczyć także Archa­nioła Gabriela i Archanioła Michała.

Św. Faustyna Kowalska tak opisuje swoje spotkanie z Archaniołem Michałem i innym razem ze swoim Aniołem Stróżem.


„29 IX. W dzień św. Michała Archanioła wi­działam tego wodza przy sobie, który mi powiedział te słowa:

Zlecił mi Pan, abym miał o tobie szczególne staranie. Wiedz, że jesteś nienawidzona

przez zło, ale nie lękaj się. Któż jak Bóg!
I znikł. Jednak czuję jego obecność i pomoc.”


Spotkanie św. Faustyny ze swoim ANIOŁEM.

Na drugi dzień rano ujrzałam Anioła Stróża, który mi towarzyszył w podróży aż do Warszawy. Kiedy weszłyśmy do furty - zniknął... Kiedy wsiadłyśmy do pociągu w Warszawie do Krakowa, znowuż ujrzałam swego Anioła Stróża obok siebie, który się modlił kontemplując Boga, a myśl moja szła za nim, a kiedy weszłyśmy do furty klasztornej - znikł.


---------------

Pomoc 

Świętego Michała Archanioła

  

Obrona Lwowa w 1618 r.

Polskie rycerstwo niejednokrotnie doznawało cudownej pomocy od św. Michała w bitwach staczanych z niewiernymi. Dlatego i u nas wznoszono wiele kościołów pod jego wezwaniem. Małopolska czci go jako swego szczególnego patrona z wdzięczności za kilkakrotną pomoc, jakiej doznawał Lwów. W roku 1618, podczas oblężenia miasta przez wojska Chmielnickiego i Tuhaj-beja, kiedy dzicz rozpoczęła szturm na klasztor oo. Bernardynów, nad kościołem ukazała się postać św. Jana z Dukli.

Obaj nieprzyja­cielscy wodzowie zrozumieli, że miastu przybywa odsiecz z nieba i przerażeni tym, w wi­gilię św. Michała odstąpili od oblężenia. W roku 1672 Lwów został ponownie otoczony przez stutysięczną armię baszy Kapudana i hetmana Ukrainy, Doroszeńki. Załoga miasta liczyła zaledwie 1000 ludzi. Mieszkańcy zanosili modły do św. Michała Archanioła, a ponieważ zbliżało się jego święto, oo. Bernardyni odprawili nabożeństwo i na kopule kościoła wywiesili chorągiew z napisem św. Michał odniósł zwycięstwo".

Ludzie uznali to za przepowiednię wiktorii nad wrogiem. Rzeczywiście, w wigilię św. Michała nad obo­zem tureckim rozszalała się niesłychanej mocy burza gradowa i przestraszony nieprzy­jaciel uciekł spod murów Lwowa. Ówczesny burmistrz miasta, Bartłomiej Zimorowicz, na sklepieniu ratusza umieścił napis następującej treści:

„Za panowania króla Michała Wiśniowieckiego, Archanioł Michał miasto Lwów wybawił z paszczy smoka azjatyckie­go".

Do ostatnich czasów we wszystkich kościołach lwowskich panował zwyczaj śpiewa­nia w dniu św. Michała Archanioła dziękczynnego hymnu „Te Deum laudamus", a cały region uważał świętego za-swego szczególnego patrona



Świadectwo ks. Andrzeja Chorzępy, egzorcysty

diecezji katowickiej o pomocy Archanioła

Michała

"W obrzędach egzorcyzmu w Litanii do Wszystkich Świętych, która poprzedza modlitwę o uwolnienie i egzorcyzm, jest wezwanie do Świętych Archaniołów: Michała, Rafała, Gabriela. Często w modlitwach, które towarzyszą osobom zniewolonym, wychodzę poza to, co jest przewidziane w samej liturgii.
Osobiście modlę się i wprost wzywam do pomocy Aniołów, zwłaszcza Archanioła Michała, aby był blisko, by się modlił, aby towarzyszył modlitwie nad zniewolonymi. Nie czynię tego za każdym razem, lecz głównie wtedy, gdy mam do czynienia ze szczególną manifestacją Złego Ducha.

Po co go wołasz? Nie wołaj go! Ja go tu nie potrzebuję".

Przykładowo, kiedy wołałem Archanioła Michała - a czynię to wprost i spontanicznie, jakbym wołał kogoś bliskiego.

