lipiec - sierpień - wrzesień-2015

DrukujEmail


"Barka" 

VII-VIII-IX 2015  


 Kwartalnik "Domów Modlitwy św. Jana Pawła II"

alt

Pozdrawiamy serdecznie  internetowych czytelników "Naszej Barki'. Prośmy Ducha Świętego o potrzebne łaski.
alt
Duchu Święty, oświeć nasze serca i umysły, abyśmy mogli rozeznać, co jest dobre, a co złe w naszej wędrówce po bezkresach internetu. Kieruj naszymi myślami, aby wydała ona owoc stokrotny, tak potrzebny w utrwalaniu modlitwy w naszych rodzinach. Umacniaj płodnością swych łask wszystkich złączonych w "Domach Modlitwy św.JPII". Przyjdź Duchu Święty przyjdź!


Od redakcji!"

"Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha. Pełnijcie służbę Panu"
.
   ( List św. Pawła do Rzymian 12:11)

Pan dodaje sił do pełnienia Jego woli  w tych trudnych czasach. Wzmocnieniem dla redakcji, są  wejścia na naszą stronę i pytania w rodzaju, gdzie można kupić  "Naszą Barkę"?  Niestety takiej możliwości nie ma. Pozostaje wydanie internetowe.
Pytania  świadczą, że na wzburzonych morzach naszej życiowej rzeczywistości, nasze internetowe działania są potrzebne. Płyń więc "Nasza Barko"  i zawijaj do portów, w których szczególnie pragnie zarządzać św. JPII.

alt

Każda rodzina może być DM św. JPII


Ponawiamy  wołanie o zakładanie DM.  Zróbmy wszystko, aby w każdej diecezji, było najmniej 100 DM św. JPII. W tedy o Polskę będziemy spokojni, bo za wszystkimi diecezjami, będzie orędował nasz Wielki Święty!!! Dajmy Jemu szansę działania.  Wystarczy do odmawianych dotychczas modlitw, dodać bardzo skromny program modlitewny przedstawiony na naszej stronie. W ten sposób, każda rodzina może być DM św. JPII.

----------------------


Zapomnieliśmy, że mamy w niebie wielkiego orędownika- św.Jana Pawła II !!!
Gdy On pielgrzymował po Polsce,  tysiące wiernych wielbiło Boga i nikt nie myślał, aby mężczyzna z mężczyzną zakładać "dziwolągi" sprzeczne z nauką Chrystusa. Mamy wiele innych zgniłych owoców w naszej ojczyźnie i  świecie.
1)Posłowie i senatorowie bardzo szybko uchwalają ustawy przeciwko życiu. Zapomnieli o JPII, który z takim wielkim oddaniem wołał o poszanowanie  życia, jako fundamentu rozwoju  rodziny. Pozostawił  po sobie, drogowskazy prowadzące do Boga przez ewangeliczną posługę Kościoła. Co zostało s z jego papieskiego nauczania?
Reprezentanci narodu sprawujący władzę, słyszą bardzo dobrze dyrektywy płynące z kół liberalnych "nowoczesnej" Europy, natomiast zupełnie są głusi na wołania pasterzy Kościoła o odnowę życia moralnego narodu polskiego.

2) Mamy bardo widoczny kryzys wiary, zwłaszcza w kręgach młodzieży.  Z  kazania wygłoszonego przez ojca redemptorystę wynika, że w ubiegłym roku w bardzo znanym jego Zakonie  został wyświęcony tylko 1 kapłan, a w jednej ze wschodnich naszych diecezji wyświęcono tylko dwóch nowych pracowników niwy Pana.


3) Dzieci i młodzież bez walki poddają się urokom okultystycznym grom komputerowym. Egzorcyści biją na alarm. Są gry, w których przywołuje się złe duchy, które chętnie przychodzą, ale już nie odchodzą, chyba że po modlitwach uzdrowienia lub egzorcyzmach. To wielkie duchowe zagrożenie jest mało rozpoznane przez rodziców i dziadków.


4) Zło w polskim młodym pokoleniu zbiera swoje zgniłe owoce poprzez alkohol, narkotyki i narkotyczne dopalacze.Coś nie coś wyszło ostatnio na jaw i okazuje się, że setki młodych ludzi je zażywa, a potem ląduje w szpitalach psychiatrycznych, gdzie muszą być przywiązywani do łóżek.


5) Wzrasta prześladowanie chrześcijan na świecie, Portugalia zlikwidowała  dla oszczędności gospodarczych 2 święta kościelne, które były do tej pory świętami państwowymi,chodzi o św. Bożego Ciała oraz św. Wniebowzięcia Najśw.Maryi Panny z 15 VIII.

Co więc robić w tej sytuacji ? Odpowiedź jest w słowach św. JPII:

"Niech wznosi się modlitwa Kościoła, modlitwa rodzin ...
ażeby nie popadali w   zwątpienie. Ażeby nie ulegali
mocy pozornego dobra, które stanowi sam rdzeń
każdej pokusy".

 

Pilne zadanie zapisane w wierszyku

JPII  Domami Modlitwy steruje,
bo tego Polska pilnie potrzebuje.

Do tego zadania potrzebuje osób wiele,|
wszędzie, a szczególnie w kościele.

Nie mówcie ”mnie to nie obchodzi”,
bo to wtedy znaczy, że zły duch za nos nas wodzi.
ZB


Kolegium "Domów Modlitwy  św.. JPII'' VII 2015

------------------------------------


Modlitwa o obronę wiary

O Matko Boża, o Niepokalane Serce Maryi, Matko Zbawienia, módl się, abyśmy pozostali wierni nieustannie Prawdziwemu Słowu Boga. Przygotuj nas, aby bronić Wiary i podtrzymać Prawdę oraz odrzucić herezję.

Chroń wszystkie Twoje dzieci w tych trudnych czasach i udziel każdemu z nas Łask, aby być odważnym, kiedy rzuci się nam wyzwanie, aby odrzucić Prawdę i zrzec się Twojego Syna. Módl się, Święta Matko Boża, abyśmy doczekali się Bożej Interwencji, aby móc pozostać chrześcijanami, zgodnie ze Świętym Słowem Bożym. Amen.

----------------------

 

Dlaczego Matka Boża płacze?



alt


Muzułmanie ohydnie zbezcześcili ołtarz we włoskiej parafii i okradli kasę parafialną

Czterech młodych muzułmanów z Maroka zbezcześciło ołtarz niewielkiej parafii we włoskim mieście Libiola w Mantui (północne Włochy). Gazzetta di Mantova doniosła, że muzułmanie ukradli pieniądze z domu parafialnego, podczas gdy lokalny ksiądz i dwie zakonnice byli nieobecni, bo udali się z dziećmi na całodzienną wycieczkę.
Muzułmanie po kradzieży wypróżnili się i oddali mocz na tymczasowy ołtarz, który służył parafii od czasu zeszłorocznego trzęsienia ziemi. „Okazali pogardę dla naszej religii” – powiedział ks. Eugenio Ferrari. „A gdybym ja zrobił to samo w ich meczecie, obcięto by mi głowę, prawda?” – dodał.  
  /PCh/catholicculture.org/

Sytuacja chrześcijan w Syrii

Brutalna walka, zniszczone domy, zabici i ranni. Oto codzienność syryjska. W tej wojnie domowej, chrześcijanie są na linii strzału. Są bezkarnie mordowani, porywani, torturowani. Wiele osób straciło swoich najbliższych.Dzieci rodziców, rodziny zostały od siebie odcięte, tułają się głównie wewnątrz Syrii. Ich codzienność, tym, którym się „udało”, to gnieżdżenie się w kilka, wielodzietnych rodzin na przedmieściach wielkich miast, w ubóstwie, wręcz w nędzy.

Zakaz odprawiania niedzielnej Mszy Świętej w wojsku i więziennictwie USA

Wszystko z powodu ograniczenia działalności państwa wynikającego z braku budżetu federalnego. Odprawienie Eucharystii może grozić aresztem i postępowaniem dyscyplinarnym. Kapelani wojskowi, czy więzienni podobnie jak inni pracownicy budżetówki mają ograniczyć swoją działalność. Nie mogą także odprawić Mszy „nieodpłatnie” – nie mogą także spowiadać, czy chrzcić. Wojsko nie zgodziło się na tego typu rozwiązanie.  Część duchowych zamierza jednak obejść zakaz. Jednym sposobem na spełnienie obowiązku mszalnego jest wyjście razem z żołnierzami poza jednostkę i odprawienie jej w plenerze.