Kiedy proszę: „Podejdź, Archaniele, tu bliżej...", słyszę wykrzyczane słowa z ust opętanego:

„Już bliżej się nie da!".

Kilka razy prosiłem też Archanioła Michała, by użył swego miecza (z tym atrybutem jest on bowiem przedstawiany na wielu obrazach), żeby Szatan nabrał respektu, pokory, posłuszeństwa. I zdarzało mi się słyszeć w odpowiedzi:

„Po co ten miecz!?' Kiedyś głośno zawołałem: „Archaniele Michale, użyj swego miecza!", a rozsierdzony tym wezwaniem demon wrzasnął: „Ja mam dłuższy ogon od niego".

źródło: internet, Księga o Aniołach Wyd WAM 2003
 ---------------

Nie wolno nikomu życzyć źle nawet w myślach!!!

Wulgaryzm językowy, przekleństwa:

„Nie przyzwyczajaj ust swoich do grubiańskiej nieczystości, gdyż są w niej grzeszne słowa” (Mądrość Syracka 23,13)


Człowiek może błogosławić drugiego, człowiek może i przekląć drugiego. Zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo mają moc sprawczą. Musimy błogosławić, rodzice dzieci, małżonkowie siebie nawzajem (to najsilniejsze błogosławieństwo, bo ma moc sakramentalną), błogosławić spotykanych ludzi w myślach.

Największą moc ma błogosławieństwo kapłańskie, prośmy zatem o nie i korzystajmy z indywidualnego błogosławieństwa, złożonego również na czole, bo o takie też można poprosić i dla siebie, i dla rodziny.


 Złorzeczenie to najczęściej akt zemsty, albo wynik zazdrości. Ten, który przeklina, chce, by dobro, jakiego doświadcza drugi, skończyło się, a człowiek zaznał wszechogarniającego cierpienia, rzuca więc „zazdrośnik” klątwę, najczęściej nie wiedząc, że wzywa do pomocy w jej realizacji diabła i czyni go – najprościej mówiąc – swym sojusznikiem w akcie nieprawości. Jaki dług zaciąga?

 Nie wolno nikomu życzyć źle nawet w myślach!!!

 Przekleństwo zawsze będzie wzywało diabła, a błogosławieństwo Pana Boga.

--------------

Mówi Bóg:


List do Rzymian ( 1)Obowiązki chrześcijan.

 Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz

przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście

umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co

Bogu przyjemne i co doskonałe.


Błogosławcie tych, którzy was prześladują!


„Napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa! „(Ef 5,18-20)



O Dar Bożej Miłości


O Najdroższy Ojcze, o Przedwieczny,

o Najwyższy Boże, uczyń mnie godnym Twojej Miłości.

Proszę, wybacz mi, że ranię innych, i wybacz mi każdą niesprawiedliwość,

która spowodowała cierpienie, któregokolwiek z Twoich dzieci.


Otwórz moje serce, tak abym serdecznie Ciebie powitał w Mojej duszy,

i oczyść mnie z wszelkiej nienawiści, którą być może odczuwam wobec kogoś innego.

Dopomóż mi przebaczyć Moim wrogom i rozsiewać nasiona Twojej Miłości wszędzie,

dokąd bym się nie udał, i pomiędzy tymi, których spotykam każdego dnia.


Ofiaruj mi, Drogi Ojcze, Dar Wytrwałości i Dar Ufności,

abym mógł podtrzymać Twoje Święte Słowo,

zachowując dzięki temu przy życiu w tym pogrążonym w mroku świecie,

płomień Twojej Wielkiej Miłości i Miłosierdzia. Amen.

--------

Chroń moją rodzinę

O Boże, mój Przedwieczny Ojcze, proszę za sprawą Łaski Twojego umiłowanego Syna,
Jezusa Chrystusa chroń nieustannie moją rodzinę od złego.

Daj nam siłę, aby wznieść się ponad złe intencje i aby pozostać zjednanymi w naszej miłości do Ciebie i w miłości do siebie nawzajem.

Podtrzymuj nas w każdej próbie i cierpieniu, które może się stać naszym udziałem, i podtrzymaj przy życiu miłość, którą się obdarzamy, abyśmy trwali w jedności z Jezusem.

Błogosław naszym rodzinom i obdarz nas Darem Miłości, nawet w czasach niezgody. Umacniaj naszą miłość, tak abyśmy mogli z innymi dzielić radość obecną wśród naszych rodzin i aby Twoja Miłość mogła zostać udostępniona całemu światu. Amen.

-------------

Z cyklu: Koniec czasów czy koniec świata?

Proroctwa odnośnie Polski


"Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko

badajcie, a co szlachetne - zachowujcie. Unikajcie

wszystkiego, co ma choćby pozór zła." (1 Tes 5, 19-22)


Św. Faustyna: 1732. Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa:

"Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje".

------------

Sługa Boża Rozalia Celakówna:( przeżyć wewnętrznych str.89)

Jezus:

Jest jednak ratunek dla Polski: Jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele.(…) Gdy się to stanie, wówczas Polska będzie przedmurzem chrześcijaństwa, silną i potężną, o którą się rozbiją wszelkie ataki nieprzyjacielskie. (207)


Sługa Boża Rozalia Celakówna:

Rozalia Celakówna:

"Gdy Pan Jezus będzie Królem i Panem naszego narodu,

wówczas my staniemy się bardzo silnymi, bo wszyscy będą

starali się wypełniać Wolę Pana Jezusa, nawet innowiercy

będą prosić o przyjęcie ich na łono Kościoła katolickiego". (282)

---------------------


Czesław Klimuszko-polski franciszkanin,

który znał przyszłość


Dane osobowe:

Czło­wiek, który po­tra­fił prze­wi­dy­wać przy­szłość i „czy­tać” prze­szłość ze zdjęć, uro­dził się w bied­nej, wiej­skiej, wie­lo­dziet­nej ro­dzi­nie w 1905 roku. W dzie­ciń­stwie ob­co­wał z przy­ro­dą, co póź­niej po­mo­gło mu w ko­lej­nej spe­cjal­no­ści, z któ­rej jest znany - zie­lar­stwie. Dwa­dzie­ścia lat póź­niej An­drzej Kli­musz­ko po­szedł za gło­sem po­wo­ła­nia i wstą­pił do no­wi­cja­tu. Pierw­sze śluby za­kon­ne zło­żył w 1926 roku. Oj­ciec Cze­sław - bo takie wy­brał sobie imię - świę­ce­nia ka­płań­skie otrzy­mał w 1934 roku.

Dar ja­sno­wi­dze­nia

Po woj­nie Kli­musz­ko za­sły­nął z daru ja­sno­wi­dze­nia. Objął pla­ców­kę na Ma­zu­rach i tam przyj­mo­wał ludzi, któ­rzy po wo­jen­nej za­wie­ru­sze szu­ka­li człon­ków swo­ich ro­dzin. Miał wąt­pli­wo­ści, czy to, co robi, jest słusz­ne, przede wszyst­kim z mo­ral­ne­go punk­tu wi­dze­nia, ale osta­tecz­nie swe wąt­pli­wo­ści roz­wiał i kon­ty­nu­ował nie­zwy­kłą pomoc. Zy­skał tym samym sławę, a za­in­te­re­so­wa­nie me­diów przy­szło po ja­kimś cza­sie.


Wielu pró­bo­wa­ło zde­ma­sko­wać go­ja­ko szar­la­ta­na, ale ni­ko­mu się nie udało. Jeden z dzien­ni­ka­rzy po­szedł do niego pro­sić o to, by opo­wie­dział o lo­sach syna. Przy­niósł ze sobą zdję­cie, a gdy oj­ciec Kli­musz­ko ze szcze­gó­ła­mi opo­wie­dział mu o ostat­nich chwi­lach dziec­ka, o wy­pad­ku, miej­scu i oko­licz­no­ściach, dzien­ni­karz uwie­rzył w jego nie­zwy­kłe zdol­no­ści.