Sataniści sprofanowali świątynię w Częstochowie”

Najprawdopodobniej w nocy z 23 na 24 lutego nieznani sprawcy dokonali zbezczeszczenia kościoła rektorskiego pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Tajemnicy Emaus na Cmentarzu Kule w Częstochowie. Wandale namalowali na murach świątyni satanistyczne symbole. Zagrozili też chrześcijanom śmiercią. /http://www.pch24.pl/

Cyberzemsta- moda z USA czyli zemsta na zamówienie

Zjawisko cyberzemsty właśnie dociera do Polski. Modna jest zemsta człowieka nad człowiekiem. Przyczyny mogą być  jakie kol wiek.  „Chłopak źle cię traktował i okłamywał? Nie pozwól mu być górą, brudną robotę zrobimy za ciebie” – zachęca slogan na stronie internetowej założonej na amerykańskim serwerze. Żeby zniszczyć „eksa”, proponują bogatą gamę usług za pieniądze. Od bombardowania telefonami i SMS-ami przez podszywanie się pod czyjegoś maila i numer telefonu, fabrykowanie kompromitujących zdjęć jak przerobienie normalnych zdjęć na pornograficzne, stworzenie upokarzającej strony internetowej po przesyłki do drzwi w stylu zwiędłych kwiatów, zużytej prezerwatywy czy laleczki wudu z przekłutą dowolną częścią ciała.

Ustawa o in vitro  prowadząca do niszczenia  Bożego życia zatwierdzona

Ustawa  wprowadza możliwość sztucznego powoływania do życia oraz zamrażania ludzkich embrionów i możliwość ich selekcji, co narusza fundamentalną zasadę szacunku dla godności każdego człowieka oraz rodziny. Pozwala na anonimowość dawcy komórek rozrodczych, co jest sprzeczne z prawem dziecka do własnej tożsamości oraz wychowania w biologicznej rodzinie. Pozwala także na poczęcie dziecka po śmierci jego rodziców. Umożliwia także wskazanie obcego, dowolnego mężczyzny jako ojca dziecka. Wyraża zgodę, aby z zapłodnienia pozaustrojowego mogły korzystać osoby nie będące małżeństwem. Zapisy te w praktyce legalizują zamawianie i kupowanie dzieci, wynajmowanie matek zastępczych tzw. surogatek, również przez pary jednopłciowe. Nie zabezpieczają one praw i bezpieczeństwa dzieci poczętych „in vitro”.

„Dziecko poczęte” w embrionalnej fazie życia jest zdefiniowane jako „grupa komórek” i traktowane jako produkt, który po wykryciu wad genetycznych czy rozwojowych, może być w majestacie prawa eliminowany aż do momentu urodzenia.Ustawa o in vitro całkowicie pomija istotny problem społeczny, jakim jest leczenie niepłodności. Robi wrażenie przygotowanej w celu ułatwienia działalności ośrodkom prowadzącym zapłodnienie pozaustrojowe, nie nakładając na nie odpowiedzialności za leczenie powikłań u kobiet i poczętych „in vitro” dzieci.

Sejm uchwalił ustawę o uzgodnieniu płci

Sejm uchwalił ustawę o uzgodnieniu płci. Ma ona uprościć procedury prawne dotyczące uzgodnienia płci.Już szesnastoletnie dzieci mają decydować o prawnej zmianie swojej płci. Aby w świetle prawa mężczyzna stał się kobietą lub kobieta mężczyzną, nie trzeba będzie poddawać się żadnym procedurom medycznym, związanym ze zmianą narządów płciowych. Wystarczy własne przekonanie o swojej płci.

Oznacza to, że mężczyzna, który zmieni płeć na żeńską (niekoniecznie zmieniając narządy), będzie mógł wyjść za mąż. Posiadanie dzieci nie będzie przeszkodą w zmianie płci.

Dopalacze zalewają  Polskę
Plaga zatruć jest coraz większa Sklepów przybywa, co miesiąc kilkanaście osób trafia do szpitala, a urzędy i policjanci są bezradni. Sanepid, prokuratura i policja są bezradne w walce z plagą dopalaczy. Do szpitali trafiają przeważnie młodzi ludzie w wieku 20-30 lat. Ale do szpitala trafili też nieletni oraz ciężarna kobieta. Często osoby są nieprzytomne, ospałe, o utrudnionym kontakcie lub agresywne i kłótliwe.

---------------------------------------------------------


Modlitwa o zbawienie tych, którzy odrzucają Chrystusa

Najdroższy Jezu, za sprawą Twojego Współczucia i Miłosierdzia,
błagam Cię o ocalenie tych, którzy Ciebie odrzucają,
którzy przeczą Twojemu Istnieniu,
którzy celowo przeciwstawiają się Twojemu Świętemu Słowu
i których zgorzkniałe serca zatruły ich dusze na Światło i Prawdę Twojej Boskości.

Zmiłuj się nad wszystkim grzesznikami.
Przebacz tym, którzy bluźnią przeciwko Trójcy Świętej i pomóż mi, abym — na mój własny sposób i poprzez moje osobiste ofiary — przygarnął do Twoich Miłujących Ramion tych grzeszników, którzy najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia.

Składam Ci moją obietnicę, że poprzez moje myśli, moje uczynki i poprzez wypowiadane przeze mnie słowa będę Ci służyć w Twojej Misji Zbawienia najlepiej, jak umiem.

Amen.

-------------------------

             Mocne wołanie Maryi  z Medziugoria

 alt

Módlcie się za niewierzących. Będą wyrywać swe włosy z głowy, przeklinając swe minione  życie, życie bez Boga....teraz jest czas nawrócenia….
                 
Niewierzący są moimi dziećmi; cierpię za nich; oni nie wiedzą co ich czeka. Musicie się za nich modlić.

Niewierzący to również chrześcijanie, którzy niechętnie chodzą do kościoła.


Ostatnia płyta, jaką wydał, mówiła o jego

przeżyciach, o

                         nawróceniu, o Medziugorju.

Wiele osób zaczyna swoją opowieść, od słów: „Opowiem wam dziś prawdziwą historię…” . Moja prawdziwa historia zaczęła się tak naprawdę dawno temu, kiedy miałam trzynaście lat. Byłam bardzo nieszczęśliwym dzieckiem, żyjącym w domu pełnym zawiści. Awantury i pijaństwo ojca, były moją codziennością. To smutne, że tak wiele dzieci musi dźwigać tak ciężki krzyż. Pomódlmy się za te dzieci i ich rodziny. Bywało, że myślałam o śmierci, że wolałabym się wcale nie urodzić. Mimo wszystko z całego serca dziękuję Bogu, za ten mój krzyż, bo on stał się jednocześnie moim błogosławieństwem i szczęściem.
Właśnie w wieku trzynastu lat, najtrudniejszym okresie dla zmieniającego się, dorastającego młodego człowieka, którego osobowość kształtuje się na nowo, usłyszałam w radio przepiękną piosenkę. Pokochałam te nuty, ten głos. To był utwór znanego na całym świecie zespołu The Kelly Family, pod tytułem An Angel. To był ten dzień…

Nigdy nie miałam przyjaciół, byłam jedynaczką

Nie miałam nikogo, komu mogłabym zaufać, oprócz mamy, która robiła wszystko, by mi ułatwić życie. Ta liczna irlandzka rodzina stała się moją rodziną, moimi przyjaciółmi. Tak mijały lata. Nigdy też nie miałam szczęściaw miłości, więc zaprzyjaźniłam się ze swoją samotnością. W końcu stało się. W 2009 roku dostałam zaproszenie. To zabrzmi nieskromnie, pysznie, ale z jakiegoś powodu zostałam wybrana, jak setki tysięcy innych, nigdy przypadkowych ludzi. Już dawno przestałam się łudzić, że marzenia się spełniają, tymczasem moje najświeższe marzenie spełniło się.

                                                        Znalazłam się w Medziugorju.

Od razu spodobało mi się to miejsce. Było mi tam jakoś tak dobrze, spokojnie. Zazwyczaj męczyło mnie zbyt długie przesiadywanie w kościele, lecz nie tam. Z ochotą poszłam na różaniec, który miał być odmawiany przy ołtarzu polowym. Nagle, ni stąd, ni zowąd, zmieniła się pogoda. Zaczęło lać tak bardzo, że trzeba było biec szybko, do kościoła. Tłumy wcisnęły się do środka, chroniąc się przed deszczem. Pomyślałam sobie wtedy: „No i po co ten deszcz przyszedł?”.

Odpowiedź dostałam szybko. Skończył się różaniec, rozpoczęła się Msza św. Nagle, spóźniony, między ludźmi szybko przecisnął się zakonnik z małą chudą walizką. Niezbyt wysoki, chudy, z krótkimi włosami, między którymi widać było dwie blizny, za prawym uchem. Stanął niedaleko mnie, za filarem i bardzo dyskretnie rozejrzał się. Był zmęczony długą drogą. Ukląkł pomodlił się, wstał i wpatrzył się w ołtarz, tak, jakby nic, poza ołtarzem nie istniało na świecie.

Tak, to był on. Brat John Paul Mary, kiedyś znany, jako Paddy Kelly. Gdyby się nie rozpadało, nie miałabym najmniejszych szans, by zobaczyć go, przed ołtarzem polowym. Deszcz przyszedł po to, bym doświadczyła pierwszego mojego prywatnego cudu. Piętnaście lat marzyłam o tym, że kiedyś spotkam tego człowieka i stało się. Na świecie nie istnieją przypadki.