Kli­musz­ko po woj­nie był w Pol­sce prze­śla­do­wa­ny przez SB, ale i czę­sto współ­pra­co­wał z mi­li­cją, po­ma­ga­jąc od­na­leźć po­rwa­nych, za­gi­nio­nych lub… ich zwło­ki. Wska­zał m.​in. miej­sce śmier­ci ma­jo­ra Hen­ry­ka Do­brzań­skie­go, le­gen­dar­ne­go „Hu­ba­la” i po­wie­dział o tym, że Niem­cy po­ćwiar­to­wa­li jego ciało i wrzu­ci­li do rzeki lub za­ko­pa­li w lesie. Wska­zał po­nad­to miej­sce, gdzie le­ża­ły za­mu­ro­wa­ne zwło­ki Bog­da­na Pia­sec­kie­go, syna Bo­le­sła­wa Pia­sec­kie­go, za­ło­ży­cie­la PAX-u. Współ­pra­co­wał także z FBI – po­mógł od­na­leźć po­rwa­ną wnucz­kę ma­gna­ta pra­so­we­go i dzie­dzicz­kę for­tu­ny – Patty He­arst. Przy­czy­nił się także Wło­chom – po­li­cja szu­ka­ła bez­sku­tecz­nie przez 56 dni po­rwa­ne­go Aldo Moro. Kli­musz­ko w roz­mo­wie z przed­sta­wi­cie­lem am­ba­sa­dy po­wie­dział o ulicy, na któ­rej stoi sa­mo­chód, a w nim zwło­ki pre­mie­ra Włoch. In­for­ma­cje były bez­błęd­ne.

W wielu źró­dłach spo­tkać można prze­po­wied­nię ojca Cze­sła­wa do­ty­czą­cą śmier­ci pry­ma­sa Pol­ski, kar­dy­na­ła Au­gu­sta Hlon­da. Kli­musz­ko miał ponoć po­wie­dzieć:
"Widzę nie­spo­dzie­wa­ną śmierć kar­dy­na­ła Hlon­da 24 paź­dzier­ni­ka. Przy­czy­ną jego śmier­ci będą płuca, chyba grypę za­zię­bi. Zaraz po nim umrze nagle drugi do­stoj­nik du­chow­ny, nieco niż­szy w hie­rar­chii ko­ściel­nej". Słowa te miały paść w 1947 roku, a po­przed­nik kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wy­szyń­skie­go zmarł 22 paź­dzier­ni­ka 1948 roku. Na za­pa­le­nie płuc. 28 paź­dzier­ni­ka w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym zgi­nął na­to­miast bi­skup Sta­ni­sław Kost­ka Łu­kom­ski, który wra­cał z po­grze­bu Hlon­da. Gdyby nie tra­gicz­na śmierć, to wła­śnie on mógł­by zo­stać pry­ma­sem Pol­ski, bo był jed­nym z głów­nych kan­dy­da­tów.

Cier­pie­nie  było wszech­obec­ne w życiu skrom­ne­go fran­cisz­ka­ni­na. Na swo­jej dro­dze na­po­ty­kał ludzi cier­pią­cych, cho­rych, umie­ra­ją­cych. Wielu udało mu się wy­le­czyć dzię­ki nie­po­wta­rzal­nym mie­szan­kom ziół wła­snej ro­bo­ty. Sława ojca Kli­musz­ki się­ga­ła poza gra­ni­ce Pol­ski – przy­jeż­dża­li do niego cho­rzy z ca­łe­go świa­ta i się­gnę­ła także da­le­ko poza datę jego śmier­ci – wciąż można kupić zioła jego re­cep­tu­ry na prak­tycz­nie każdą do­le­gli­wość.
Oj­ciec Kli­musz­ko do końca po­zo­stał skrom­nym za­kon­ni­kiem. Po­mógł wielu oso­bom, któ­rzy pa­mię­ta­li i pa­mię­ta­ją o nim do dziś. Na po­grzeb, który odbył się na el­blą­skim cmen­ta­rzu, przy­szło pra­wie 10 ty­się­cy ludzi. Wśród nich były ko­bie­ty, które po la­tach opo­wia­da­ły, że spo­wiedź u ojca Kli­musz­ki była co naj­mniej dziw­na – gdy ktoś za­po­mniał o ja­kimś grze­chu, uczyn­ny ka­płan o nim za­wsze przy­po­mniał…



O. Klimuszko o losach Polski!

Porównując wizje o. Klimuszki odnośnie losów  Polski i świata z innym orędziami (Akita, Kibeho, R. Celakówna itp.) można doszukać się wielu podobieńst, co niewątpliwie podkreśla ich wagę.