To był najprawdziwszy cud.


Podczas Komunii św., skorzystałam z okazji i podeszłam jak najbliżej niego. Jakże głupio się czułam, jak było mi wstyd, stojąc, jak wszyscy, podczas, gdy on jedyny ukląkł, by przyjąć Najświętszy Sakrament. Wstał i wycofał się, robiąc mi miejsce. Miałam zaszczyt spojrzeć mu w oczy. Przez całe pięć sekund ja patrzyłam jemu w oczy, a on mnie. Miał takie przenikliwe oczy… Był dla mnie lekcją pokory. Matka Boża pokazała mi go, skromnego, cichego, nie zauważanego, przez nikogo, tak pełnego pokory i zaraz zabrała go sobie. Pomodlił się po Komunii św., poszedł do przodu, ze swą walizką i zniknął mi z oczu. W głowie usłyszałam głos: „Widzisz jego pokorę? Naśladuj go w tym”. Więc to była lekcja, będąca jednocześnie cudownym prezentem. Brat John Paul stanowił mój drogowskaz od lat i chyba tak już będzie zawsze. Niech będzie. Dla mnie to niezwykły zaszczyt. John Paul należał do Matki Bożej, uczył mnie małości, pokory, gorliwej wiary. Uznałam, że Matka Boża chce, aby brat John Paul był nadal moim nauczycielem, przewodnikiem. Mam się od niego uczyć, jak przez ostatnie piętnaście lat.

Powiem tylko, że to dzięki An Angel nauczyłam się angielskiego, samodzielnie. Dzięki Kelly’m uczyłam się kochać, wybaczać, a samotność nie była tak uciążliwa. Moje marzenie, by z nim porozmawiać, podziękować mu za wszystko, na razie miało się nie spełnić. To miało mi wystarczyć i wystarczało. Byłam szczęśliwa i wdzięczna, za to, co dostałam, bo był to dla mnie wielki dar.

Niezwykłość tego miejsca, klimat Mszy św. odprawianej w tylu różnych, dziwnych językach, sprawiły, że naprawdę zaczęłam się modlić. Na powitanie spotkał mnie mój mały prywatny cud, nie liczyłam na więcej, ale przyjechałam tam z wieloma intencjami i wiedziałam, że jeśli gdziekolwiek i kiedykolwiek mam coś wymodlić, to tylko tam, w Medziugorju.

Obecność świętości czuło się tam wszędzie.

Była w powietrzu, którym oddychałam, w mrówkach spacerujących po chodniku, w zapachu fig, który ciągle czułam. Zdarzyło się tak, że wzięłam udział w spotkaniu z Ivanem, który mówił o objawieniach, przekazywał orędzia Matki Bożej. Powiedział, że Matka zaprasza nas wszystkich, na objawienie, 11 września, o godz. 22.00, na Górze Objawień. Wiedziałam, że słyszą ją i widzą, tylko wybrani ludzie. Większość nie widzi niczego. Nie liczyłam, że coś zobaczę. Ja już doświadczyłam cudu i chciałam tylko, by Kraljica Mira wysłuchała moich próśb.

Szłam w ciemności, w tłumie, nie licząc na nic. Wyszliśmy pod samą figurę, znajdującą się na górze i oczekiwaliśmy na objawienie modląc się. Ludzie z tylu krajów, władający tyloma językami modlili się razem. Ich głosy zlały się w jeden i słychać było tylko głośne burczenie. Miałam wrażenie, że temu burczeniu towarzyszy wielka energia, która unosi te wszystkie modlitwy do nieba. Podobną energię odczuwają gwiazdy, na koncertach. Czytałam o tym wiele razy.

Kobieta z mojej grupy, z którą się zaprzyjaźniłam, powiedziała, żebym patrzyła w bok, bo tam patrzą wszyscy, więc stanęłam na wysokim kamieniu i patrzyłam. Patrzyłam i widziałam, nie zdając sobie sprawy z tego, że coś widzę.

Byłam, jakby nieświadoma.

Po kilku minutach ludzie zaczęli bić brawo i przekazywać sobie z ust do ust, słowa Matki Bożej. A przecież mówiliśmy w różnych językach. Mimo, że na nic nie liczyłam, czułam się odrobinkę zawiedziona, że zupełnie nic się nie wydarzyło, za co jeszcze dziś przepraszam Maryję.Na dole, po objawieniu, cała nasza grupa zebrała się, by razem wrócić do pensjonatu. Wtedy dowiedziałam się, że Matka Boża prosiła, by modlić się o pokój na świecie i powiedziała, że pobłogosławiła wszystkie dewocjonalia, które ludzie przynieśli ze sobą. Poczułam się tak, jakby na mnie zerknęła, ponieważ przed wyjściem, włożyłam do torby wszystkie zakupione przez siebie różańce i inne dewocjonalia.

Robiąc to, nie zastanawiałam się dlaczego i po co to robię. Jakby ktoś zrobił to za mnie. Spotkał mnie kolejny niezwykły zaszczyt, kolejny cud, na który nie zasługiwałam. Nie byłam jakimś strasznym grzesznikiem, lecz sumienie ciążyło mi, na tyle, by uważać, że nie zasługuję na te wszystkie łaski. Nie byłam z siebie ani trochę dumna. Jednak mimo to, najwidoczniej naprawdę zostałam, z jakiegoś powodu, wybrana. Tylko dlaczego ja?

Dopiero kolejnego dnia, zaczęłam sobie powoli uświadamiać, co wydarzyło się na górze objawień. Jakbym budziła się ze snu. Zrozumiałam, że Matka Boża pozwoliła mi zobaczyć, jak zeszła do nas na ziemię, widziałam bowiem dziwny obłok. Wyglądał bardziej, jak mgła, niż jak chmura. Był przezroczysty, szary, jak dym. Widać było, poprzez niego drzewa, na których jakoby osiadł. Obłok ten, miał idealnie prostą podstawę, a na wierzchu, było wgłębienie, jakby ktoś tam leżał, lub siedział. Patrzyłam na niego dość długo, a gdy odwróciłam wzrok i znowu spojrzałam, już go nie było.

Pewna kobieta z naszej grupy mówiła później, że Matka Boża spłynęła, leżąc na obłoku, a ja zrozumiałam, że nie miałam zwidów, że ten obłok widziałam. Dowiedziałam się też, że Maryja mówiła, iż jest zadowolona z młodzieży. Poczułam wtedy szczęście, jakby znów na mnie zerknęła.

Ona, Najświętsza Maryja zaprosiła mnie do Medziugorja, pokazała mi to wszystko…

Mnie, zwykłej, byle jakiej dziewczynie, która jest nikim, w porównaniu z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, jakich Matka do siebie przyciągała. Zrozumiałam, że mam teraz bardzo ważne zadanie. Muszę wrócić tam, gdzie mieszkam, do tych zimnych, pełnych ironii ludzi i opowiedzieć im o tym. Obawiałam się, że nie będą mnie słuchać, że mnie wyśmieją, nazwą wariatką. Modliłam się, by Matka Boża pomogła mi mówić im o tym wszystkim, by podpowiadała mi słowa. Zapragnęłam pójść do spowiedzi generalnej, ale wszystko działo się tak szybko, że nie mogłam się do niej dobrze przygotować. Głos w moim wnętrzu powiedział mi, żebym dała sobie trochę czasu, że kiedy nadejdzie pora, znajdzie się odpowiedni ksiądz, odpowiednia chwila. Zaufałam więc.

Nie chciałam wracać do domu, było mi tam tak dobrze. Jakby to był raj na ziemi. Tak wiele słyszałam od kobiet, z mojej grupy pielgrzymkowej, o Festiwalu Młodych, że gorąco zapragnęłam przyjechać za rok, we wakacje, na te dziewięć dni. Jeszcze nie wyjechałam z Medziugorja, a już tęskniłam za nim. Zastanawiałam się, czy moja wiara nie osłabnie, czy te wydarzenia mi nie spowszednieją w zderzeniu z szarą rzeczywistością.

W drodze powrotnej organizator pielgrzymki włączył w autokarze DVD z Festiwalu Młodych. Jaka była moja radość, gdy okazało się, że oglądam świadectwo brata Johna Paula Mary Kelly… Słuchałam go z zapartym tchem, jak mówił o tym, co jego rodzina osiągnęła, ile nagród zdobyła, w jakim zamku zamieszkała. Mówił o pustce, jaka go ogarnęła i o chęci odebrania sobie życia. Wiedziałam wcześniej o tym, ale słysząc tę historię z jego ust, czułam, że każda komórka ciała mnie aż boli. To nagranie umocniło mnie w przekonaniu, że muszę przyjechać na Festiwal Młodych, że muszę zasłużyć na zaproszenie.