Pol­sce będą się kła­niać na­ro­dy Eu­ro­py. Widzę mapę Eu­ro­py, widzę orła pol­skie­go w ko­ro­nie. Pol­ska ja­śnie­je jak słoń­ce i blask ten pada na­oko­ło. Do nas będą przy­jeż­dżać inni, aby żyć tutaj i szczy­cić się tym". Czy zatem mo­że­my spać spo­koj­nie?

Wedle ojca Kli­musz­ki tak, choć „bę­dzie jakaś wojna w Eu­ro­pie, ale to nie przej­dzie przez teren Pol­ski”. Kto naj­bar­dziej ucier­pi pod­czas kon­flik­tu, który wielu na­zy­wa III wojną świa­to­wą?

Od­daj­my głos ojcu Kli­musz­ce: „Wi­dzia­łem żoł­nie­rzy prze­pra­wia­ją­cych się przez morze na ta­kich ma­łych, okrą­głych sta­tecz­kach, ale po twa­rzach widać było, że to nie Eu­ro­pej­czy­cy. Wi­dzia­łem domy wa­lą­ce się i dzie­ci wło­skie, które pła­ka­ły. To wy­glą­da­ło jak atak nie­wier­nych na Eu­ro­pę. Wi­dzia­łem sceny jak po wiel­kim ka­ta­kli­zmie. To było strasz­ne".

Jak oj­ciec Kli­musz­ko wi­dział ka­ta­klizm? „Ra­kie­ty po­mkną nad oce­anem, skrzy­żu­ją się z in­ny­mi, spad­ną w wody morza, obu­dzą be­stię. Ona się dźwi­gnie z dna. Pier­sią na­pę­dzi ogrom­ne fale. Wi­dzia­łem trans­atlan­ty­ki wzno­szo­ne jak łu­pin­ki...

Ta góra wodna sta­nie ku Eu­ro­pie. Nowy potop! Za­dła­wi się w Gi­bral­ta­rze! Wy­chlup­nie do środ­ka Hisz­pa­nii! Wleje się na Sa­ha­rę, za­to­pi wło­ski but, aż po rzekę Pad. Znik­nie pod wodą Rzym ze wszyst­ki­mi mu­ze­ami, z całą cu­dow­ną ar­chi­tek­tu­rą”.

Na szczę­ście Pol­ska bę­dzie bez­piecz­na. Taką ją przy­naj­mniej widzi Kli­musz­ko:

"Nasz naród po­wi­nien z tego wyjść nie naj­go­rzej. Może pięć, może dzie­sięć pro­cent jest ska­za­ne. Wiem, że to dużo, że to już mi­lio­ny, ale Fran­cja i Niem­cy utra­cą wię­cej. Ita­lia naj­wię­cej ucier­pi”.



Opra­co­wa­no m.​in. na pod­sta­wie książ­ki Krzysz­to­fa Ka­miń­skie­go „Oj­ciec Kli­musz­ko – życie i le­gen­da”.

-------------------


Akita, Japonia 12VI-13 X 1973

(objawienie zatwierdzone)


"Wielu ludzi na tym świecie zasmuca Pana Jezusa. Bóg Ojciec przygotowuje nałożenie wielkiej kary na całą ludzkość. Aby ugasić gniew Ojca Niebieskiego, pragnę wraz z Mym Synem dusz, które podjęłyby się wynagrodzenia za grzeszników i za ludzi niewdzięcznych. Niech ofiarują one za tych ludzi modlitwę, pokutę, szczere ubóstwo, swe cierpienia i odważne akty ofiary".

Święta Siostra Faustyna - fragmenty z Dzienniczka

Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi.

Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym.

--------


Chwila refleksji


Przez życie mnie prowadzi

 
Czasem trudno iść przez życie,trudno zrobić nawet krok,

niebezpieczeństw wszędzie mnóstwo,a zły duch na słabość czeka.

Wokół ciemność,w oczach strach,nie ma kto prowadzić mnie.


Stoję w miejscu zasmucona,nie wiem gdzie mam dalej iść.

Wtem pojawia się znienacka-


Jezus Chrystus -Dobry Pan.


Stał się dla mnie jak drogowskaz,
jak naj
lepszy życia znak.

Mocno złapał mnie za rękę,

czuwa bym się nigdzie nie zgubiła

i przez życie mnie prowadzi.


Monika Wojdyła