Wróciłam do Polski i jadąc w autobusie, do domu, odkryłam, że bardzo mnie rażą przekleństwa. Sama dotąd dużo przeklinałam, a teraz drażniło mnie, kiedy słyszałam je z ust innych. Podobnie było z wzywaniem imienia Bożego na daremno. Też mnie drażniło, kiedy sama u siebie usłyszałam mój zwykły przerywnik: „O Jezu”. Cieszyłam się, że jestem na początku nowej drogi.

W Medziugorju kupiłam wiele różnych różańców, koronek pokoju, medalików i tym podobnych pamiątek. Po powrocie je podzieliłam, dla różnych znajomych, a i tak wiele mi zostało. I zaczęły przychodzić do nas różne osoby, o których nie pomyślałam. Przyszła jedna znajoma, a ja, jakbym była, przez kogoś kierowana, dałam jej dzieciom medaliki, a jej różaniec

i usłyszałam: „Jakbyś wiedziała. Wczoraj mój różaniec się przerwał martwiłam się, że nie będę miała na czym się modlić”. 

Kupiłam duży drewniany różaniec, choć nie wiedziałam po co, bo myślałam, że nikt na takim dużym nie będzie chciał się modlić i przyszła ciocia, która ma krótkie, grube palce. Powiedziała: „Dziękuję, że o mnie pomyślałaś”. A ja przecież wcale o niej nie myślałam. To Matka Boża kierowała moimi działaniami, tak przy zakupach, jak i przy dzieleniu tymi cennymi prezentami.

Mówiłam im wszystkim o tym, co widziałam, co przeżyłam, przekazywałam słowa z orędzia Matki Bożej, a oni mnie słuchali i wierzyli mi. Normalnie każdy z nich machnąłby ręką, uznał, że mi odbiło, tymczasem potraktowali mnie poważnie. Uwierzyli we wszystko. Wierzę, że nasza Królowa Pokoju otworzyła im serca, by łatwiej było mi stać się świadkiem i owocem Medziugorja. Nie pamiętam, kto, powiedział nam w Medziugorju, że wszyscy, którzy zostali tam zaproszeni, którzy przyjechali do Medziugorja są owocami Medziugorja. Tego nie można lekko traktować. Wymaga to nieustannej pracy nad sobą, dążenia do pokory. Przynajmniej ja tak to rozumiem. Ten wysiłek daje jednak szczęście. Człowiek czuje, że Matka Boża jest cały czas blisko niego.

Musiałam jeszcze raz pojechać tam z powrotem.

Wciąż miałam wiele „spraw, do załatwienia” z Maryją. Dotychczas zaufanie sprawiało mi ogromne trudności, teraz każdego dnia powtarzam jedno krótkie zdanie: „Oddaję się Tobie, Jezu. Troszcz się Ty”. Tej drogi uczy mnie pokorny zakonnik w szarym habicie. Widocznie tak chce Maryja, a ja mogę tylko dziękować Jej za to i cieszyć się z całego serca. Gdyby ktoś zapytał mnie, przed wyjazdem do Medziugorja, czego w życiu żałuję, pewnie powiedziałabym, że wszystkiego. Teraz powiem, że absolutnie niczego, ponieważ każda sekunda mojego życia doprowadziła mnie do Medziugorja. Gdyby coś zmienić, jedno zdanie, jedno zdarzenie, pewnie nie trafiłabym do tego niezwykłego miejsca, nie przeżyłabym tego wszystkiego, nie otrzymałabym tylu łask. Jak mogłabym czegokolwiek żałować w takiej sytuacji?

Justyna Maria Mączka

Źródło: krolowa-pokoju.com.pl


-----------------------------------

Z cyklu: Koniec czasów czy koniec świat?

"POWRÓCĘ!"

Zbawiciel odchodząc z tej ziemi do nieba, po dokonaniu ofiary na krzyżu Golgoty pozostawił chrześcijanom nadzieję. Oto Jego słowa:
 "A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem".
W  Nowym Testamencie obietnica ta wspomniana jest ponad 300 razy.  Apostoł Paweł pisał, że gotowość na spotkanie z przychodzącym Panem powinna objąć: "ducha, duszę i ciało" 1 Tesal. 5,23). Bóg zsyła nieustannie  Maryję, aby przynaglała ludzkość, do wsłuchania się w odgłos kroków nadchodzącego Zbawiciela.


Objawienia w Naju-Japonia

Julia Kim - żona Juliana i matka czworga dzieci - przyjęła wraz z rodziną chrzest w 1981. Początkowo wyznawała wiarę w kościele protestanckim. Wszyscy przeszli na katolicyzm, przekonani o pełni prawdy w tym kościele.
Od zarania jej życie naznaczone było cierpieniem. Ojciec i dziadek zginęli w więzieniu, deportowani przez komunistów. Młodszy brat umarł w wieku 3 lat. Julia borykała się z kłopotami zdrowotnymi. Po kolejnych pobytach w szpitalach zwolniono ją do domu, skazaną na śmierć.                                

Stopniowo nauczyła się oddawać cierpienia Jezusowi i Jego Matce, w duchu wynagrodzenia. Bardzo pragnęła żyć, by móc wychować dzieci. Od połowy roku 1985 jej życie uległo radykalnej przemianie, gdy skromna figurka Matki Bożej, należąca do jej rodziny, zaczęła nagle płakać.  Julia stała się posłańcem Maryi, która pragnęła przekazać wszystkim Swoim dzieciom na ziemi Orędzie płonącego matczyną miłością Niepokalanego Serca.

Kierownictwo duchowe

Jej kierownikiem duchowym został misjonarz belgijski, związany z placówkami Księży Salezjanów w Korei - ks. Raymond Spies. Znając prostotę i głęboką wiarę Julii, przekonany o prawdziwości Orędzi i w obliczu niezaprzeczalnych znaków szybko podjął starania zmierzające do rozpowszechnienia Orędzi Matki Bożej Płaczącej z Naju. Jego relacje ukazały się w wielu językach (m. in. po francusku, niemiecku, wietnamsku, węgiersku). Przed dwoma laty dokonano przekładu z polskiego na litewski. Oto kilka najważniejszych informacji związanych z  figurą w Naju:

Figura Matki Bożej płacze

30 czerwca 1985: Figurka Matki Bożej - Niepokalanego Poczęcia - zaczęła niespodziewanie płakać w Naju, w domu Julii i Juliana Kim. Płakała prawie 3 miesiące bez przerwy. Potem obok normalnych łez zaczęły się także pojawiać łzy krwawe, płynące czasem aż do stóp figurki. Trwało to 700 dni.

Rana stygmatu, krew, hostia i spotkanie z Jezusem 19 października 1987: W pierwszą rocznicę krwawych łez Julia przeżywa w ekstazie cierpienia i boleści Jezusa Ukrzyżowanego.  Na jej stopie ukazuje się rana stygmatu i krew.

Odtąd zdarza się to często i cierpienia te trwają do dzisiejszego dnia. Ponadto Julia przyjmuje dobrowolnie i z miłością przeróżne cierpienia fizyczne jako wynagrodzenie za grzechy, szczególnie za zbrodnie dzieciobójstwa.

5 czerwca 1988: Po raz pierwszy ukazał się Julii Jezus, a po przyjęciu Komunii św. w kościele Hostia zamieniła się w jej ustach w krew. Odtąd miało to miejsce kilkanaście razy w obecności wielu osób. Między innymi 16 maja 1991, 24 września i 2 listopada 1994.

Pachnący olej i Hostie

2 października 1991: Pachnący olej zaczyna wypływać z figurki, szczególnie na głowie. Zjawisko powtórzyło się kilkakrotnie, po czym - od 24 listopada 1992 - olej wypływał nieprzerwanie do 23 października 1994. Trwało to w sumie 400 dni bez przerwy.
Znaki związane z Eucharystią

14 kwietnia 1993: Na dłoniach figury Matki Bożej pojawiają się Hostie z symbolicznymi rysunkami oraz, obok niej, kielich z Hostią, która 27 czerwca 1993 - w Uroczystość Bożego Ciała - krwawi.

Cud eucharystyczny w obecności Nuncjusza Apostolskiego w Korei

24 listopada 1994r. w obecności Nuncjusza Apostolskiego  w Korei miał miejsce cud eucharystyczny, przez   pojawienie się dużej, przełamanej Hostii na rękach Julii. Hostia ta została podzielona pomiędzy kilkadziesiąt obecnych osób. Potem na języku Julii ukazała się mała Hostia, którą zachowano.

Zapowiedź zwycięstwa nad szatanem

Program orędzi potwierdza naukę Kościoła Katolickiego i jest zbieżny z innymi objawieniami, np. KIBEHO - Afryka (1981-1989).  Maryja wyjaśnia przyczyny Swych łez. Daje rady, napomnienia, polecenia. Stosowanie się do nich może pomóc światu uchronić się od katastrofy, do jakiej prowadzą go grzechy ludzkości. Matka Boża wskazuje na Swoje Niepokalane Serce jako na Arkę Zbawienia. Maryja płacze nad światem biegnącym ku własnej zgubie. W orędziach, przekazywanych za pośrednictwem Julii, Maryja zapowiada zwycięstwo nad szatanem i nadejście chwalebnego Królestwa Jezusa.

Program ocalenia wskazany przez Maryję

                                         w Naju


1) Życie oparte na zawierzeniu Jej Niepokalanemu Sercu, które może stać się dla nas prawdziwą Arką Zbawienia, niezwyciężoną tarczą w walce z szatanem.

2)Wyrzeczenie się siebie i oddanie się Matce Bożej z pragnieniem współpracy w zbawianiu świata przez modlitwę, ofiarę i cierpienie.

3)Powrót do częstej sakramentalnej spowiedzi i do godnego przyjmowania Jezusa w Komunii św. oraz częste adorowanie Go, obecnego prawdziwie w Eucharystii; praktykowanie czwartkowych «świętych godzin» przed Najświętszym Sakramentem.

4) Zaprzestanie zabijania nienarodzonych dzieci.
5) Wytrwanie w wierności Papieżowi.

6) Modlitwa za duchowieństwo, stanowiące obecnie szczególny cel ataków szatana.

7) Oddawanie czci Maryi, pocieszanie Jej oraz wynagradzanie za doznane zniewagi poprzez nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca.


--------------------------------------

Z nauczania Jana Pawła II

Wołanie o różaniec

 "Każdy człowiek, który modli się do Zbawiciela pociąga za sobą cały świat i wywyższa go ku Bogu. Ci, którzy trwają przed PANEM, PEŁNIĄ ZATEM BARDZO WAŻNĄ POSŁUGĘ: Przedstawiają Chrystusowi tych wszystkich, którzy Go nie znają lub są od Niego oddaleni; w ich imieniu czuwają przed Jego obliczem”.

--------------------------------------

Świadectwo

Zaproszenie do Różańca

Oczywiście pragnęliśmy  się spotkać z [Janem Pawłem II]…kiedy okazało się, że możemy podejść i ucałować pierścień i zamienić kilka słów, nie omieszkaliśmy zwierzyć się z naszego pragnienia posiadania potomstwa. Ojcze, powiedziałeś wówczas: ”wszystko będzie dobrze”, a w nas wstąpił nowy duch. I STAŁO SIĘ!  Na dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia (2003r.) dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami. To wielkie szczęście i pragniemy się nim z Tobą , Ojcze Święty  podzielić. Wierzymy, że wsparłeś nas w modlitwie, za co z całego serca dziękujemy. Jolanta i Piotr, z Warszawy. 12) A. Kasica i M. Zboralska : „

------------------------------------------------

Jan Paweł II pomaga i wstawia się u Pana Boga

Pani Halina Jedynak, mieszka i ciężko pracuje w Rzymie od 17 lat. Jest osobą głęboko wierzącą. Z gatunku tych do rany przyłóż. Z polskim papieżem łączyła ją szczególna więź. Jej dwóch synów służyło mu często do mszy. Jan Paweł II przyjął ją wraz z rodziną na prywatnych audiencjach aż dziewięć razy. Jeden z synów rozpoczął studia w Rzymie na Uniwersytecie Regina Apostolorum Legionistów Chrystusa, a potem wyjechał do Wisconsin.
Umarł Jan Paweł II.  Pani Jedynakowa bardzo tęskniła za synem, ale jak zarobić na podróż, dostać wizę i nie zginąć w Ameryce bez znajomości angielskiego? Trzeba to wyprosić u papieskiego grobu.

Czerwona róża

Co niedziela przed godz. 14 pojawiała się w Grotach z czerwoną różą. Początkowo strażnicy nie pozwalali kłaść róży na płycie nagrobnej, ale potem sami ją kładli. Po pewnym czasie pani Halina dostała niespodziewanie nową, dodatkową pracę, zarobiła 900 euro, a właśnie tyle kosztował bilet. Dostała wizę, a podczas audiencji generalnej Benedykta XVI poznała rodaczkę z Chicago.

Stały obok siebie w tłumie przy barierce i kiedy wzdłuż szpaleru przechodził papież, razem wrzasnęły: - Niech żyje papież! A papież podszedł, podał rękę i pobłogosławił. Okazało się, że rodaczką z Chicago jest znana działaczka polonijna Irena Jaworska. Zawiązała się między nimi przyjaźń i kilka tygodni później pani Jaworska odebrała panią Halinę z lotniska w Chicago, ugościła po królewsku i zawiozła do syna. Pani Halina nadal co niedzielę kładzie czerwoną różę na grobie Jana Pawła II. Teraz już nie po prośbie, a z wdzięczności.

                                                                              Nowa łaska w tej historii
Jeszcze większa łaska spadła na koleżankę pani Haliny, Bożenę Zdanowicz. Przyjechała do Włoch do pracy. Jest pielęgniarką. Straciła posadę i życie zaczęło się jej walić. Chciała się rzucić z rozpaczy pod pociąg, ale zwyciężył strach i rozsądek. Gdy pani Halina to usłyszała, zaraz jej powiedziała: - Idź do grobu. I pani Bożena ruszyła z Ladispoli do Grot Watykańskich.
Po mszy uklękła przy papieskim grobie i nie prosiła, ale płakała o pracę. Potem pojechała do Caritasu, ale był tam potworny tłok. Załamana zmierzała do wyjścia, kiedy nagle otworzyły się drzwi i urzędniczka wywołała nazwisko: Zdanowicz. Pani Bożena weszła do środka, ale okazało się, że chodziło o Jolantę Zdanowicz. Jolanty z jakichś powodów nie było. Może znalazła już zajęcie. I tak pani Bożena dostała pracę, którą ma do dziś. Teraz często przyjeżdża z Ladispoli do Grot podziękować papieżowi.

Oprac. Jolanta Chwałczyk, Małgorzata Kołodziejczyk ,na podstawie nagrania Małgorzaty Kołodziejczyk, wieloletniej korespondentki Radia Watykańskiego, z okazji 20-lecia papieskiego pontyfikat- TYGODNIK NIEDZIELA

==================

Ze świadectw beatyfikacyjnych   Jana Pawła II

Doktorzy w szpitalu są zdania, że stał się cud

Była godzina 7.00 rano. Siedmioletnia Natalka przygotowywała się do szkoły- umyła ząbki, ubrała się.  Nagle zaczęła wołać do swojej mamusi, że bardzo ją boli Głowa. Do szpitala trafiła nieprzytomna i lekarze diagnozowali tętniak… Natychmiast cała rodzina Natalii rozpoczęła modlitwy. Babcia pojechała do Częstochowy, by prosić Panią Jasnogórską o opiekę nad Natalką. Wiadomość o chorobie Natalki dotarła także do Rzymu,  do postulacji. Tylko Jan Paweł II może to dziecko uratować. Msza za Mszą i modlitwy, intencja zostawiona na grobie Jana Pawła II. Niedługo potem do Natalki dotarł obrazek z ex indumentis Jana Pawła II.

Minęły tylko trzy tygodnie. Natalka opuściła już oddział intensywnej terapii i w szpitalu jest przy niej cały czas jej mama. Stan jej zdrowia jest zadziwiający dla wszystkich, a szczególnie dla doktorów. A Natalka czeka na powtórny tomograf ze zwiększonym kontrastem, aby ustalić, co tak naprawdę się stało.   Doktor mówi, że tak naprawdę dostała drugie życie, ponieważ w tym stanie, w jakim trafiła ona do szpitala, szanse są znikome, aby człowiek przeżył. Natalka już mówi i wszystko pamięta. Jeszcze leży i potrzebuje rehabilitacji i czasu, ale powinno być dobrze.                            

Dziękujemy za modlitwy i prosimy  o dalsze, gdyby nie one, to pewno ta Niedziela Wielkanocna nie byłaby taka radosna. Mijają kolejne tygodnie i wynik tomografu wykazuje, że Natalka jednak musi być poddana operacji…To wszystko nas przerosło…Ale operacja się udała, Natalka czuje się  jak najbardziej w porządku, wróciła do domu na stałe, teraz tylko przed nią kontrola lekarska. Od września wróci do szkoły bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Doktorzy w szpitalu są zdania, że stał się cud. Ciocia Natalii, Wadowice Źródło: poz. nr 7

--------------------------

Jan Kobuszewski, znany aktor telewizyjny i teatralny  

Różaniec w moim życiu

alt 

Odkąd pamiętam, od ok. czwartego roku życia, cała moja rodzina: mama, ojciec, dwie siostry, ciocia  i ja odmawialiśmy w  domu różaniec. Tak było zawsze, przez całą okupacje, a nawet podczas całego Powstania Warszawskiego. Modliliśmy się razem na głos. Po odmówieniu wszystkich tajemnic Różańca, modliliśmy się Litanią Loretańską, a potem  przychodziła kolej na "Pod Twoją obronę", a na końcu była modlitwa za zmarłych. Ten zwyczaj rodzinny wywarł wpływ na całe moje późniejsze życie,  a  tradycja wspólnej modlitwy z pewnością mnie ukształtowała.

Dziś mogę powiedzieć,że ten domowy Różaniec był chlebem dla duszy.
Źródło nr4. )Niedziela"nr43 2005r.,

-----------------------------------------------------

Przykład wiary- Roman Kosecki - wielokrotny reprezentant Polski w piłce nożnej

Dzięki modlitwie nie załamywałem się

"Od najmłodszych lat byłem blisko Boga i Kościoła. Tak było w czasie mojej kariery piłkarskiej, tak też jest i teraz. Wraz z ks. Mariuszem Zapolskim zakładaliśmy duszpasterstwo sportowców. W czasach, kiedy grałem w , ks. Zapolski był naszym kapelanem. Trenowałem reprezentację polskich księży. Byliśmy w Rzymie, gdzie polscy księża grali z Gwardią Szwajcarską i reprezentacją Watykanu."

Sportowcy, uciekają się do modlitwy

"Piłkarz ma dużo stresów, potrzebuje pewnego wyciszenia. Konieczny jest moment uspokojenia, stanięcia przed Bogiem. Kiedy jest ważny mecz, szanujemy przeciwnika, ale potrzebujemy koncentracji i zwrócenia się do Boga. Często piłkarze, czy inni sportowcy, uciekają się do modlitwy. To ich motywuje, pozwala rozładować stres i osiągnąć maksymalną koncentrację. W czasie mojej kariery często się modliłem.

Wielu sportowców przed meczem też czyni znak krzyża

Przed meczami, które rozgrywane były w niedzielę, z kolegami z drużyny chodziliśmy do kościoła, by uczestniczyć we Mszy Św. Życie wiarą i z Bogiem jest bardzo ważne dla wielu sportowców. Często na ekranach telewizorów widzimy piłkarzy, którzy czynią znak krzyża po zdobytym golu lub po udanym zagraniu.

Wielu sportowców przed meczem też czyni znak krzyża. To krótkie zwrócenie się do Boga - oddanie Mu swego wysiłku podczas rywalizacji - jest bardzo potrzebne sportowcom."

"Czasem modliłem się na Różańcu, choć przyznam szczerze, że nie za często. Na początku kariery miałem poważną kontuzję. Nie grałem w piłkę przez pół roku. Był to dla mnie czas intensywnej modlitwy, która podtrzymywała mnie na duchu. Po pół roku wróciłem do gry. Dzięki modlitwie nie załamywałem się."
 

Nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych! List św. Pawła do Efezjan 5:11


------------------------------------------------------

Wiara boksera

Bokser  Marian Kasprzyk -zdobywca  złotego medalu na olimpiadzie w Tokio w 1964 r. Fragment wywiadu [z lutego 2010 r.]

Podczas walki finałowej złamał kciuka, a mimo to nie tylko, że dotrwał do końca walki, ale wygrał ze swym przeciwnikiem, zdobywając najwyższe trofeum; dwa lata wcześniej - na olimpiadzie w Rzymie - zdobył medal brązowy; do walki półfinałowej nie stanął z powodu kontuzji):

Czy dużo pan się modli? [pytania zadawała pani Barbara Rak]
"Modlę się prawie cały czas: czekając na umówione spotkanie, spacerując, jadąc autobusem. Dzięki temu owocnie spędzam czas i głęboko przeżywam każdą chwilę. Kiedyś, na początku mojego powrotu, poszedłem do spowiedzi i dostałem za pokutę dziesiątek różańca. Pomyślałem: O matko! Z czym to się je? Nigdy nie miałem w ręku Różańca!

Ale szybko odnalazłem tę modlitwę w książeczce i zacząłem się modlić według „instrukcji obsługi”. Modliłem się ponad 3 godziny, bo odmówiłem cały Różaniec 10 razy - bo myślałem, że to jest właśnie dziesiątek! Obracałem te karteczki w książeczce do przodu i do tyłu, tam i z powrotem. Ale pomyślałem sobie, że nie ma co, muszę nauczyć się modlić na Różańcu - dziś jest on moim nieodłącznym towarzyszem. Jak to mówią również w sporcie: Trening czyni mistrza - im więcej się modlę, tym lepiej i owocniej to robię."

Czym dla pana jest modlitwa?

"Wszystkim! Pomaga mi dojrzale przeżyć całe moje życie. Po chorobie dużo się modliłem, wszystko układało się pomyślnie, i w pewnym momencie zachorowała moja żona Krystyna. Chorowała długo i ciężko, tracąc zdolności poruszania się, a później nawet mowę.                             

Dzięki modlitwie znosiłem ten ciężki okres, pielęgnując ją w chorobie. Nigdy przez ten czas nie skarżyłem się, nie narzekałem. Wszystko przyjmowałem ze spokojem i pokorą. Wiem, że to wiara pomogła mi przez to przejść i dała mi dużo siły..."

"Żona zmarła na moich rękach - to też sobie wymodliłem - bardzo się bałem, że nie będzie mnie przy jej śmierci, że wstanę rano i zobaczę, że ona już nie żyje. Jednak Bóg obdarzył mnie tą łaską bycia przy niej w momencie przejścia. Odchodziła spokojnie, ja trzymałem jej głowę i patrząc na jej twarz widziałem Jezusa.

Pomyślałem: . Za kilka minut, kiedy położyłem ją na tapczanie, już tego nie zauważyłem, już ten obraz zniknął. Wdzięczny jestem Opatrzności, że pozwoliła mi to przeżyć. Potęga modlitwy i wiary jest wielka."

"Dziś byłem na pogrzebie kolegi i pocieszałem jego córkę mówiąc, że trzeba dużo się modlić, że w modlitwie znajdzie potrzebne siły. Kiedy się modlę odczuwam obecność Ducha Świętego. Wiem, że kieruje moim życiem, a przez wyciszenie i skupienie łatwiej Go słychać. Teraz czuję w sobie ogromny spokój i radość życia - cieszę się każdym dniem. I bardzo się cieszę, że mogę o tym ludziom mówić, bo to jest piękne.

Pewne rzeczy zauważa się dopiero po czasie. Kiedy się analizuje jakieś wydarzenia i widzi się, że czegoś się uniknęło, zaczyna się rozumieć. Niektórzy mówią:  - ja tak nie uważam. Jakie szczęście? To Bóg nami kieruje, a Anioł Stróż pomaga uniknąć złego i wyciąga nas z rozmaitych opresji. To nie ma, moim zdaniem, nic wspólnego ze szczęściem."

Dzisiaj w wielu kręgach niemodny i niewygodny jest temat modlitwy, wiary, kościoła. Ludzie nie afiszują się ze swoimi poglądami, a nawet szydzą z tych, którzy mówią, że są wierzący...

"Nie wstydzę się swoich poglądów i jestem z nich dumny. Nie wstydzę się przeżegnać, kiedy przechodzę obok kościoła lub widzę krzyż. Nie wstydzę się powiedzieć, że jestem wierzący. Dzisiaj bardzo wiele osób mówi o sobie . To chyba jakaś pomyłka. Moim zdaniem albo jest się wierzącym, albo nie. Bycie katolikiem zobowiązuje - do określonych zachowań, gestów. I nie można być wierzącym bez całej tej otoczki."

Jaki jest pana sposób na życie?

"Jestem szczęśliwym, spokojnym człowiekiem - najważniejsze, że wiem dlaczego taki jestem! W Bogu znalazłem sens życia, poprzez modlitwę i praktykowanie spełniam swoje życie. Z Bogiem łatwiej jest przełknąć nawet najbardziej gorzką pigułkę, jaka nam się przytrafi. To, co mam i co osiągnąłem - to, że żyję, i to jaki jestem, to co przeżyłem, i to co jeszcze przede mną - zawdzięczam tylko swojemu Stwórcy.     W to wierzę, z tym się godzę i temu ufam." Źródło: www.sport.pl;
----------------------------------------------------------


"Zaopiekuj się nimi, oni są moimi"

Matka Teresa  podczas wewnętrznych rozmów usłyszała pewien głos.

W  książce: „Matka Teresa, pisma prywatne Świętej z Kalkuty” znajdujemy teksty wiele wyjaśniające, jakiej używała broni, żeby pokonać zło, które dziś niszczy rodziny. Cytowanym tu fragmencie opisuje ona pewnemu biskupowi jedną ze swoich wizji :

”Ekscelencjo…Ponownie ten olbrzymi tłum! Mogłam dostrzec na jego twarzy głęboki smutek i cierpienie. Uklękłam obok Matki Bożej, która stanęła naprzeciw niego. Nie widziałam Jej twarzy, lecz usłyszałam, jak mówi:

"Zaopiekuj się nimi, oni są moimi, zaprowadź ich do Jezusa. Nie bój się. Naucz ich odmawiać różaniec.

Różaniec w rodzinie i wszystko pójdzie dobrze. Nie bój się,
Jezus i ja sama będziemy z tobą i twoimi dziećmi".

--------------------------------------------

Matko Boża


Matko Boża kaczeńcowa matko Boża kalinowa Matko Boża. 
Od stokroci Święta Pani, od stokroci mchów  puszystych i paproci.                                                                                                                   Święta Pani w sosen szumie, Ty co każdy ból zrozumiesz, ty co każda łzę  obetrzesz. Delikatna jak powietrze, jak śpiew ptaków kolorowa, rozmodlona  różańcowa, wyzwolenie z ludzkich bied, rozsuń z nieba ciepły pled, zmyj z nas wodą ciężar win.                                                                                                                                                                                                        Niech nas przyjmie Święty Syn. Harfo słońca nieobojętna, iskro Boża Matko Święta.
Marian Stanisław Hermaszewski

---------------------------------------------

"PRZYGOTUJESZ ŚWIAT NA OSTATECZNE Przyjście Moje" (Dz. 429)

Pan Jezus zlecił s. Faustynie bardzo ważną misje do spełnienia: „Przygotujesz świat na ostateczne moje przyjście” (Dz 429). O tej Misji mówiła s. Faustynie również Matka Najświętsza, kierując do niej następujące słowa:

„Ja dałam Zbawiciela światu, a ty masz mówić światu o Jego wielkim miłosierdziu i przygotować świat na powtórne przyjście Jego” (Dz 635).

Pan Jezus pragnie nas ostrzegać przed dniem nadchodzącym sądu i wzywa, abyśmy korzystali z czasu Miłosierdzia:

" Blisko jest dzień straszliwy, dzień mojej sprawiedliwości (Dz 965) Nim przyjdę jako sędzia sprawiedliwy, otwieram na oścież drzwi Miłosierdzia mojego.

Kto nie chce przejść przez drzwi Miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości mojej" (Dz 1146)

-----------------

CZYŚCIEC WIDZIANY PRZEZ ŚW. FAUSTYNĘ

alt

Ujrzałam Anioła Bożego, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich    cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu.                                                                    

Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącymi. (Dz 20)

-----------------------------------------------

ZMARŁA SIOSTRA PROSI ŚW. FAUSTYNĘ O MODLITWĘ

Kiedyśmy przyjechały do nowicjatu (23.1.1926), siostra (Henryka Łosińska, była umierająca. [Po śmierci}za parę dni Siostra przychodzi do mnie i każe mi iść do Matki Mistrzyni (S. Małgorzata Anna Gimbutt) i powiedzieć, żeby Matka prosiła jej spowiednika, księdza Rosponda, żeby za nią odprawił jedną Mszę św. i trzy akty strzeliste. W pierwszej chwili powiedziałam, że pójdę do Matki Mistrzyni, ponieważ niewiele rozumiem czy to sen, czy jawa. I nie poszłam. Na przyszłą noc powtórzyło się to samo wyraźniej, w czym nie miałam żadnej wątpliwości. Jednak rano postanowiłam sobie, że nie powiem o tym Mistrzyni. Dopiero powiem, jak ją zobaczę wśród dnia. Zaraz się z nią (S. Henrykę) spotkałam na korytarzu, robiła mi wyrzuty, że nie poszłam zaraz i napełnił dusze moją wielki niepokój, więc natychmiast poszłam do Matki Mistrzyni i opowiedziałam wszystko co zaszło.

Matka odpowiedziała, że te sprawę załatwi. Natychmiast spokój zapanował w duszy a na trzeci dzień owa siostra przyszła i powiedziała mi: „Bóg zapłać”. (Dz 21)

---------------------------------------

Zamawiajmy Msze Święte za zmarłych

Matka ze świata wieczności : "Źle wychowaliśmy nasze dzieci , bardzo źle. To myśmy oddalili je od modlitwy , od pokuty , od religii, to my , a dziś cierpimy. Oni przynoszą nam kwiaty , a Mszy św.za nasze dusze nie składają przed Bogiem. Jakże żałuję , jakże bardzo żałuję teraz!  Nie chodziłam do kościoła , mówiłam , że brak mi czasu , sama siebie usprawiedliwiałam. Brak mi dziś tych zasług. Bądź dobra , ofiaruj choć jedną Mszę św. za mnie”.


Cud Bożego Miłosierdzia

alt

Świadectwo
Koronkę do Miłosierdzia Bożego poznałam prawie 20 lat temu, gdy podczas studiów na UAM w Poznaniu często wstępowałam pomodlić się do kościoła przy ul. Fredry. Często słyszałam wówczas, jak kilka lub kilkanaście kobiet, przeważnie starszych, odmawiało jakąś monotonną – jak mi się wówczas wydawało – modlitwę. Monotonną – ale, o ile pamiętam moje ówczesne wrażenie – przejmującą. Nie wiedziałam wówczas, co to za modlitwa i nie wiedziałam, że za jakiś czas stanie się ona również i moją.

Najtrudniejsza  sytuacja życiowa
Dopiero kilka lat temu, gdy zaczęto w naszej parafii obchodzić święto Miłosierdzia Bożego, poznałam ją dokładnie i zaczęłam coraz częściej odmawiać. Nie codziennie, ale na tyle często, że nauczyłam się jej na pamięć, co mi się bardzo przydało, gdy cztery lata temu spotkała mnie i mojego męża najtrudniejsza dla nas sytuacja życiowa. Pojawiło się w naszej rodzinie kolejne dziecko.To Pan Bóg, a nie my, je zaplanował. Byłam przerażona, że znowu będę musiała rodzić, że będzie jeszcze biedniej, że nie będę mogła wrócić do pracy, bo w domu będzie teraz trójka małych dzieci. Trudno było mi przyjąć tę nową sytuację życiową. A gdy mi się już wydawało, że ją przyjęłam, okazało się, że dziecko z powodu mojej choroby jest zagrożone. W siódmym miesiącu ciąży przez cesarskie cięcie urodziłam dziewczynkę. Podczas narodzin ważyła 1100 gramów, w kolejnych dniach jej waga spadła do 870 gramów. Zaraz po porodzie poprosiłam męża, by ochrzczono córeczkę, sama nie widziałam Marysi przez pierwszą dobę. Drugiej nocy jej życia lekarz dyżurujący przyszedł mi powiedzieć, że stan dziecka się pogorszył i może umrzeć.

Pokochałam swoje dziecko
Obolała, odurzona lekarstwami i nieprzytomna ze strachu stanęłam przed inkubatorem, w którym, w plątaninie rurek i przy przeraźliwych dźwiękach aparatury leżało nasze dziecko. I właśnie wtedy moje usta, chyba same, zaczęły odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wtedy też chyba po raz pierwszy dopiero, powiedziałam Panu Bogu, że kocham to dziecko i chcę by żyło. W ciągu trzech miesięcy pobytu w szpitalu z dzieckiem odmawiałam tę modlitwę na pewno setki razy. Starszymi dziećmi zajął się wtedy najpierw mąż,   a później, gdy mąż musiał wrócić do pracy, rodzice. Do dziś jesteśmy im za tę nieocenioną pomoc wdzięczni.

Cud medycyny
Marysia przeżyła, jest zdrowa, nie przechodziła żadnych chorób, które byłyby wynikiem wcześniactwa. W wieku trzech lat dogoniła rozwojem fizycznym i psychicznym rówieśników. Lekarz, który opiekował się naszą córką po jej powrocie do domu, patrząc na rozwój dziecka nazwał ją „cudem medycyny”. My jednak doskonale wiemy, że nie byłoby tego cudu bez Miłosierdzia Bożego. A koronka Jezu, ufam Tobie stała się moją codzienną ukochaną modlitwą. Dziękuję Ci Panie za Marysię! ( Miłujcie się! 2/2002 » Miłosierdzie Boże »)

----------------------------------

Moc Eucharystii Jezus

Jezus odchodząc do Ojca nie zostawił nas sierotami. On wiedział ,że nie będzie nam łatwo samemu, odpierać ataki zła, budować  Jego Kościół. Pozostał w opłatku chleba, abyśmy mieli do Niego stały dostęp. Jedni wierzą w Jego obecność, drudzy nie. Tu się rozgrywa istota wiary.

świadectwo

Mam 22 lata i od pewnego czasu Eucharystia jest niezbędna dla mojego życia. Jezus zawsze tworzył mi i zajmował się moim życiem. Były jednak takie ciemne chwile, gdy wolałem iść swoją drogą nie patrząc na Jego wolę. Pamiętam taki dzień, kiedy byłem na obozie sportowym dla zawodników klubu, który prowadził mój tata.
Była niedziela i mój tata, który zawsze dążył do uczestnictwa we Mszy Świętej podczas takich wyjazdów, zabrał mnie na Eucharystię. Nikt z moich kolegów nie poszedł, ja też nie chciałem, ale tata mnie przymusił. Na początku byłem wściekły, ale potem gdzieś w głębi poczułem, że dobrze się stało.

Ogarniał mnie grzech
Powoli odkrywałem, że nie muszę szukać akceptacji kolegów bez patrzenia na wartości. Jeszcze rok temu moje życie wewnętrzne zupełnie się rozsypywało. Jednym  z "pęknięć" był ogarniający mnie grzech, który sam wprowadziłem w siebie. Było mi ciężko, żaliłem się stale nad sobą, niekiedy pojawiały się łzy, a na niedzielnych Mszach często czułem się źle. A co by było gdyby nitka pękła?

Przed odłączeniem się od Boga broniły mnie m. in.  Msze w pierwsze piątki miesiąca odprawiane dla wspólnoty oazowej, gdzie jestem animatorem. Mobilizowała mnie pozycja animatora oraz przykład innych. Czułem, że Msza to jakby moja niteczka, wiążąca mnie z Bogiem. A co by było gdyby nitka pękła? Nigdy nie poradziłbym sobie sam ze swoim grzechem. Kilka miesięcy temu Duch Święty mocno we mnie działał i działa do dziś.

Ja zajmuję się Nim, a On mną.
Od tamtego czasu codziennie(z nielicznymi wyjątkami) uczestniczę w Mszy Świętej i żyję w łasce uświęcającej. Duch Święty ożywił moją wiarę. Podczas Eucharystii skupiam się nie  na sobie i swoich słabościach, ale na Jezusie. Ja zajmuję się Nim, a On mną. To cudowny "układ", w którym mój Jezus usprawiedliwia mnie przed Ojcem.

To usprawiedliwienie jest niezbędne, aby przykazania stały się dla mnie czymś uciążliwym, abym znów nie zaczął użalać się nad sobą, lecz mógł cieszyć się łaską zbawienia. Słuchanie Jego słowa i jednoczenie się z Nim w Komunii Świętej stał się fundamentem i pełnią mojego życia. ( Miesięcznik:"Jezus żyje")

---------------------------------------------


Ja wiem w kogo ja wierzę

Ja wiem w kogo ja wierzę, miłością duszy mej.   
Mój Pan w tym Sakramencie, pełen potęgi swej.  
To ten co z nieba zstąpił, z miłości ku nam tu,   
i wziął mieszkanie swoje, w tym tabernakulum.

Ja wiem w kim mam nadzieję, w słabości mojej moc.
To ten, przed którym światło pali się dzień i noc.

Tyś szczęściem moim w życiu, Tyś światłem w śmierci dniu.                          
Wzbogacasz nas bez końca, w tym tabernakulum.


Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. List św. Pawła do Efezjan 4:29

---------------------------------------------

Przebaczenie

On mnie uzdrowił z poczucia krzywdy i z chęci zemsty

Warto przebaczać Kiedyś pewien człowiek bardzo mnie zranił. Modliłam się wtedy do Boga o zwycięstwo miłości w tej relacji i dobudowanie jej. Wkrótce jednak zranił mnie ponownie. Było to dla mnie bardzo trudne doświadczenie, bo oznaczało nie tylko zerwanie relacji, ale również podważenie mojej wiary w moc Boga.
W dodatku pojawiła się we mnie chęć zemsty. Spróbowałam jednak dalej modlić się do Jezusa ukrzyżowanego i pytać, co mam robić.  Przeżyłam wtedy bardzo mocne doświadczenie miłości Jezusa do nie i uświadomiłam sobie, że gdyby nie On miał się zemścić za to, co ja zrobiłam przeciwko niemu - mokra plama by po mnie nie została ... Jezus uzdrowił również moje zranienie.

To pozwoliło  mi przy następnym spotkaniu podać rękę na zgodę tamtemu człowiekowi i spojrzeć na niego z miłością, co wcześniej wydawało się niemożliwe. Zrozumiałam również, że na tym polegała moc zwycięstwa Jezusa - w sytuacji, gdy mogłam  odpłacić złem za zło, nie zrobiłam tego. A on mnie uzdrowił z poczucia krzywdy i z chęci zemsty. Beata

------------------------------------------
Z  cyklu : Pomoc  świętych Aniołów

Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości co do istnienia aniołów, posłańców Bożych, którzy uczestniczą w dziejach zbawienia człowieka. Te czysto duchowe istoty pośredniczą między Bogiem a ludźmi. Nauka o nich jest oparta przede wszystkim na  Biblii.

Św. Mateusz przekazuje nam w swojej Ewangelii m.in. takie słowa Jezusa:
"Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie."


świadectwo

Święty Michał powstrzymał burzę

alt

Pracowałem u starszych państwa w Łodzi, pomagając przy malowaniu drewnianych elementów na zewnątrz domu. Dzień był w miarę pogodny, chociaż zachmurzony. Jednak po południu zaczęły się gromadzić ciężkie chmury, a w oddali słychać było grzmoty. Bardzo chciałem skończyć malowanie, a potrzebowałem jeszcze około jednej godziny bezdeszczowej pogody, aby skończyć pracę. Była godzina 16.30, z ciemnych chmur zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Nie bacząc na to, zwróciłem się z gorącą prośbą do świętego Michała Archanioła, wodza kosmosu, całej przyrody i chórów anielskich, o powstrzymanie tej burzy i deszczu przynajmniej na godzinę, aż skończę malowanie.

Modliłem się na głos do Pana Jezusa, Matki  Najśw., świętego Michała i mego Anioła Stróża.

Na ten moment przyszedł pan Dionizy, u którego pracowałem i mówi, że chyba nie skończę, ba zaraz spadnie deszcz, a nawet już padają pierwsze krople. Wtedy, nie wiem po dzień dzisiejszy jak to się stało, z całą pewnością powiedziałem głośno i zdecydowanie: Skończę! Zobaczy pan, że skończę, że wytrzyma bez deszczu aż skończę, a potem lunie. Pan Dionizy odpowiedział tylko: Chciałbym, żeby to było skończone. Było to także w dodatku sobota. Jednocześnie zatrwożyłem się, skąd się wzięła ta moja pewność? Przecież deszcz wisi na włosku. Zaufałem jednak Bogu i przeprosiłem Go za chwilę zwątpienia.

Udało się! Bogu dzięki!

Malowałem z jeszcze większą energią, odmawiając jednocześnie Zdrowaś Maryjo. Po chwili spojrzałem w niebo. O Boże! Widzę jasne niebo nad nami, a wokół, w oddali czarne chmury. Jeśli tak, to skończę malowanie - pomyślałem. I rzeczywiście, gdzieś po godzinie czasu skończyłem i zawołałem: Udało się! Bogu dzięki! Po upływie może dwóch dalszych minut, lunęła rzęsista ulewa. Przez dłuższy czas staliśmy z panem Dionizym i jego żoną podziwiając moc Bożą, jak i wielką siłę wstawienniczą św. Michała Archanioła.

Okazuje się, że św. Michał Archanioł ze swymi Aniołami spieszy nie tylko na pomoc w walce duchowej, ale także w różnych potrzebach codziennego życia. Niech będzie Bóg uwielbiany w św. Michale i w swoich Aniołach! (Teofil z Łodzi, Rycerz 8 sierpnia 1999.)

----------------------------

O. Pio i anioły

alt

Ktoś zapytał Ojca Pio: „Ojcze, czy słyszysz co Aniołowie Stróże mówią do ciebie?” On na to odpowiedział: Oczywiście! Czy myślisz, że Aniołowie są tak nieposłuszni jak ty? Przyślij mi tu swojego Anioła Stróża!”

Modlitwa do codziennego odmawiania:

„Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom  Złego Ducha bądź naszą obroną. Niech go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy. A Ty, wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen”.


Słowa do przemyślenia

Nie zapominajmy o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę. List do Hebrajczyków 13:2


------------------------------------

Modlitwa o ochronę przed nienawiścią


O Matko Zbawienia, uchroń mnie od nienawiści w jakiejkolwiek formie. Dopomóż mi zachować milczenie, kiedy z nienawiścią mam do czynienia. Podtrzymuj Mnie mocno w mojej wierności dla Jezusa Chrystusa, kiedy będę bardzo słaby.
Zapieczętuj moje usta. Pomóż mi odwrócić się plecami do tych, którzy swoimi słowami mnie prowokują, aby wyprzeć się Nauczania Twojego Syna, czy też do tych, którzy wyśmiewają mnie z powodu mojej wiary.
Módl się za te dusze, droga Matko, aby wyparły się one szatana i odczuły pokój Twojej miłości oraz Panowanie Ducha Świętego w swoich duszach. Amen.

alt


Redakcja "Naszej Barki", życzy czytającym mocy Bożej  na każdy dzień i odwagi w wyznawaniu wiary.

===================================